Klub Podróży JAREMA na Fejsie

Roztocze - jesienne ognisko w Biziorówce (2011)

Absolutnym hitem tego ogniska był kot - stały mieszkaniec Biziorówki.
Kot, który towarzyszył nam przy ognisku, śniadaniu i nie tylko jest samcem, nazywa się Wafel, ma 14 lat i dawniej był absolutnym władcą okolicy. Obecnie - co widać po poszarpanych uszach i strupach - został już zdetronizowany przez młodszych, więc poświęca się na mruczenie i łaszenie się do uczestników spotkań w Biziorówce. Ma przyjaciółkę - młodszą kotkę - zamieszkałą u Marianny (czarna z białymi łapkami).

Pozdr.
Jurek

-----------------
Hm, takiej relacji, po ognisku, z fokusem na kota, zresztą TYLKO na kota, jeszcze nie było...
Pozdrawiam, K

-----------------

No tak, bo poza tym kotem to wszystko wiadomo. Nuda i rutyna. Znowu była fajna kwatera, piękna pogoda, w piątek śpiewaliśmy przy 2 gitarach do 4 rano w jadalni. Potem sobota - zwiedzanie Roztocza, wspólna obiadokolacja w karczmie Młyn. W sobotę ognisko płonęło do 3 rano, a przy nim znowu te same piosenki przy muzyce tych samych gitar (tym razem 3 gitarzystów) i piwo Zwierzyniec. Nic się szczególnego nie wydarzyło. Żaden sąsiad nie wezwał policji, gdyż w pobliżu nie ma sąsiadów. Księżyc przyświecał, był niewielki mróz. Z nowości - śpiew Asi niosący się po Roztoczańskich kniejach do muzyki Krzysia. Rano wspólne śniadanko przy fascynujących rozmowach. Po prostu nie ma o czym pisać - można skopiować relacje z najlepszych poprzednich ognisk i wkleić ją tu.

Co do nowej miejscówki - Biziorówka jest miejscem doskonałym na ogniska. Narzekaliśmy tylko na dojazd - 270 km trasą przez rondo w Kołbieli potrafi dać w kość tym, którzy jeżdżą w godzinach szczytu.

A, i jeszcze jedno - ponieważ w piątek śpiewaliśmy do 4 rano, a w sobotę do 3 rano - więc wychodząc na przeciw pomysł jest taki by od następnego ogniska zamiast wieczorku rozruchowego w piątek i głównego ogniska w sobotę zmienić to i zrobić główną imprezę w piątek, a w sobotę poprawiny.

Pozdr.
Jurek

----------------
Nie tylko kot był hitem tego wyjazdu.
Hitem była również proca wykonana ze starej dętki rowerowej, z której strzelaliśmy do tarczy, w której czasem stał jakiś śmiałek.
Pozdrawiam
Asia O.

sitemap-5sitemap-5sitemap-9sitemap-10sitemap-3sitemap-1sitemap-1sitemap-3sitemap-2sitemap-4sitemap-4rsssitemap-8homesitemap-1sitemap-7sitemap-2sitemap-5sitemap-7rsssitemap-8sitemap-9sitemap-9homesitemap-4sitemap-5sitemap-1sitemap-5sitemap-10homesitemap-6sitemap-1sitemap-1sitemap-3homesitemap-6sitemap-9homesitemap-7sitemap-2homesitemap-6homehomesitemap-10sitemap-2sitemap-8sitemap-7sitemap-2homesitemap-6