Meksyk, 26.09.2003 Zobacz: Wspomnienia Patrycji z Meksyku |
Mieszkam u kolezanki w samym centrum historycznym miasta. Ciagle spotykam sie ze sztuka wszelkiego rodzaju. Poczawszy od mieszkania- warsztatu. Moja kolezanka jest malarka: w tej chwili caly lokal jest w obrazach. Sztuke przedstawiaja stoiska z rekodzielami To samo w sobie stanowi niezle muzeum. Chciazby bizuteria: misterna, z pieknymi kamieniami, ktorych tu bez liku - az oko cieszy. Nie mowiac juz o swiecacych sombrerach, piramidkach i maskach. Sztuka sa targowiska z zywnosca, o ktorych wczesniej pisalam. Bylam w muzeum Antropologii i w koncu zobaczylam te wspanialosci, kodeksy, figurki zwierzat i bogow, no i oczywiscie, kamien Slonca. Ale on wielki! Mam teraz wiekszy podziw do przeszlosci tego kraju, niz mialam przed wyjazdem. Bylam rowniez w Teotihuan i az mi dech zaparlo. Przepieknie, staro i dostojnie! Wspielam sie na Piramide Slna, na ktorej juz byly wycieczki, para z pieskiem i pare osob medytujacych...
Poza tym ciagle gra muzyka,wszedzie: na ulicy, w sklepie, w mieszkaniach. Policjanci kieruja ruchem i maja obok siebie glosniki, ktore brzecza glosno. Wreszcie sztuka sama w sobie jest poruszanie sie po tym ogromnym miescie. Wszedzie tlumy ludzi (musze przyznac ze Meksykanie sa grzeczniejsi od Polakow), flagi narodowe(akurat jest po swiecie Niepodleglosci, 16 09.). Zwiedzilam tez Bazylike Guadalupe, tlumy pielgrzymow. Widzialam cudowny obraz, weszlam na wzgorze Tepayac na ktorym ukazala sie Maryja Juanowi Diego, biednemu Indianinowi. Teraz Juan Diego jest swiety i ma swoj pomnik. 
Jedzenie jest tutaj przepyszne, kolorowe i czasem nie wiem co jem, bo jest tyle rzeczy i nowosci dla mnie. Ucza mnie spozywac tutejszych przysmakow, wiec czuje sie troche jak "niedorozwinieta". Ulice tez sa ciekawe i takie tematyczne, np. na jednej sprzedaje sie same lampy, na innej sprzet audio, na innej srubki. Wiec musze przejsc pare przecznic, aby kupic to co potrzebuj Na szczescie co krok to bar. W metrze jest pelno handlarzy. Namawiaja by kupic plyte, czekolade, lub latarke. Coz, jesli jakis sklep bedzie za daleko, moze przyjsc odpowiedni handlarz w metrze. Jednym slowem - ale Meksyk! Ale i tak jest fajnie!
Pozdrawiam wszystkich cieplutko i duchem jestem na pokazach. To juz wkrotce.
Patrycja
Tak długo nie pisałam, że aż nie wiem od czego zacząć, a wydarzyło się wiele. Może nie zwiedziłam zbyt dużo, ale przeżyłam szereg wspaniałych chwil, które chciałabym Wam opisać.
Właśnie wróciłam z 2- tyg. pobytu w Las Bucerias, w stanie Nayarit. Jest to przepiękny region plaż, morza i zielonych gór.
Niektóre z nich to wulkany. Brałam udział jako woluntariusz podczas kursu treningowego dla niepełnosprawnych. Organizacja, która patronuje tego typu kursy, jest międzynarodowa i ma swoja siedzibę w mieście Meksyk. Ponieważ jestem serdecznym przyjacielem szefa tejże organizacji, zaproponowano mi ten wyjazd. I nie żałuję.
Nigdy nie pracowałam z osobami na wózkach, ale ta impreza przerosła moje wyobrażenia.
