Wróciliśmy z Ryni do Warszawy na piechotę, też warto było, fajny spacer:

Z Ryni do Białobrzegów idzie się wzdłuż szosy lasem. Następnie kawałek trasy przypomina słowacką trasę spacerową z Namestova do Slanicy (Slanickiej Wyspy). Przejście przez most wymaga wejścia w chaszcze, ale warto bo rosną dzikie jabłonki z całkiem dobrymi jabłkami, a później mija się dwa ronda i w Nieporęcie są dobre chodniki które kończą się w Stanisławowie Pierwszym. Rembelszczyznę przebyliśmy ścieżką-poboczem i w Michałowie Grabinie (nowobogacka sypialnia) można już złapać siedemsety w miejskiej strefie biletowej.

Port Nieporęt był zatkany wręcz przez wodniaków, żaglówka przy żaglówce, jacht przy jachcie - fakt, że równolegle ze słowiańsko-wikińską imprezą w Ryni Nieporęt serwował targi żeglarskie i grała jakaś discopolo-szantowa kapela - ale w tak "wielkim" kurorcie nie było możliwości płacenia kartą za obiad, więc poszliśmy do bardzo fajnej pizzerni "Dolce Vita" w Nieporęcie, gdzie było naprawdę niedrogo i smacznie w przeliczeniu na wielkość pizzy i aromat kawy. Zalew Zegrzyński wczesną jesienią (bo taka już powoli nastaje) do złudzenia przypomina klimaty rajgrodzko-rybczyńskie, a fale na tym sztucznym jeziorze były niczym w Dziwnowie na Bałtyku.

Pozdrowienia!

Wilczyny