Klub Podróży JAREMA na Fejsie

Suwalszczyzna (2002)

A było to tak...

Zadekowaliśmy się na losowo wynalezionej kwaterze agroturystycznej w Sejwach niedaleko Puńska, w bezpośrednim otoczeniu terenów, które chcieliśmy dogłębnie poznać. Miejsce to tzw. "polska Mała Litwa", niewielki obszar w okolicach Puńska i Sejn, zamieszkiwany przez mniejszość litewską.

Na Suwalszczyznę dojechaliśmy z Gdańska, skąd odbieraliśmy nasze maluchy, z ponad miesięcznego pobytu nad morzem. Tego dnia, w okropnym upale i po podłych, mazurskich drogach, przejechaliśmy z zachodu na wschód przez całe Żuławy Wiślane, Warmię, Mazury, Suwalszczyznę.

Na samym początku kilka słów o samej kwaterze. Położone w malowniczym, pagórkowatym terenie, na niewielkim wzniesieniu, gospodarstwo rolne, pomiędzy niewielkim laskiem, a porastającym trzciną jeziorem. Wokół pola uprawne, łąki, rzeczka, staw - raczej pustkowie - do najbliższej wsi jakieś 2 km. W gospodarstwie wszelkie atrybuty życia na wsi - zabudowania gospodarcze, stodoły, pola ziemniaków i kukurydzy, traktory, maszyny rolnicze, krowy, konie (wprawdzie sąsiada, ale zawsze), kury, pies, koty, kogut i ... stonka ziemniaczana ;))

W piętrowym domu 3 pokoje (urządzone w stylu awangardy rustykalno-orientalnej :)) dla gości (19 PLN za os. - my mieliśmy jeden z tych pokoi na pięterku) oraz mieszkanie gospodarzy - dla wszystkich jedna łazienka z prysznicem i jeden kibelek. Obok wystawione dwa murowane domki (2 pokoje, łazienka, aneks kuchenny) dla bogatszych gości (110 PLN za dobę). W przydomowym ogródku ławeczki, placyk zabaw dla dzieci z piaskownicą, stoliki, grill, na łące nad rzeczką boisko do siatki lub nogi, miejsce na ognisko. 200 m od domu jezioro - niezbyt przyjazne do kąpieli - bez plaży, lekko zarośnięte, woda zamulona, ale za to z możliwością popływania na łódce lub kajaku. W otoczeniu gospodarstwa swobodnie można rozbić namioty (na łące lub pod lasem); po drewno na ognisko do lasu jest jakieś 3 min. (my ognisk nie paliliśmy ze względu na panującą klęskę suszy - gdzieniegdzie był nawet zakaz wstępu do lasu).

Gospodarze prowadzą typowo rolniczy tryb życia, czym starają się zarazić również swoich gości. Wstają jescze po ciemku ok. 4.00 i traktorkiem jadą doić krowy - wtedy też budzi się kogut i daje popis wokalny. Większość dnia pracują w polu lub w obejściu, od czasu do czasu przysposabiając pokoje dla kolejnych gości. Spać chodzą z kurami, ok. 21.00, a ciszę nocną i koniec kąpieli zarządzają na godz. 22.00. Jak ktoś spóźni się z kąpielą, to może dowiedzieć się, że właśnie popsuła się terma lub 10-cio metrowej długości wodociąg ze studni. Jak ktoś się spóźni z powrotem z wycieczki lub wieczornego spacerku, to może nie dostać się na noc do domu. Gospodarze udostępniają też ciekawskim świata dzieciakom swoje zwierzątka gospodarskie: kotki podwórkowe (mają zakaz wstępu do domu), pieska wiecznie na łańcuchu, koguta i kurki w kurniku na siatką, stonkę ziemniaczaną w dużej ilości (ale tylko do zadeptywania kanalii). Krówek niestety nie udostępniają, bo podobno jedna (choć nie wiadomo która) dzieci nie lubi. Koników też nie - bo sąsiada. Piszę tak o tym, bo w końcu byliśmy tam aż dziewięć nocy. No właśnie, głównie nocowaliśmy, bo siedzieć tam na miejscu po prostu nie ma po co.

