Klub Podróży JAREMA na Fejsie

MEKSYK - U źródeł cywilizacji

Czy kraj odwiedzany corocznie przez miliony turystów  jest odpowiednim miejscem na prawdziwą wyprawę? Czy znajdziemy w nim niewydeptane ścieżki, niezniszczoną przyrodę i prawdziwą miejscową kulturę? Takie i podobne pytania nurtowały nas, gdy w marcu tego roku pakowaliśmy się przed wyjazdem do Meksyku. Bo już nie pierwszy raz jechaliśmy do kraju, który nie był pierwszy na naszej liście - podobnie jak rok wcześniej, gdy pojechaliśmy do RPA, zdecydowała promocja biletów lotniczych. I podobnie jak przed rokiem, szczęśliwie dla nas, decyzja o wyjeździe okazała się "strzałem w dziesiątkę".

Meksyk jest olbrzymim krajem (prawie 2 mln km2), odległości są tutaj naprawdę oszałamiające, zwłaszcza gdy podróżuje się autobusem. Z Cancun na południowym wschodzie do Tijuany na północnym zachodzie trzeba przejechać 4600 km. Nie wierzcie, gdy ktoś mówi, że w 3 tygodnie zwiedził Meksyk. Mając tylko 5 tygodni i nie chcąc oczyścić konta na rzecz miejscowych  przewoźników lotniczych, zdecydowaliśmy się zwiedzać południową część Meksyku (do okolic 20 równoleżnika).

Wylądowaliśmy w Cancun i pierwsze dni prażyliśmy się na słynnych karaibskich białych plażach i pluskaliśmy w lazurowej wodzie wśród koralowych raf. Lenistwo nie trwało jednak długo, bo obowiązkiem prawdziwych podróżników (a za takich zawsze na wyprawach się uważamy) jest znosić upały i niewygody interioru, a nie mieszać się z rozbestwionymi klientami biur podróży.

Na dobre zaczęliśmy naszą wyprawę w nieprzebytych lasach Chiapas (najbardziej "indiańskiej" części Meksyku), odkrywając potęgę piramid Majów i piękno tropikalnej przyrody. Potem udaliśmy się w góry do San Cristobal - kolebki groźnych Zapatystów.

Dalej nasz szlak wiódł przez przesmyk Istmo de Tehuantepec do stanu Oaxaca - tu oprócz pięknej kolonialnej stolicy stanu odwiedziliśmy wiele indiańskich wiosek i wspaniałych ruin. Tu też po raz pierwszy zobaczyliśmy Pacyfik.

Zbliżał się Wielki Tydzień, więc udaliśmy się na suche wyżyny środkowego Meksyku do miast znanych z uroczystych obchodów Wielkiego Tygodnia ("Semana Santa"). O ile Palmowa Niedziela (w Patzuaro) wydała się nam bardzo swojska i mało egzotyczna, to obchody Wielkiego Piątku w jednym ze "srebrnych" miast Guanajuato zachwyciły nas niewymownie. Następnie pojechaliśmy nad Zatokę Meksykańską do wspaniałych ruin El Tajin, po czym przez Kordylierę Wulkaniczną udaliśmy się do miasta Meksyk.

W czasie naszej podróży szukaliśmy nie tylko głównych atrakcji  archeologicznych, jak Teotihuacan czy Palenque, lub przyrodniczych, takich jak kanion Sumidero, wodospady Aqua Azul czy wulkan Paricutin. Chcieliśmy odnaleźć prawdziwego ducha Meksyku, zobaczyć jak żyje się tam naprawdę, z dala od szlaków wycieczek, odpustowych występów, sombrero, tequili, burritos i sztampowego rękodzieła. Szukaliśmy dzikich plaż, dziewiczej przyrody, życzliwych ludzi i przede wszystkim wspaniałych fotograficznych tematów. A Meksyk to prawdziwa kopalnia takich tematów, co staraliśmy się przekazać na naszych zdjęciach.

Ania i Marcin Bonikowscy

mekaut meksanc

   mekchiap

sitemap-2sitemap-1sitemap-2sitemap-2sitemap-10sitemap-1sitemap-2sitemap-5sitemap-4sitemap-2sitemap-9sitemap-1sitemap-1sitemap-9homesitemap-2sitemap-3sitemap-6sitemap-6rsssitemap-3sitemap-5homesitemap-6homesitemap-7sitemap-7sitemap-5sitemap-4sitemap-6rsssitemap-1sitemap-10sitemap-6sitemap-7sitemap-10sitemap-2sitemap-8sitemap-7sitemap-5sitemap-9sitemap-6sitemap-7sitemap-3sitemap-6sitemap-8sitemap-5sitemap-1sitemap-9sitemap-6sitemap-6