Witamy,

Minęło już parę dni od zakończenia OSOTT-u i czas opisać trochę naszych wrażeń. Przyjechaliśmy na OSOTT zwabieni głównie myślą obejrzenia ciekawych slajdów. (...)

Na wielu pokazach widzieliśmy sporo ciekawych rzeczy, większość pokazów była bardzo dobrze, starannie przygotowana. Z reguły były tylko bardzo dobre technicznie zdjęcia. To krok w przód, chyba każdy kolejny OSOTT to coraz lepsze prezentacje. Warunki do pokazów też są dużo lepsze, niż kilka lat temu, duży ekran, dobry rzutnik i super nagłośnienie. Nie możemy się powstrzymać, by nie wymienić pokazów, które szczególnie utkwiły nam w pamięci. Części nie widzieliśmy, więc jest to nasze zdecydowanie subiektywne i wyrywkowe spojrzenie. Nie widzieliśmy na przykład żadnego pokazu Tomka Nogi :( Jakoś tak się składało, że zawsze w tym czasie piliśmy piwo :)

Od początku, chronologicznie:

Zbyszek Bochenek z Argentyną, to doskonale dopasowana muzyka i sekwencje tańca tanga w Buenos z podkładem muzycznym. Doskonale dopasowana muzyka królowała też na drugim pokazie Zbyszka z Chile.

Ciekawy pokaz i ładne zdjęcia Marzeny Głaszczki i Wojtka Gali z drugiej podróży dookoła świata. Pozostałe dwa pokazy tych autorów przegapiliśmy i bardzo tego żałujemy.

Joanna i Artur Morawiec zaskoczyli nas nowym spojrzeniem na Ganges, dwa pokazy w których zobaczyliśmy Ganges w nowych miejscach, cały czas czując mistycyzm tej rzeki.

Paweł Duński i Litwa i Łotwa na rowerze, gdzie w końcu mogliśmy obejrzeć tereny jakże bliskie i ciekawe, ale wciąż dla nas tajemnicze, tereny dawnych kresów Rzeczpospolitej.

Mieciu Piechocki i Kanał to najśmieszniejsza opowieść jaką można było usłyszeć, a kanał Bałtycko-Białomorski to bardzo ciekawy, niepowtarzalny koniec świata.

Marek Kulczyk opowiedział nam o Mali w taki sposób, że łezka tęsknoty zakręciła się w kąciku oka.

Marek Murawski i Mongolia to pierwszy w historii pokaz, gdy ktoś wreszcie pokazał jak wygląda Ułan Bator.

Sebastian Domżalski z Mt. Blanc to znów historia, o której nigdy nie zapomnimy, historia wbitego w serce czekana.

Rumunia Beaty i Grzegorza Krainerów przypomniała nam, że bliskie też jest piękne, a Patagonia, że zapach wiatru od Pacyfiku i śnieżnych gór Ameryki Południowej zawsze nas będzie tam ciągnąć, i myślami i planami podróżniczymi.

Czwartkową noc spędziliśmy przy piwie w hotelowym barze, rozmawiając o dalekich krajach.

Piątek tradycyjnie zaczęliśmy od zaspania, a dotarliśmy na salę dopiero pod koniec trzeciego pokazu, gdyż przy śniadaniu długo rozmawialiśmy z Nomadem (Marek Lechki), który obalając stereotyp trudności technicznych kreowany przez rajd Paryż Dakar, samotnie przebył motorem wiele tysięcy kilometrów wzdłuż i wszerz Afryki Zachodniej.

Do 12.30 pokazy odbywały się techniką rzutnika multimedialnego.

Podobał się nam pokaz Grzegorza Golca z Etiopii. Pomimo kłopotów technicznych z prezentacją, sporo nowego dowiedzieliśmy się o tym kraju. Żałowaliśmy, że zaspaliśmy na poranny pokaz Magdy Lipko z Etiopii Ukuligula.

Staszek Strelnik z Irlandią to pokaz z minimalnym komentarzem, a głównie z doskonałą muzyką i wspaniale dopasowanymi zdjęciami. Byliśmy pod wrażeniem, i to chyba nie tylko my.