Jak sami więc widzicie, kwaterka raczej nie nadaje się na większe spędy jaremowej braci, w celu spalenia na ognisku kilku drzewek i nocnego powycia do księżyca. A szkoda, bo okolica jest naprawdę malownicza, a co najważniejsze - bardzo ciekawa.

Wycieczka 1 - "Na polski biegun zimna"
(upss - raczej gorąca !!!) temp. jakieś 32 w cieniu.

Na samym początku panorama suwalskiego, polodowcowego krajobrazu z wieży widokowej na Górze Jasionowej nad jeziorem Szelment (okolice letniskowe, domki). Dalej na północ, brzegiem jeziora przez Becejły, Rutkę-Tartak do Wiżajn (straszne zadupie - nic tam nie ma). Stamtąd objeżdżamy jezioro Wiżajny przez Burniszki i Stankuny (we wsiach dużo agroturystyki, przy drodze pozarastane, stare cmentarzyki ewangelickie). Z nad jeziora na wschód, drogą gruntową wzdłuż litewskich słupków granicznych, przez pierwsze, nieduże osady Litwinów: Ejszeryszki, Wingrany, Poszeszupie. Cała okolica to tzw. Góry Sudawskie - najdalej wysunięta na północ część Suwalszczyzny, mocno pofałdowany teren morenowy, z najwyższym wzniesieniem Góry Rowelskiej (prawie 300 m npm). Tutaj ponoć w Polsce bywa najzimniej. Teren rolniczy (dawne PGR-y), prawie całkowicie wylesiony, ale naprawdę bardzo malowniczy.

Po przekroczeniu w Szypliszkach (przejście graniczne Budzisko) trasy międzynarodowej, rozpoczyna się właściwa "Mała Litwa". A tam kolejne litewskie osady - Wojciuliszki, Wojponie, Krejwiany, Wołyńce, Kompocie (ach co za nazwy :)) - we wszystkich ładnie utrzymane drewniane gospodarstwa i przydrożne, bogato rzeźbione krzyże, dwujęzyczne napisy miejscowości; Trakiszki (pięknie zachowany, drewniany budynek stacji kolejowej w stylu rosyjskim), oraz Puńsk - stolica polskich Litwinów.

Wycieczka 2 - "Litewski odpust w Puńsku"

Tak, to już z pewnością nie to samo, co choćby jeszcze kilkanaście lat temu. Na ludowo ubrane tylko zespoły folklorystyczne, o drabiniastych bryczkach zapomniał już chyba najstarszy Litwin, budek z tradycyjnymi wyrobami też jakoś nie za wiele. Coś jednak z tradycji pozostało. Każdego roku, 15.08. mają miejsce w Puńsku odpustowe uroczystości kościelne, połączone z dożynkami oraz świętem miasteczka. Na początek uroczysta litewska msza dziękczynna, połączona z procesją. Poszczególne wsie przygotowują dożynkowe wieńce, które potem w strojach ludowych obnosi się w procesji wokół kościoła. Uroczystość jest formą podziękowania za plony. Na placu obok kościoła ustawione są budki w tradycyjnymi wyrobami rękodzieła ludowego Litwinów (ceramika, hafty, wypieki, miody, wyroby z drewna, ozdoby). Po uroczystościach kościelnych rozpoczynają się uroczystości świeckie. Przemarsz przez miasteczko nad jezioro Punia, występy litewskich zespołów ludowych (na scenie nad jeziorem) i inne odpustowe atrakcje (zawody w przeciąganiu liny, wystawa płodów rolnych, stragany, zabawki, obwarzanki, wata cukrowa, baloniki na drucikach - istny raj i obiekt nie zawsze spełnianych pragnień dzieciaków. Najciekawsze są oczywiście występy zespołów folklorystycznych z Puńska oraz biesiadno-weselne popisy zespołów z Litwy. Występy - chóry, zespoły taneczne, dziewczyny i chłopcy z Puńska w kolorowych strojach ludowych - barwnie, wesoło, wszystko po litewsku (taka nasza egzotyka) - prawdziwa rozkosz dla fotografa. I tak aż do ciemnej nocy i wielkiego ogniska nad jeziorem, połączonego ze śpiewami i pieczeniem kiełbasek. Naprawdę szkoda tylko, że ni w ząb nie rozumiemy litewskiego.

