Sytuacja była dynamiczna. Jeszcze w środę 23 października mój plan wypadu w Beskid Żywiecki zakładał turystykę stadionową po obu stronach granicy. Jednak w czwartek popołudniu okazało się, że, (zgodnie z dotychczasową tradycją) mecz w Czadcy przełożony jest na sobotę, a w Skalitem odbędzie się, również tradycyjnie w niedzielę. Prognozy pogody mówiły o Złotej Polskiej Jesieni a i istniała teoretyczna szansa na 4 mecze w dwa dni. Niestety połączenia autobusowo-kolejowe nie pozwoliły przemieścić się w godzinę z Milówki do Czadcy oraz z Rajczy do Skalitego, zatem postanowiłem uskutecznić "groundhopping" po słowackiej stronie...
 
26.10.2013, 0:15. Polski Bus rusza z dworca południowego. Okazuje się, że Jarema jest wszędzie, zatem aż do Żywca jedziemy razem, z przesiadką o 5:30 2 Katowicach na koleje śląskie. Te łapią przepisowe 15 minut opóźnienia już na starcie (podstawione są czeskie wagony i doczepiana lokomotywa). Do Zwardonia docieram około 8:30, zatem opcja meczu w Milówce padła ostatecznie. Krótki odpoczynek w Zwardoniu (prysznic, krótka kimka) i pieszo przez granicę. Stacyjka Skalite - Serafinov jest nią coraz bardziej z nazwy (dwa/trzy kursy przed 8:00 rano i jakieś po 15:30, też ze trzy). Wcześniej sprawdziłem na www.cp.atlas.sk rozkłady SAD Żilina zatem z bucika docieram do zastavki Skalite - Kożak. Tutaj jest też sklep spożywczy podpięty z pensjonatem więc otwarty dłużej i szerzej niż normalne potraviny po słowackiej stronie zatem pierwszą kofolę wypijam duszkiem, przegryzając cudownie słonymi korbaczkami. Autobus (piękny ciemnoniebieski Irizar) podjeżdża punktualnie i za 1,50 Eu i około 38 minut jestem w Czadcy via Cierne (gdzie odkrywam zastavkę Cierne Stadion TJ i nowy temat wyprawy na wiosnę 2014). Cadca wita mnie piękną, słoneczną jesienią i waniliową kofolą. Z deptaka idąc skrótem przez ul. Moyzesovą odkrywam czadecki Lunik IX, choć na mniejszą skalę i nie aż tak niebezpieczny - ciekawa to ulica, rozpoczynająca się Muzeum Kysuckim, ciągnąca osiedlem cygańskim i kończąca pizzerią. Stamtąd wbijam w Hvezdoslavovą i za chwilę jestem pod stadionem. Mam jeszcze około godzinki, zatem obalam kolejną kofolę w kolejnym markiecie (tym razem trafiłem w szklanej butelce zwrotnej) zagryzając... polskim boczkiem wędzonym.
 
Stadion robi wrażenie opuszczonego - ale to tylko wrażenie. Nowe graffitti na murach świadczą o żywotności miejsca. Kibice powoli schodzą się na mecz, w tym na łuku ustawia się młyn, około 11-13 chłopa, którzy będą potem śpiewać przez prawie cały mecz: http://www.youtube.com/watch?v=Xs6kY1xLwaE
 
FK Cadca po ciężkim boju wygrywa 2:1. Wymęczone - ale zasłużone zwycięstwo zacnego klubu, którego jestem kibicem od 2007 roku i który ma obecnie trochę kłopotów - ale dają radę. Czas wracać zatem, połączenia są takie sobie. Najlepszą opcją okazało się poczekanie na przelotowy osobowy z Makova, skorzystanie ze stacyjki Cadca - Zastavka: BEZCENNE. Jeden ze współpasażerów wziął mnie za miejscowego, pytając o smer. Czas przejazdu do dworca głównego - 2 minuty (konduktor nie wziął za przejazd, skierował mnie do kasy na... głównym). Tam jednak tylko 3 minuty, jako, że okazuje się że jest trochę jak na naszym Zachodnim z pociągami z Legionowa - trza kawałek przejść - zatem kupuję u konduktorki. Ten skład jedzie jednak tylko do Skalitego głównego  (0,65 Eu).
 
Jest jeszcze widno (parę minut po 17:00) zatem decyduję się na powrót piechotą. O zmroku docieram do Zwardonia... Nazajutrz zmiana czasu.
 
27.10.2013. Po zjedzeniu resztek zapasów ruszam piechotą górami przez Skalankę i Vrescovkę osiągając czas przejścia 2:00 do Skalite - Tridsadka. W obu karczmach niemiła niespodzianka, w jednej jakieś wesele czy coś i kuchnia nie wydaje smażonego sera z frytkami osobom postronnym, w drugiej - nie ma terminala do kart. W poszukiwaniu bankomatu trafiam do jakiejś mocno zakazanej mordowni umiejscowionej między kościołem, cmentarzem a "pekaesem" która okazuje się całkiem miłym miejscem. Wyluzowanie Słowaków - bezcenne! Tutaj spędzam dobre pół godzinki nad svetlym Urpinerem w oczekiwaniu na otwarcie stadionu.
 
Po zakupieniu vstupenki (1 Eu) siadam "tam gdzie zawsze" i, podobnie jak w Klużu, trafiam na "oko cyklonu" czyli kibiców Slovana (za mną) i Jednoty (przede mną). Klimat jest naprawdę fajny: 
http://www.youtube.com/watch?v=Blmmbk88Dzo
 
Mecz kończy się szczęśliwym remisem  0:0 dla gospodarzy, chociaż gdyby potrwał dłużej to Jednota raczej by go wygrała. Niemniej ilość słupków, wybić w ostatniej chwili, poprzeczek – bezcenna, a jedna z piłek w drugiej połowie popłynęła z prądem potoczku okalającego "wschodnią trybunę" (będącą naturalną górą). Dynamika meczu, zaangażowanie graczy - godne podziwu jak na V ligę "A" (VI poziom rozgrywek na Słowacji).
 
Po meczu łapię SADa i za chwilę jestem w Kożaku. Nadchodzi zmrok a ja ponownie jestem w Zwardoniu. Kolacja z gospodarzami - krokiem marszowym kieruję się na dworzec. Tam spotykam pomorskiego podróżnika, który właśnie wracał ze Splitu przez Węgry i Słowację będąc jednocześnie miłośnikiem starych lokomotyw i samolotów, więc około 3 godzinki zeszły nam na fachowych rozmowach... W Katowicach szybki "Wostok" - i niecałe 5 godzin Polskiego Busa z krótkim postojem w Częstochowie. 4:43 pierwsza 4 i do domciu, potem prysznic, półtorej godzinki kimki - i do pracy!
 
Nieważne jak, nieważne gdzie, piłko nożna kocham cię!
Ziutek