24-go kwietnia wybrałem się samotnie na pogranicze kujawsko-pomorskie, zaproszony przez kolegę na obrzęd "Dziadów Wiosennych". Poranne TLK okazało się być bardziej przyjazne niż planowałem - stąd moje miłe zaskoczenie (mniejszy tłok niż myślałem, a i ludzie w przedziale trafili mi się naprawdę zacni i rozmowni).

Szybka “zapiekanka” na dworcu Bydgoszcz Główna i już mkniemy z kolegą Wiesławem linią 94 na Fordon. Jest to dzielnica Bydgoszczy od 1973-go roku - wcześniej była oddzielnym miasteczkiem (coś jak nasze Włochy). W starej części Fordonu zobaczyć można wiele ciekawostek architektonicznych i kilka zabytków (w tym starą, zrujnowaną synagogę). Nowoczesne budynki przeplatają się z wąskimi, brukowanymi uliczkami, jest jeszcze sporo dawnej zabudowy - i mnogość cmentarzy (jako, że drzewiej sąsiadowały tu ze sobą różne religie, a każda miała swoją działkę do pochówków - łącznie z miejscowym więzieniem). Na fordońskim rynku na murach kościoła do dziś są ślady kul po egzekucjach miejskich - takie zderzenie kultur: kościół vis a vis więzienia.

Wały na Wyszogrodzie, mimo że zachowały się tylko ziemne nasypy, robią wrażenie w połączeniu z ujściem Brdy do Wisły i ładną panoramą okolicy. Tu biegnie granica Pomorza i Kujaw - i czuje się tę różnicę.

Stamtąd wróciliśmy autobusem linii 74 "do miasta" a następnie pojechaliśmy już własnym transportem do Wierzchucinka. Piękna okolica - system połączonych jezior, dużo lasu, co krok widać śladydziałalności bobrów, perkozy, łyski i inne ptactwo wodne uwija się od rana do zmierzchu, a wieczorami krążą nietoperze…

Zamierzam wrócić na Fordon porobić zdjęcia - na jesień będzie z tego nielicha miniatura :)

Witt Wilczyński (V.Ziutek)