A jak już jesteśmy w Puńsku, to jest parę miejsc i kilka atrakcji dla których zawsze warto tu przyjechać:

  • zabytki: kościół otoczony pięknie wyrzeźbionymi kapliczkami, figurami i krzyżami; stara, drewniana plebania; parterowa, drewniana zabudowa z dawną bożnicą i szkółką talmudyczną;
  • litewskie muzea regionalne: muzeum w Litewskim Domu Kultury; muzeum rękodzieła ludowego w starej plebani; ładnie zachowana, kryta strzechą, litewska zagroda skansenowska, gdzie co roku (w czerwcu) odbywa się festiwal teatrów stodolanych - specjalność okolicy;
  • litewskie jedzonko: masarnia wytwarzająca oryginalne, litewskie wędliny; restauracja "Sodas" (Sad), z pysznym, oryginalnym menu - min: czenaki, kartacze, bliny z mielonym mięsem, kibinai, kołduny, chłodnik, a na deser simpalaris albo sękacz; po jedzonku zaś aromatyczny Surginis, miodowo-ziołowo nalewka... - jak ktoś lubi zjeść, to "niebo w gębie".
  • Litwini - gościnni, uprzejmi, otwarci na turystów, chętnie pokazują swoje pamiątki i wyroby sztuki ludowej. Pogadają z przyjezdnymi, częstując przy tym pyszną nalewką, no i da się z nimi pogadać, ponieważ są w pełni "dwujęzyczni".

Puńsk swoją specyficzną atmosferą i pysznym jedzonkiem przyciągał nas w trakcie naszego wyjazdu jeszcze wielokrotnie.

Wycieczka 3 - "Ślady dawnych Sejn"

Sejny - niewielkie, przygraniczne miasteczko z interesującą historią i kilkoma wysokiej klasy zabytkami. Miasteczko o dwóch obliczach - kresowego, drewniano-żydowskiego "stetl" (miasteczka) i socjalistycznego, smutnego blokowiska. Nas przyciągało oczywiście to pierwsze oblicze.

Zabytkowy układ urbanistyczny, niska drewniana zabudowa, małe pożydowskie kamieniczki, nadają miasteczku swoisty charakter. Malowniczo położony, ogromny dawny klasztor obronny Dominikanów, z górującymi nad miastem wieżami renesansowej bazyliki sejneńskiej i ciekawą kapliczką szafkową Madonny z Dzieciątkiem. Obiekt ten jest głównym magnesem ściągającym tu wiele pielgrzymek i turystów.

Innym magnesem ściągającym do Sejn ludzi (zwłaszcza młodych) z całej Polski, to Ośrodek "Pogranicze - sztuk, kultur, narodów". Bardzo prężnie działający ośrodek kulturalny, wydawniczy i społeczny, skupiający twórców i animatorów kultury z wielu zakątków Polski, Litwy, Białorusi, Ukrainy... Ośrodek specjalizuje się w promowaniu kultury narodów polskiego pogranicza, a przede wszystkim odtwarzaniu i odnajdywaniu pamiątek i elementów żydowskiej kultury miasteczka. Na swoją siedzibę i miejsce działalności "Pogranicze" wybrało kompleks dawnych budynków żydowskich: Biała Synagoga - gdzie odbywają się wystawy i spektakle teatralno-muzyczne); szkoła talmudyczna (galeria, sklepik), stara poczta (biura, wydawnictwo, biblioteka, wystawa). W sąsiedztwie zachowało się wiele malowniczych zaułków i pożydowskich, drewnianych domków.

Do synagogi wybraliśmy się któregoś wieczora, na przedstawienie muzyczne (my mówimy na to po prostu "koncert" :)) w wykonaniu Kapeli Klezmerskiej z Sejn. Muzyka klezmerska (dawnych żydowskich muzykantów), z pogranicza folkloru, pieśni poetyckiej i jazzu, zagrana w oryginalnych wnętrzach sejneńskiej synagogi (zapalone świeczniki, inscenizacja), zrobiła na nas piorunujące wrażenie. Półtoragodzinny, wieczorny koncert wciągnął bez reszty nawet nasze pociechy, które radośnie klaskały i przytupywały w rytm skocznych lub rzewnych dźwięków klarnetu, akordeonu, czy sekcji dętej a`la Bregović.  Zainteresowanym polecamy również spacerek sejneńskimi zaułkami, pośród starych, drewnianych, parterowych domków lub na stare sejneńskie cmentarze z wieloma ciekawie rzeźbionymi, nagrobnymi krzyżami, figurkami i kapliczkami. 