Przede wszystkim spotkałam niezwykłych ludzi wśród osób niepełn. i innych
woluntariuszy. Odbyły się warsztaty fizyczne: ćwiczenie upadków i powstania,
lepsze poruszanie się na wózkach, pływanie (nauczyłam pływać na plecach
jedną dziewczynę, hurraaa!!), lekcje tańca (ze specjalną choreografią dla osób
na wózkach), wykłady, ale przede wszystkim mówiono im, ze życie jest przed
nimi: "naucz się panować nad swoim wózkiem i zadecyduj o swoim życiu".
Wbrew pozorom to właśnie oni dali mi sile i optymizm do wielu rzeczy, a nie
odwrotnie. Nie zapomnę widoku wielu twarzy, triumfujących twarzy osób, które
przezwyciężyły swoje indywidualne bariery, a każdy ma swoje własne. Było
wiele radości i uśmiechu, wycieczka do sławnego kurortu Puerto Vallarta. Zjedliśmy
tam obiad i piliśmy tequile za sukcesy. Wszystko mi się podobało: ludzie z całego
kraju, wspólne śpiewanie, ognisko na plaży, a przede wszystkim nowe przyjaźnie.
Powtarzam, może nie zwiedziłam zbyt wiele, ale odbyłam wycieczkę w ludzkie wnętrza
z zakątkami smutnymi i tymi wesołymi.
Odezwę się wkrótce, bo wygląda na to, że chyba zostanę tu na dłużej.
Pozdrawiam ciepło, tu jest gorąco.
Patrycja


Długo nie pisałam, ale ciągle miałam wycieczki i nie miałam czasu na napisanie sensownej relacji. Jeszcze jestem w tym pięknym kraju i przyjmuję różnych ludzi z ojczyzny. A tak w ogóle to robię Wam reklamę i zachęcam warszawiaków do odwiedzania waszej str. internetowej i odwiedzenie wieży kościoła św. Anny. Więc zaczynam moją konkretną relację:
Jest takie powiedzenie, "wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej". To znaczy, że jest mi tu dobrze, bo tak naprawdę Meksyk stał się moim drugim domem, ale z drugiej strony troszkę tęsknię za domkiem, za polskim powietrzem, przyjaciółmi. To dziwne, ale daleko od kraju, dostrzegam wiele rzeczy, które sprawiają, że Polska jest piękna. Zacznę od walorów natury: w Meksyku panuje zawsze lato, a może nawet i wiosna. Pogoda jest zawsze słoneczna, wszędzie kwitną drzewa, kwiaty o dziwnych nazwach, nawet kaktusy nie wydają się takie ostre i niedostępne. A owoce są w sprzedaży cały rok, np. już od kwietnia jest sezon na truskawki. Wiec jest dookoła zielono, kolorowo, pachnąco i przyjemnie ciepło. Nawet jest miejscowość, która nazywa sie Cuernavaca, a ma przydomek "miasto wiecznej wiosny". Klimat jest tam łagodniejszy i wszędzie kwitną kwiaty. Nawet sam Hernan Kortez, zdobywca Meksyku, wybudował tam swój pałac. Chciał bowiem przenieść stolicę z Meksyku do Cuernavaca, ale tradycja i historia były tak silne, że nie udało się to.
Słońce potrafi grzać niemiłosiernie, toteż Meksykanie przyzwyczajeni do ciepła, zakładają czapki i rękawiczki, gdy temperatura spada do 9 stopni...
Ta ciągłość jednej w sumie pory roku sprawia, że odczuwa się pewną monotonię. Krajobrazy, choć cudowne, wyglądają zawsze tak samo (no chyba że weźmiemy pod uwagę piękne zachody słońca). I w tym przypadku doceniam pory roku. To samo miejsce zmienia się w cudowny sposób, jest takie same, ale inne.
Meksyk jest krajem w 75% górzystym. Ale nie istnieje tutaj turystyka górska w porównaniu z Polską, czy Czechami. Nie ma sieci schronisk ani szlaków. W ogóle lasy są inne: podłoże jest wilgotne, nie ma mchu, i wiele gatunków drzew ma odmianę meksykańską o dziwnej nazwie. Także nikt nie zbiera grzybów w tych lasach, które bynajmniej nie pachną miodem i żywicą.
