SPITSBERGEN - Stacja, tundra i lodowce

Zapraszam Państwa do obejrzenia moich slajdów z wyprawy na Spitsbergen. Była to wyprawa badawcza zorganizowana przez PAN. Z Sopotu wypłynęliśmy pod koniec czerwca, do Polski wróciłam w połowie października. Wcześniej prezentowałam slajdy w Klubie Jarema z podróży po Ameryce Południowej oraz z dwukrotnej wyprawy na Antarktydę, gdzie badałam pingwinki. Tym razem, na Spitsbergenie, zajmowałam się malutkimi, czarno-białymi ptaszkami, które nazywają się alczyki. Są śliczne i trochę przypominają moje ukochane pingwiny. Poza tym sporo łaziłam po lodowcach, po tundrze, mając świetną okazję do porównania Dalekiej Północy z Dalekim Południem. Choć i tu i tu jest raczej rześko i wietrznie, choć są to dwie krainy lodem skute, różnic jest mnóstwo, a jedna z nich jest taka: na południu mieszkają pingwiny i nie ma misiów polarnych, północ zaś jest królestwem niedźwiedzi, nie uświadczy się zaś tam nawet najmizerniejszego pingwinka. 

Spitsbergen to kolorowa bajka. Gdy po około tygodniowym rejsie dopłynęliśmy wreszcie na Polską Stację Polarną we fiordzie Hornsund, wyspa skąpana była w mlecznej mgle. Wysiedliśmy na brzeg i dopiero teraz uderzyła mnie bajeczna różowość tundry. Kwitła właśnie purpurowa Saxifraga. Niezrażone naszą obecnością i nagłym zamieszaniem renifery skubały leniwie smakowite porosty tuż obok nas. Pomyślałam, że to cud nad cudy i niemal rozpłynęłam się w błogostanie. Następnego dnia chmury podniosły się nieco w stronę nieba i zaczęły ukazywać się liczne szczyty górskie przepasane jęzorami lodowców. W pobliskiej dolinie spotkaliśmy liska polarnego, który właśnie słodko spał na półce skalnej porośniętej kolorowymi kwiatkami. Podniósł się z miejsca, przeciągnął, ziewnął i na psi sposób zapraszał nas do zabawy. Skoro już o pieskach mowa to wspomnę, że mieszkańcami stacji są obecnie m. in. trzy psy: Szelma, Leon i Willy. Ich pełna niebezpieczeństw praca polega na ostrzeganiu ludzi przed nadchodzącymi niedźwiedziami. Od pracy zdecydowanie wolą spacery i drapanie za uchem...

Spitsbergen przesycony jest magią. Niezwykłe są te gęste mgły, niezwykła jest przestrzeń i ta cisza przeszywana czasem skrzeczeniem lisków. W niektórych miejscach, wtulone w mchy lub kamienie, zapraszają do swego spokojnego wnętrza husy - małe, drewniane traperskie chatki. Jedną z najbardziej czarownych jest Hyttevika. Spędziliśmy w niej dużo czasu. Aby się rozgrzać paliliśmy w piecu. Wtedy ogniki wesoło rozbłyskiwały, a niesamowity, stary czajnik z rozwidlonym dziobkiem bulgotał i podskakiwał na piecu. Niespodzianek jest więcej. To tutaj, na Spitsbergenie, stąpa się po koronach prawdziwych drzew, całych lasów. Rośnie tu bowiem karłowate drzewko, płożąca się po tundrze wierzba. Latem jej ciemno-zielone liście elegancko błyszczą, jesienią zaś malują się na żółto, czerwono i pomarańczowo. Ta zmiana kolorów to jeden ze zwiastunów nadchodzącej zimy. W okolicy pojawia się w tym czasie także więcej misiów, gęsi zbierają się do odlotu i niektórzy polarnicy (niestety) też. A na niebie wirują zorze polarne.

Magda Owczarek

Przeczytaj list Magdy ze stacji