Są też w Sejnach (i to dopiero od niedawna) atrakcje kulinarne. Tak jak i w Puńsku (może tylko w trochę mniej przytulnych warunkach) można skosztować regionalnych, litewskich potraw. W Konsulacie Litwy znajduje się mała kawiarenka-jadalnia, a na rynku dawna GS-owska mordownia, oferująca obecnie pełną kartę smacznych dań (min: cepeliny, kiszka ziemniaczana, litewski chłodnik, zupa drwala i inne specjały litewskiej kuchni), a także niezadrogie noclegi. Kuchni żydowskiej póki co nie stwierdziliśmy. Mają więc jeszcze (wzorem Tykocina) miejsce do popisu.

Również do Sejn zaglądaliśmy w czasie całego naszego pobytu jeszcze wielokrotnie.

Wycieczka 4 - "W krainie młodości poety"

Sejny, to dogodny punkt wypadowy na kolejną wycieczkę, tym razem wzdłuż granicy litewskiej, od Puszczy Augustowskiej na północ aż do Puńska. Jest to miejsce opisywane w młodzieńczych poezjach Czesława Miłosza.

Na obrzeżach olbrzymich kompleksów leśnych Puszczy Augustowskiej znajduje się wieś Berżniki, będąca wspomnieniem po najstarszym na Suwalszczyźnie miasteczku. We wsi ciekawy jest zwłaszcza stary, drewniany kościół z XVII w, malowniczo usadowiony nad brzegiem jeziora. Dalej trasa wiedzie w kierunku przejścia granicznego Ogrodniki i ładnie odrestaurowanego dworku w Hołnach Mejera (obecnie ośrodek szkoleniowy Politechniki Białostockiej).

Na drugim brzegu jeziora Hołny, pomiędzy dwoma granicznymi jeziorami (Hołny i Gaładuś), znajduje się dawny majątek krewnych Miłosza. W majątku Krasnogruda, w okresie międzywojennym, młody poeta spędzał swoje wakacje pisząć wiersze pod wpływem okolicznych krajobrazów i przyrody. Krasnogruda (lit. piękne bagno) to tajemnicze uroczysko nad brzegiem jeziora. Zniszczony, drewniany dworek, totalnie zarośnięty dworski park, wszystko zdziczałe i zapomniane - tyle zostało ze wspomnień młodości poety. Jest tu naprawdę malowniczo, ale również niezmiernie smutno. Ciekawe, dlaczego nikt nie chce o to zadbać (jak i o kilkanaście okolicznych dworków)?

Dalszą trasą był przejazd wzdłuż wysokiego brzegu granicznego jeziora Gaładuś. Piękne, długie jezioro z kilkoma wysepkami i rozległa panoramą terenów Litwy na drugim brzegu. Nad jeziorem powstaje coraz więcej dacz i domków letniskowych ludzi z Warszawy i Białegostoku, jest tam też mnóstwo kwater agroturystycznych (wieś Żegary). W rozłożonych tu litewskich wioskach (Gawieniańce, Radziucie, Burbiszki, Tauroszyszki - nazwy, nazwy ...) zachowała się stara drewniana zabudowa oraz piękne przydrożne kapliczki i krzyże.

Wycieczka 5 - "W poszukiwaniu polskich staroobrzędowców"

Staroobrzędowcy, to zanikająca już, rosyjskojęzyczna, prawosławna mniejszość wyznaniowa (nabożeństwa odprawiają bez udziału kapłana). Wierni tradycji cerkwi prawosławnej, używają rosyjskich nazwisk, cyrylicy, żyją bardzo skromnie, noszą długie brody (mężczyźni) i chusty na głowach (kobiety). Zostało ich już na Suwalszczyźnie niewielu (to jeszcze pozostałości po zaborach), a w miejscach gdzie żyją, znajdują się ich świątynie (molenny), tradycyjne gospodarstwa wiejskie z banią do rytualnej kąpieli, cmentarze. Mieszkają w niewielkich skupiskach nim. w Suwałkach i Suwalskim Parku Krajobrazowym.