Czesław Lakarewicz i Szczęśliwe wyspy to wesoła opowieść o Zuzi, za plecami której zobaczyliśmy całkiem ciekawą relację z Wysp Kanaryjskich.

Jacek Torbicz zaskoczył nas, że da się odwiedzić dziś Afganistan, i że jest on wciąż kolorowy, bardzo ciekawy, choć niebezpieczny.

Wojtek Dąbrowski utwierdził nas w przekonaniu, że małe wysepki Polinezji to antypody, gdzie jest piasek i palmy i niewiele więcej. A mieszkańcy łowią ryby, są uśmiechnięci i odcięci od reszty świata.

Marek Kalmus przypomniał nam, że troszkę dalej od typowej trasy turystycznej są w Indiach bardzo ciekawe miejsca. Zarówno Radżastan ze swymi zamkami i pałacami, Udaipur z pałacami na wodzie, jak i indyjskie Himalaje na pograniczu z Tybetem to miejsca które trzeba kiedyś będzie koniecznie odwiedzić.

Kolacja Dookoła świata. Tu nie mam nic do dodania. Po prostu trzeba się było przebrać. A jak się stroju nie miało, to był wstyd i tyle. Dobry pomysł był z tą kolacją. Niechby tak było na każdym OSOTT-cie. Gdy siedzimy w ciemnej sali i oglądamy slajdy, brakuje nam takich chwil integracji, gdy wszyscy możemy się zobaczyć i bawić razem.

Pokazy specjalne po kolacji wszystkie były bardzo starannie przygotowane. Najwspanialsza była maszyna do diaporamy zbudowana z dwóch rzutników Diapol i z przenikarką w postaci gałki. Piękna maszyna. Marzenie.

Po pokazach specjalnych znów zaczęły królować nasze ulubione dwunastominutówki. Wojtek Dąbrowski przypomniał nam, że istnieje państwo zwane Angolą, a także, że jest ono niezwykle egzotyczne.

Następny pokaz, który nas zauroczył to multimedialny pokaz Nepal, Tybet, Chiny Jurka Pawlety. To była prawdziwa uczta dla tych co lubią artystyczne slajdy przy muzyce.

Agnieszka i Łukasz Wroczyńscy sporo nowego przekazali nam na temat Nowej Zelandii, gór, fiordów i lodowców południowej wyspy.

Ostatni pokaz XX OSOTT-u, Marcin Złomski i Dach świata wart był zaczekania do tej 3 rano. Zobaczyliśmy dużo portretów Tybetańczyków, ciekawy trekking do stóp Everestu od północy i widoki najwyższej góry świata z przemieszczającymi się wokoło chmurami. Piękna końcówka pięknego cyklu 75 pokazów slajdów.

Po ostatnim pokazie kontynuowaliśmy noc przy gitarze i śpiewach, a głównym gitarzystą był Jurek Kostrzewa, którego kiedyś przypadkiem spotkaliśmy w Nepalu, i którego zawsze będziemy sławić, jako modelowego podróżnika. Smak Whiskey rozlewanej przez Krzyśka Kmiecia pozostanie w naszych ustach na długo. Wesoła zabawa trwała do szóstej rano.

Sobotę tradycyjnie zaczęliśmy od zaspania i dotarliśmy na salę dopiero w trakcie rozdania nagród za najlepsze plakaty i relacje z podróży. OSSOT-owicze szybko rozjechali się w Polskę. Jednego zdążyliśmy jeszcze złapać po drodze na autostop i zawieźć na przystanek PKS, a potem już sami podążyliśmy w Tatry, by w niedzielę zasiąść w śniegu na Rusinowej Polanie i spoglądając na świeżo zaśnieżone szczyty rozmarzyć się, że znów widzimy Himalaje....tak jak widzieliśmy na slajdach na OSOTT-cie.

To dobrze, że Andrzej Urbanik wciąż ma siłę prowadzić taką imprezę. Oby OSOTT był zawsze. Dziękujemy organizatorom i wszystkim tym, dzięki którym zamiast w nocy spać, marzymy o podróżach.

Pozdrawiamy,
Iwona i Jurek Maronowscy