śnieg zalicza się tutaj do egzotyki. Meksykanie widza śnieg z daleka, jak świeci się na wulkanach. Nie znają jego koegzystencji, nie wiedzą jaki jest w dotyku. A jak usłyszą ze w Polsce temp. dochodzą do -25 stopni, to nie mogą sobie tego wyobrazić.
Jednak pomimo pewnej monotonii w postaci braku pór roku, Meksyk zadziwia swoja różnorodnością, swoimi kontrastami, które dotyczą społeczeństwa, historii i zabytków. Na tej samej ulicy znajduje się bogata willa oraz skromny, surowy domek. A w mieście, obok ruiny piramidy, są budynki z epoki kolonialnej oraz nowoczesne wieżowce. W stanie Chiapas (na południu) chłopi uprawiają kukurydzę na trudnych, górzystych terenach, a na półw. Jukatan są rozlegle, zielone równiny i sady owocowe z bananowcami, mango papaja i pomarańcze. Meksyk ma wiele twarzy i cieszę się, że je poznaję.
Cieszę się, że klub cały czas się rozwija i że moje relacje znajdują jakiś czytelników. W tej chwili kończę kolejna wycieczkę, jestem obecnie w Campeche, stoicy stanu Campeche, już nad Zat. Meksykańską. Zwiedzamy nie wszystko co się da, ponieważ mamy ograniczony program, ale jeżeli coś można zrobić poza programem to nikt się nie obrazi. Ludzi mam teraz bardzo sympatycznych, i szczerze mówiąc, to poznaje również i Polskę poprzez właśnie różnych turystów z naszego kraju, a ludzie są naprawdę bardzo różni i dowiaduje się o wielu ciekawych sprawach, o których podejrzewam nie wiedziałabym będąc w kraju. A życiorysy są naprawdę ciekawe, a ja zawsze lubię sobie pogawędzić, więc mi opowiadają o sobie i o swoich przeżyciach i o wrażeniach z podróży po świecie, bo Meksyk na pewno nie jest pierwszym punktem dla kogoś, kto wybiera się pierwszy raz za granice. Ale o tym szerzej opowiem jak się spotkam z Wami osobiście. Robię dużo zdjęć, szkoda że nie mam slajdów, ponieważ nie mam dobrego aparatu na slajdy. Chciałam sobie już dawno kupić coś lepszego, ale zawsze były inne wydatki, no i w końcu przeznaczyłam dużą sumę na Meksyk. Firma, gdzie pracuję, też się rozwija i przyjmujemy Polaków również z Kanady, Francji i USA. Więc poznaję również losy naszych na obczyźnie. A losy te są ciekawe i różne, ale o tym też szerzej i później. Czytam wasze maile i co jakiś czas zaglądam na stronę Jaremy, co sprawia mi ogromna przyjemność, bo to zawsze mile zajrzeć do starych znajomych z drugiego kontynentu. Życzę wszystkim powodzenia i miłych wrażeń ze slajdów i z podróży,
ściskam i pozdrówka,
Patrycja Wolska
Właśnie wróciłam z przyjęcia weselnego, które odbyło się w południowej dzielnicy miasta Meksyk, Tlalpan. Wesele skromne, ale ludzie bardzo zadowoleni. Państwo młodzi obsługiwali gości, prezenty dostawali zaraz na początku, na stołach pełno dań, a ja jadłam mięso wieprzowe z ryżem i z kaktusem
(liście kaktusa gotowane o smaku kwaśnym, ponoć bardzo zdrowe). Muzycy też byli i grali salsę, więc było bardzo rytmicznie i folkowo. Niestety nie było ani oczepin ani śpiewów w stylu "gorzko, gorzko", może dlatego że państwo młodzi cały czas zajęci byli podawaniem do stolu. Goście pili głównie piwo, tequile, bądź pulque (alkoholowy napój 4% z mageyu, rodzaju kaktusa, na wzór dawnego, indiańskiego piwa, ponoć również bardzo zdrowe. Mówi się, że ma wiele witamin i działa również jak afrodyzjak). Dzieci biegały i się bawiły. Akurat jest pora deszczowa, więc jak się rozpadało, to na całego. Ale zaraz wyszło słoneczko i wszyscy poczuliśmy się raźniej. Za jakiś czas wstąpił pan sprzedawca uliczny krzyczący na cały glos, czy ktoś nie chce zakupić u niego gotowanej kukurydzy (orzekrzykując gwar weselny). Następnie przyjechała delegacja urzędu dzielnicy Tlalpan (bo pan młody pracuje w tym urzędzie), w krawatach i nie mieli gdzie zaparkować.