Na wycieczkę do pojechaliśmy dwoma samochodzikami. Jeden zostawiliśmy na tzw. wabika (żeby jednak gdzieś dojść ;)), drugim zaś dojechaliśmy do Turtula n. Czarną Hańczą, gdzie mieści się siedziba Dyrekcji Suwalskiego PK.
Ze znajdującego się tu punktu widokowego rozciąga się malownicza panoramka na dolinę Czarnej Hańczy, utworzony na niej niewielki zbiornik wodny oraz na pagórkowaty teren całego Parku. Polnymi ścieżkami idziemy przez wieś Szeszupka w samo serce SPK, do malutkiej wioski Wodziłki, gdzie żyją staroobrzędowcy. Kilka starych, drewnianych zabudowań, bania (dostępna odpłatnie dla turystów - 5 PLN os/godz.), w środku zaś niewielka, drewniana molenna, którą rzadko kiedy da się obejrzeć od środka, bo otwarta jest tylko w trakcie nieczęstych nabożeństw. Nam się trochę tylko przyfarciło, bo akurat odbywało się generalne sprzątanie, a przez otwarte okna i drzwi można było dostrzec bardzo skromny wystrój świątyni. Wokół wioski malownicze pagórki, łąki, jezioro, a na zboczu dolinki pod lasem - cmentarz z nagrobkami opatrzonymi rosyjskimi napisami i fotografiami prawdziwych
"starowierców", którzy żyli tu przed latami. Z Wodziłek, przez las i ogromne pola rozrzuconych głazów polodowcowych, w okropnym upale maszerujemy do Szurpił, gdzie zostawiliśmy pierwszy wozik. I to nas uratowało...

Dużo większą, nowszą molennę, troszkę bogatszą w i tak skromnym wystroju, pełną wiernych, a co ważne w trakcie trwającego nabożeństwa, udało nam się obejrzeć w Suwałkach. W molennie obowiązuje całkowity zakaz fotowania, wokół odświętnie ubrani starowiercy, zakryte nogi i damskie głowy - dobrze, że i my mieliśmy jedną parę długich spodni na 2 osoby, to jakoś szło się wymienić, dzięki czemu wszyscy byliśmy w świątyni. Ciekawy jest również stary cmentarz prawosławny w Suwałkach ze świetną, drewnianą cerkiewką (też ciągle zamknięta). Wszystko totalnie zarośnięte i zdewastowane - pogięte krzyże, połamane nagrobki, figury bez rąk i głów - ależ klimaty :-0 !!!. Tu w ogóle znajduje się cały, dosyć stary i ciekawy kompleks cmentarny: zdewastowany cmentarz ewangelicki; malutkie nagrobki muzułmańskie; lastrykowe, cyrylicowane nagrobki starowierców; stary i nowy cmentarz katolicki oraz pomnik i piłkarskie boisko na czymś co kiedyś było suwalskim kirkutem.

Wycieczka 6 - "Kamedulskie włości nad Wigrami"

Wigry, to perła Suwalszczyzny - i to pod wieloma względami. Nad malowniczym, otoczonym lasami jeziorem, na półwyspie góruje bryła pokamedulskiego klasztoru, późnym popołudniem piękne oświetlonego blaskiem zachodzącego słońca (widok ze Starego Folwarku, to pożywka dla oka fotografa).
Wigry, to również największe jezioro Suwalszczyzny; mnóstwo zatok, przesmyków, półwyspów; czysta woda (polecamy kąpiele) - widać pływające rybki; białe żagle łódek ...

Dawny klasztor - budowla monumentalna - to obecnie ładnie odrestaurowany i urządzony ośrodek wczasowo-szkoleniowy Ministerstwa Kultury. Pokoje gościnne w dawnych eremach, boisko, niewielka przystań, park ze wspaniałymi, drewnianymi rzeźbami, figurami i krzyżami, autorstwa litewskich artystów ludowych min. ze Smolan. W kościele ciekawe, kolorowe freski oraz mała krypta, w której zobaczyć można..., no wiadomo co. Wokół kościoła rozkładają się stragany i kramiki odpustowe, zaś na błoniach obozowiska ekip młodziedzy, przygrywające i tańczące w rytm dźwięków starodawnej muzyki.

