Klub Podróży JAREMA na Fejsie

Beskid Żywiecki (11-13.11.2005)

Witajcie
No i nie wytrzymaliśmy. Prognoza pogody dla Warszawy tak nas zdołowała, a do tego dzieci domagały się stanowczo wyjazdu w góry (Asia to nawet na narty), że rano w piątek dokonaliśmy spakowania naszego Redforda i wyruszyliśmy na południe w poszukiwaniu słońca. Po drodze z komórki zarezerwowaliśmy pokój w Zawoi - Widły i popędziliśmy katowicką, a potem przez Oświęcim do Wadowic. Po drodze pogoda znacznie się poprawiła, było nawet trochę słoneczka. W Wadowicach zwiedziliśmy dom rodzinny Karola Wojtyły - Papieża Jana Pawła II oraz bazylikę. Dom, a właściwie mieszkanie, pełne jest fotografii i pamiątek, sprawia głębokie wrażenie.

Bazylika o wystroju barokowym jest na zewnątrz remontowana. W środku przewija się tłumek zwiedzajacych i modlących się. Po obiedzie i zakupie "oryginalnych kremówek" udaliśmy się w kierunku Zawoi. Za Wadowicami kawałek dobrej drogi (wysokie estakady nad bocznymi dolinkami) nad budowanym zbiornikiem wodnym, a na końcu w charakterze dowcipu drogowców, stoi betonowy wiadukt bez dojazdu i nasypów. Po zmroku w świetle Księżyca i lekkiej mgiełce docieramy do Zawoi. Mamy nocleg blisko skrzyżowania (owe Widły) gdzie stoi stylizowana na wielki, wodny młyn karczma (koło sie obraca i leje sie woda, ale dzieci zauważyły, że to sciema bo ze szlaucha). Z okna widać szczyt - Babiej Góry - cel naszej drogi....

W sobotę o 9.30 rano, po śniadaniu, pakujemy się do samochodu i wspinamy na przełęcz Lipnicką (Krowiarki). Autobus od września do maja tam nie dojeżdża dlatego będziemy musieli zejść w to samo miejsce. Na Krowiarkach jest parking dozorowany do zmroku - jak powiedział góral - totez zostawaimy autko i ruszamy czerwonym szlakiem przez Sokolicę na szczyt.

Pogoda super słońce, niewielka mgiełka, widoki coraz lepsze. Na Sokolicy wychodzimy z lasu, widoczność bardzo dobra. (szlak gdzieniegdzie umocniony granitowymi słupkami granicznymi z literkami D i S - świadectwo historii). Droga grzbietem Babiej trochę się dłuży bo co pipolek wydaje się że to już, a tam okazuje się, że to może następny. Wreszcie niewielki tłumek kopce kamieni i obelisk ku czci Jana Pawła II (słowacki) zwiastują szczyt. Dzieci zadowolone i dumne - dotarliśmy w czasie przewidzianym na drogowskazie. Dokoła widok: Tatry, Niskie Tatry, Wielki Chocz, Pilsko i Beskid Śląski. Jest trochę zimno, pomimo słońca wiatr i wysokość sprawiają ze po spożyciu kanapek i łakoci + herbatki z termosu szybko schodzimy na przełęcz Brona, a potem na Markowe Szczawiny. Tam sporo turystów i kolejka do baru, więc dojadamy swoje zapasy i niebieskim szlakiem (płaj u stóp Babiej Góry) wracamy do samochodu na Krowiarki. Po drodze stwierdzamy, że Mokry Stawek wysechł całkowicie. Ostatni kawałek już po ciemku dochodzimy do przełęczy, jest 17.00, a temperatura kilka stopni powyzej zera. Obiad jemy po drodze w innej stylizowanej Karczmie w Zawoi o nazwie Lajkonik. W niedzielę od rana słoneczko i widok na zdobyty szczyt. Mamy jednak w planie Kalwarię Zebrzydowska i Wieliczkę. Jadąc na skróty docieramy do Kalwarii. Piękny kompleks sanktuaryjny. Niestety po wyjachaniu z gór pogoda się znacznie popsuła i przenikliwe zimno oraz ogólna szarość nie pozwala na delektowanie się pięknem ścieżek i kaplic rozrzuconych po okolicy (łacznie ponad 40 kościołów i kaplic na trasie ok. 6 km) trzeba więc będzie tu wrócić wiosna. W Wieliczce smutna niespodzianka. Naprawa szybu turystycznego sprawia, że kolejka jest na kilka godzin. Jest ok 13.00, robimy zdjątka (choć szaro i buro), a dzieci wybierają solne pamiątki i postanawiamy wracać. Omijamy Kraków przez Niepołomnice (kompleks zamkowo-pałacowy) i dojeżdżamy do szosy nr 7 w Słomnikach. Ruch umiarkowany, za Radomiem gwałtownie gęstnieje, toteż zatrzymujemy się na obiad. Pod Białobrzegami decydujemy odbić na Warkę, a potem przez most w Górze Kalwarii jesteśmy na prawidłowej stronie Wisły. Dalej bez korków przez Wawer i Kawęczyn do domu - jest 18.30.

Dzieci szczęśliwe, my również. Uczciwie zdobyły całkiem niezłą górę (ponad 700 m przewyższenia i ok 12 km w 7 godzin z postojami). Dowodzi to, że warto ruszyć się choć na 3 dni i wyrwać z codzienności.

Za Jaremu
Iza, Asia, Krzyś, Radek

sitemap-8sitemap-6rsssitemap-1rsshomesitemap-9rsshomesitemap-4sitemap-3sitemap-8sitemap-7sitemap-9sitemap-10sitemap-10sitemap-8sitemap-7sitemap-2sitemap-5sitemap-4sitemap-7sitemap-3homersssitemap-10sitemap-7sitemap-5sitemap-4sitemap-10rsssitemap-10sitemap-8sitemap-6sitemap-1rsssitemap-7sitemap-2sitemap-6sitemap-1homesitemap-4sitemap-6sitemap-9sitemap-6sitemap-4sitemap-7sitemap-10sitemap-7sitemap-3sitemap-3