Oczywiście ja wzbudziłam największe zainteresowanie u dzieci, dotykały moich włosów, patrzyły na moją bladą skórę i w ogóle pytały się skąd jestem. Teraz było przyjęcie z okazji ślubu cywilnego, bo ślub kościelny odbywa się w inny dzień, więc wyprawia się dwie fiesty. Całkiem niezły pomysł.
Goście jeszcze tańczą, a ja wpadłam do kafejki, zanim ją zamkną, aby napisać, co w wielkim świecie słychać
Z pozdrowieniami,
Patrycja Wolska
Jak to w Meksyku bywa, przyjęciom i zabawom nie ma końca. Meksykanin już od małego przyzwyczajony jest do świętowania. Pomijając chrzciny, uroczyście obchodzi się pierwsze urodziny. Zaprasza się całą rodzinę, która delektuje się różnymi potrawami, ciastem, tańczy, a mały solenizant przeważnie śpi. Następna większa okazja to trzecie urodziny. Wtedy dzieci są najważniejsze, a główna atrakcja to rozbijanie pinaty. Jest to duża tekturowa lalka, która w środku ma słodycze. Zawiesza się ją tak, aby dzieci mogły rozbić ja kijem i dostać się do smakołyków, co wcale nie jest takie łatwe. Taka pinatę również rozbija się w czasie świąt Bożego Narodzenia. Lecz największym świętem wyłącznie dla meksykanki są jej 15-letnie urodziny.
Wtedy to jakby oficjalnie przestaje być małą dziewczynką i zaczyna swój wiek kobiecy. Tego dnia odprawiana jest msza, cała rodzina jest obecna, a bohaterka zdarzenia ma przygotowany osobny klęcznik tuż przed ołtarzem. Ponieważ jest to rzeczywiście wielkie święto, rodzice oszczędzają na te okazje praktycznie już od narodzin dziewczynki. Oczywiście w następnych latach jest jeszcze wiele, wiele uroczystości, podobnych do naszych, jak ślub, czy komunia.
Ja ostatnio miałam przyjemność uczestniczyć w urodzinach pierwszolatka. Zaraz potem poszłam z zaprzyjaźnioną rodziną, której towarzyszyłam, w zupełnie inne miejsce. Wypadało mianowicie odwiedzić pewną rodzinę i złożyć wyrazy współczucia, ponieważ zmarła im bliska osoba. W głównej sali odbywało się czuwanie, a na środku stała szklanka wody i chlebek, ofiara dla zmarłego. Po pogrzebie jeszcze przez 9 dni będzie tzw. czuwanie, czyli uroczyste modły ku czci zmarłej duszy. Związane jest to z wierzeniami Azteków, którzy uważali, iż dusza po śmierci udaje się do świata podziemnego, by tam spotkać się z Mictlantecuhtli, Panem Zaświatów. Zanim jednak się z nim spotkała, musiała pokonać szereg przeszkód i właśnie te pierwsze dziewięć dni były najtrudniejsze. Wobec tego, poprzez modlitwy, ofiary oraz pokutę, dawni meksykanie pomagali swoim bliskim.... Ale wróćmy do teraźniejszości: właściciele mieszkania w którym zebrana była rodzina zmarłego podali wszystkim skromny poczęstunek. My "zabawiliśmy" tam niedługo. ..... Więc dzień był pełen kontrastów, ale właśnie taki jest Meksyk, czyli jednym słowem: brak nudy.
Tymczasem pozdrawiam gorąco wszystkich,
Patrycja Wolska