Z Wigier jedziemy na wschód, wzdłuż północnych rubieży Puszczy Augustowskiej, poprzez urocze, pełne pięknych, drewnianych chałup, wsie i miasteczka:

  • Maćkowa Ruda, Studziany Las, Sarnetki - to zagubione w lesie wioski wzdłuż doliny Czarnej Hańczy (ciekawa trasa spływów);
  • Giby, z dawną molenną przerobioną na kosciółek urządzony w stylu myśliwskim (poroża, skóry, wyroby z kości zwierząt - wszystko z drewna);
  • Pogorzelec (d. Pokrowsk), z przerobioną na kościół murowaną, dawną cerkwią prawosławną (kopuły zamieniono na wieżę);
  • Krasnopol, dawne, drewniane żydowskie sztetl, z murowaną synagogą przerobioną - a nie, nie na kościół tym razem ... - na ... bar "Zagłoba".

Oj tak, można się trochę pobłąkać po bezdrożach, pagórkach i lasach Suwalszczyzny.

A przecież napisać można by było jeszcze o całej krainie dawnych dworków i majątków szlacheckich na Sejneńszczyźnie, często zdewastowanych, podupadających, zniszczonych. Tych drewnianych w większości dawno już nie ma, pozostały resztki tych murowanych. Klejwy, Sejwy, Romanowce, Szejpiszki, Dowiaciszki (jedyny drewniany który się ostał, poza "miłoszową" Krasnogrudą), Żwikiele, Wiłkopedzie, Skarkiszki ... - dawne dworki znajdują się obecnie w większości w stanie opłakanym. To naprawdę niewiele z tego, co do wojny stanowiło o charakterze tych ziem, a obecnie stanowi tylko marny ślad ich dawnej świetności. Wiele z tych miejsc i obiektów wkrótce może już nie być.

Najciekawszą część z tego co widzieliśmy na Suwalszczyźnie udało się nam zachować na slajdach. Tak więc, może już całkiem niedługo, będziecie mogli obejrzeć komentarz fotograficzny do tych opisów.

W wyjeździe na Suwalszczyznę udział brało 6 osób. Piegaty i Ania B. byli od początku wyjazdu, zaś w jego połowie dojechał samotnie Zbyszek. Chcieliśmy, aby na długi weekend dojechało do nas więcej osób, ale jakoś nikogo więcej nie udało się namówić (mnogość wyjazdów w środku wakacji). Pewnie byłoby nam raźniej. Moglibyśmy wtedy mieć przewagę nad większością pensjonariuszy kwatery agroturystycznej w Sejwach (a były tam niezłe przypadki, min: biesiadni Ślązacy, emerytowany wojak-taksówkarz ze Szczecina, policjant z Konstancina, rowerzyści z Białegostoku, drobny biznesmen z Torunia - ten był OK, bo przywiózł mi piwo z Litwy :)) Podróżowaliśmy po Suwalszczyźnie dwoma opelkami, w których cały czas czekały wolne miejsca na chętnych do wspólnego zwiedzania.

Poza skrupulatnie opisanymi miejscami, zdarzeniami, spotkanymi ludźmi, litewskimi daniami, w pamięci pozostanie nam wyśmienite, bardzo popularne w Suwalskim, sprzedawane w butelkach "bączkach"... - Piwo Łomża Wyborowa!!! Szkoda, że u nas go nie sprzedają.

Pozdrawiam i zachęcam do odwiedzania Suwalszczyzny 
Piotrek Piegat

sitemap-8sitemap-6rsssitemap-1rsshomesitemap-9rsshomesitemap-4sitemap-3sitemap-8sitemap-7sitemap-9sitemap-10sitemap-10sitemap-8sitemap-7sitemap-2sitemap-5sitemap-4sitemap-7sitemap-3homersssitemap-10sitemap-7sitemap-5sitemap-4sitemap-10rsssitemap-10sitemap-8sitemap-6sitemap-1rsssitemap-7sitemap-2sitemap-6sitemap-1homesitemap-4sitemap-6sitemap-9sitemap-6sitemap-4sitemap-7sitemap-10sitemap-7sitemap-3sitemap-3