Klub Podróży JAREMA na Fejsie

Norwegia i Szwecja - W pogoni za Moby Dickiem

Była to nasza trzecia wyprawa do Szwecji i Norwegii, tym razem zabraliśmy rowery i sprzęt górski, a także okularki i kąpielówki, ale te się akurat nie przydały. Przez trzy tygodnie przejechaliśmy 6800 km (najdłuższy przebieg dzienny 1200 km) + promy + kilkaset km rowerem + kilkadziesiąt km butami. Przecięliśmy Szwecję wzdłuż (od Karlskrony do Kiruny) i wszerz - widoki były piękne: lasy, pagórki, jeziorka, rzeki, strumienie, i to wszystko razy 200 albo więcej + kilkaset renów i jeden łoś.

Góry północnej Szwecji trochę nas zaskoczyły - liczyliśmy na chłodne przyjęcie, ale żeby metr śniegu, i to w lipcu, i jeszcze te zamarznięte jeziora. Nic dziwnego, że kiedyś Szwedzi chcieli przenieść się do Polski. Gdy z nieba zaczął siąpić deszcz - zwinęliśmy zabawki (tzn. namiot) i udaliśmy się do niedalekiej Norwegii. W Narwiku przywitało nas słońce, i nie tylko nas przywitało, ale już z nami było do końca pobytu w Norwegii (no prawie).Tuż nad Narwikiem wspinaliśmy się w pięknych górach - surowych i zlodowaciałych, gdyby nie mapa można by przysiąc, że mają ponad 4000 m npm.

altNiezbyt chętnie opuściliśmy piękne doliny, ale przed nami był cel naszej podróży - najbardziej wysunięty na północ kraniec wyspy ANDOYA (WESTERALEN). To tam mieliśmy zobaczyć wieloryby, no i zobaczyliśmy, i to osiem (kaszalotów). Bardzo wzruszeni zapisaliśmy się do Greenpeace. Pojechaliśmy na południe. A tu piaszczyste plaże, lazur wody, delfiny i bezsenne słońce. To nie Hawaje. To Lofoty. Wysepki wystające z morza jak grzbiet pradawnego stwora, usiane wioskami poławiaczy dorsza, zwieńczone ośnieżonymi turniami, których nie powstydziliby się Gąsiennice i Karpiele. Maskonury to takie małe, prawie pingwinki z kolorowymi dziobami. Pomimo że małe bardzo nam zalazły za skórę zjeździliśmy w poszukiwaniu ich pół Norwegii i opłaciło się te kilka godzin spędzonych wśród popiskiwań, furkotu i spadających z nieba odchodów pozostawiło niezatarte ślady w pamięci i na naszych koszulkach.


Ania i Marcin Bonikowscy

sitemap-7sitemap-8sitemap-5sitemap-3sitemap-5sitemap-10sitemap-9sitemap-10sitemap-1sitemap-6sitemap-8sitemap-5sitemap-6sitemap-7sitemap-5sitemap-6sitemap-5sitemap-9sitemap-10sitemap-6sitemap-4sitemap-1sitemap-9homesitemap-6sitemap-6sitemap-2sitemap-6sitemap-6sitemap-5sitemap-2sitemap-10sitemap-8sitemap-3sitemap-1sitemap-8rsshomehomesitemap-10rsssitemap-8sitemap-7sitemap-3homersshomesitemap-3sitemap-3sitemap-9sitemap-4