Klub Podróży JAREMA na Fejsie

Warszawa - syrenka wśród nadwiślańskich łęgów (2007)

Witajcie!

3-go maja miał być zupełnie inny - ale Rod jest nieobliczalny i stało się inaczej.

Pierwotnie mieliśmy udać się do Tarczyna, by po raz kolejny przejść wąskimi torami do Piaseczna. Jednak wczorajszy koncert czesko-morawskich folkmetalowców Adultery w No Mercy na Bema i impreza pokoncertowa spowodowała, że mimo pieszej rozgrzewki podczas nocnego powrotu do domu wstałem rano dopiero o 11:00... W tej sytuacji Tarczyn stał się problematyczny ;-)

Niemniej nie można było odpuścić sobie tak pięknie rozpoczętego dnia. Ciepłe słoneczko wręcz zachęcało do wyjścia z domu. Podskoczyłem zatem do kolegi Rodmira na Gocław i tam postanowiliśmy odwiedzić Syrenkę ukrywającą się wśród wierzbowych łęgów. Tym razem - od strony Mostu Siekierkowskiego.

Piaski wiślane nie są jeszcze na szczęście bardzo zaśmiecone (może to efekt akcji sprzątania z 22 kwietnia - a może po prostu to, że jeszcze sezon plenerowo-wędkarski nie zaczął się jeszcze w pełni), a świeże liście wierzbowe (wyraźne dwa gatunki wierzb) aż biły po oczach zielenią. Poza tym część łęgów pokryta jest częściowo białym puchem - zaczął się sezon pylenia jednego z gatunków wierzbowych.

W pewnym momencie znaleźliśmy urokliwy wiślany meander, gdzie młody kaczorek pływając bacznie nam się przyglądał. Po chwili okazało się dlaczego - otóż w pobliskich krzaczkach gniazdowała się kaczka i dziewięć żółto-czarnych, puszystych kuleczek ;-)

Zaraz potem trafiliśmy na dogasające ognisko tuż przy wielkim, płaskim kamieniu. I wtedy obaj przypomnieliśmy sobie, że przecież właśnie zaczął się maj! Po chwili ogieniek wesoło trzaskał, w Wiśle coś radośnie plusknęło, a my przygotowaliśmy się do krótkiego, spontanicznego połączenia słowiańskiego Święta Dębów z celtyckim Beltaine. Wyszło oczywiście skromnie, jako, że prowiant mielismy na wykończeniu, a także wykorzystaliśmy to, co było pod ręką (fragmencik starej łodzi i opadłe witki wierzbowe) - ale spontanicznie i z serducha.

Piaszczyste, porosłe endemiczną wierzbą łęgi robią wrażenie - ukryte za Wałem Miedzeszyńskim skrywają jeszcze cząstkę dzikiej, stołecznej przyrody. To tu, według dawnej legendy schroniły się stare bogi, a Syrenka stoi na ich oraz Grodu straży.

Pozdrawiam
V.Ziutek

sitemap-1sitemap-10sitemap-5sitemap-5sitemap-6sitemap-6sitemap-2sitemap-7sitemap-2homesitemap-8sitemap-10sitemap-10rssrssrsssitemap-5rsssitemap-3homesitemap-8sitemap-8sitemap-5sitemap-6sitemap-1homesitemap-2sitemap-10sitemap-9sitemap-4sitemap-10sitemap-4sitemap-6sitemap-9sitemap-5sitemap-9rsssitemap-7rsssitemap-1sitemap-3sitemap-6sitemap-4sitemap-3sitemap-4sitemap-2sitemap-1sitemap-8sitemap-10sitemap-10sitemap-2