W ostatni weekend wybraliśmy się w poszukiwaniu miejsc nieodkrytych, i tak oto trafiliśmy do pewnej wioski niedaleko Nidzicy, 150 km od Warszawy:
http://www.garncarskawioska.pl/
W miejscu bardzo urokliwym, wśród mazurskich pagórków i pól jest sobie mała wioska. Jedno z gospodarstw jest całkiem odmienione. Dawna obora zamieniona jest w pracownię garncarską, duża ceglana poniemiecka chałupa w kawiarnię, salę wystawową i pracownię papieru czerpanego. Stodoła to sala z wystawą na klepisku, a za stodołą (zamiast zwyczajowo oczekiwanej sławojki) dobudowane są trybuny amfiteatru, którego scena jest w stodole....
Obok stoi kuźnia. Dalej płynie strumyk, jest jeziorko wśród pól, a po przeskoczeniu po kamieniach na drugą stronę wchodzi się do "Rajskiego Ogrodu", który jest mieszanką ogrodu japońskiego ze Stonehenge i różnymi zestawami kobierców kwiatów łąkowych. Wszystko to na spadzistym zboczu z pięknym widokiem. W ogrodzie różne dziwactwa, wzgórki porośnięte stokrotkami, wał jakby grodzisko z bramą, labirynt z kamyczków i krzaczków. Im dłużej spacerujemy, tym więcej dziwów można ujrzeć. Ogrodnik tworzący ten ogród to jakiś niezły artysta.
 
W pracowni garncarskiej czekają instruktorzy, i można polepić sobie garnki. Ponieważ nikogo innego w niedzielne popołudnie nie było, to cała uwaga obsługi skupiła się na nas i mieliśmy 2 godziny lepienia garnków z gliny, że hej! A że wioska to malutka, wszystkie dzieciaki, co zwykle w wioskach na końcu świata z nudów umierają dołączyły się. Atmosfera trochę jak na filmie "Zmruż oczy". Polecam :)
 
Pozdrawiam,
Jurek