|
Pozdrawiam z Boliwii.
W tym roku miałem nie pisać maili, ale tak wyszło ze utknęliśmy w Amazonii i
czekamy na lepsza pogodę i wznowienie lotów...
Jesteśmy tu już 2 tygodnie. Na początku zwiedziliśmy bardzo ładne
kolonialne miasto Sucre, później pojechaliśmy do Potosi. To drugie to
jeszcze ciekawsze miejsce, położone na wysokości ponad 4 tys.m. Było kiedyś
najbogatszym miastem w Ameryce Łacińskiej a z pobliskiej góry do dziś
wydobywa się srebro i cynk. Mieliśmy okazje pochodzić dłuższą chwile po
korytarzach tej nadal czynnej kopalni - warunki trudne do wyobrażenia -
gorąco, ciasno, wilgotno i nie mam czym oddychać. A nada pracuje tam
kilkanaście tysięcy ludzi!
Później pojechaliśmy do miasteczka Tupiza i stamtąd ruszyliśmy w
pięciodniową wycieczkę po salarach, lagunach i wulkanach. Zdecydowanie jedno
z najpiękniejszych miejsc na świecie. Niezwykle kolorowe laguny, gorące
źródła, stare opuszczone wioski i na koniec największy salar na świecie.
Całą tę trasę pokonuje się w samochodzie terenowym na wysokości od 3600 do
prawie 5000 metrów. Żeby więc odpocząć od siedzenia w aucie weszliśmy
jeszcze na jeden z ładniejszych w okolicy wulkanów Licancabur. Znajduje się
on na granicy z Chile i ma 6000 m (ale bez 40). Wspinaczka w stylu wejścia
na Kilimandżaro, bez dobrej aklimatyzacji wchodzi się tam w ok. 8 godzin.
Nie ma tam śniegu ale w kraterze można zobaczyć chyba najwyżej położone
jezioro na świecie (jakiś 5900). Widoki oczywiście niesamowite, zarówno na
kolorowe laguny jaki góry po stronie chilijskiej.
Później przez La paz dotarliśmy do Rurre w Amazonii i tu utknęliśmy.
Wybraliśmy się na 3 dniowa wycieczkę na pampę i ostatniego dnia przyszło
załamanie pogody. Padało przez dwa dni praktycznie bez przerwy. Z powrotem
ledwo co dotrawiamy do miasta jadąc landrowerem w nocy, przez zalane drogi
i mijając zakopane w błocie pojazdy. Amazonia pokazał nam swoje oblicze -
inne niż się spodziewaliśmy, nie znaleźliśmy anakondy (godziny łażenia w
błocie!), piranie tez nie chciały się pokazać - wracamy zmarznięci i
przemoczeni.
Teraz siedzimy i czekamy aż wznowa loty - samochodem terenowym wydostanie się stad to ponad 20 godzin jazdy.
Serdecznie pozdrawiam
Mariusz
Ps. W amzanonii udało nam się jednak popływać z różowymi delfinami - super sprawa
CześćSzczęśliwie udało nam się wydostać z Amazonii. Małym samolocikiem
dolecieliśmy do La Paz. Ponieważ wypadły nam dwa dni musieliśmy zmienić
plany. Pierwotnie planowaliśmy wejść na piękny wulkan Parinacote (6330m).
Jednak po Amazonii nie czuliśmy się najlepiej, nasze żołądki pracowały
jakoś dziwnie i aklimatyzacja zdobyta na Liankaburze okazała się
nie najlepsza. Na początek pojechaliśmy w góry w rejon Condoriri.
Zdecydowaliśmy się na wejście na piękna górę Peqenio Alpamayo (góra ta
swoim wyglądem przypomina słynne duże Alpamayo). Wspinaczka była bardzo
ekscytująca, co prawda to tylko 5350 ale w 90 % śnieg i lód a pod szczytem
eksponowane i dosyć strome odcinki. Góra ta dala mi w kość dużo bardziej
niż o 600 metrów wyższy Licancabur. Sam rejon Condoriri to piękne jeziora,
lodowce i słynne szczyty m.in. tzw. głowa Condora.
Później pojechaliśmy do Copacabany nad jeziorem Titicaca. Jest to bardzo
przyjemne małe miasteczko. Tutaj znajduje się katedra z rzeźbą matki
boskiej z XVI wieku - jest to miejsce do którego udają się tysiące
pielgrzymów każdego roku. To co było najbardziej fascynujące to ceremonia
święcenia samochodów. W każdą niedziele przed katedrą ustawiane są samochody
(również autobusy i ciężarówki), są one myte i strojone kwiatami a
następnie święcone przez kapłanów. Później wszyscy robią pamiątkowe
zdjęcie całej rodziny z samochodem i zaczyna się zabawa - odpalane a
petardy, leje się piwo i szampan. Właściciele oblewają spienionym
alkoholem kola, silnik i kierownice. To wszystko jest bardzo autentyczne i
niesamowite. Ja nie moglem odmówić i z kilkoma właścicielami wypiłem
szklaneczkę piwa.
Później popłynęliśmy na Wyspę Słońca. Ruiny budynków poinkaskich nie są specjalnie imponujące, ale widoki i przyroda bardziej przypominają morze śródziemne niż Amerykę Południową. Bardzo przyjemnie chodziło nam się po wyspie - przeszliśmy ja nawet z północy na południe.
Juro ostatnie zakupy w la paz i powrót do polski. Boliwia to piękny i ciekawy kraj. 19 dni to jednak za mało czasu, żeby odwiedzić wszystkie ciekawe miejsca...
Pozdrawiam serdecznie
Mariusz