Klub Podróży JAREMA na Fejsie

Kurpie - Niedziela Palmowa w Łysych (2008)

16 marca pojechaliśmy z ekipą Jaremy do kurpiowskiej miejscowości Łyse na imprezę ludową związaną z tzw. Niedzielą Palmową.

Pobudka o 7.00 i od 8.15 byliśmy w drodze. Bogowie przychylni, pogoda wręcz wymarzona na taki niedzielny wypadzik ? chłodno ale ładnie. Dość sprawnie minęliśmy granicę mazowiecko-kurpiowską i przez Ostrołękę i Kadzidło dotarliśmy do Łysego, gdzie zmierzały już stadka samochodów (głównie z Warszawy i okolic Olsztyna) oraz autokary. Mimo niezłego już o 10.00 zagęszczenia publiczności, dość sprawnie udało nam się zaparkować w okolicach starego kościoła. Tłum gęstniał, pojawili się młodzi ludzie w strojach ludowych, sporo miejscowych trzymało wymyślne palmy, szykując się do procesji i wizyty prezydenta.

Ja, korzystając z okazji, udałem się na rekonesans okolicznych straganów z dobrem ludowym - jako, że sama procesja nie interesowała mnie w stopniu tak dużym jak kramy z ceramiką i lokalnymi kulinariami ;-) Pod starym kościołem (przypominającym nieco gontynę otoczoną nasłupnymi kapliczkami i czymś na wzór kamiennego kręgu) zwróciła moją uwagę całkiem niezła rzeźba kurpia-kosyniera oraz rzeczone głazy. Wśród straganów spotkałem znajomego ceramika z Dywit - pana Zawistowskiego, którego swego czasu poznaliśmy w Kadzidle i nie omieszkałem nabyć u niego glinianej pisanki oraz umówić się na kolejne zakupy kubków do miodu (to już na Wolinie). Było też stoisko kowala (panowie wybijali pamiątkową monetę z puszczą kurpiowską), wojów, sporo stoisk z lokalnymi wypiekami, ciastami oraz świeżutkim psiwem kozicowym. Nie zabrakło też stoisk z ludową sztuką Podlasia (serwetki, obrusy, sery...). Wśród sprzedających usadowili się niesamowici dziadkowie w klimacie Kapeli Mety z piękną i wykonaną swego czasu w jednym ze stołecznych warsztatów harmonią pedałową. Jak się potem okazało - była to najlepsza kapela tego dnia, ale o tym za chwilę.

Po procesji ludzie tłumnie udali się na piknik - my tymczasem udaliśmy się na zwiedzanie miasteczka i okolicznych lasów, warto było gdyż w lesie kurpsiowskim można było znaleźć chwilę spokoju. Zastanawialiśmy się przez chwilę, czy dojść lasem do miejscowości Pupkowizna (nazwa prawie bijąca na głowę podgrajewską Kurejwę) ale suma summarum wróciliśmy na piknik, zobaczyć kapelki ludowe w akcji. Najpierw miejscowa "Puszcza Zielona" - tu miałem wrażenie, że młode kurpsianki niespecjalnie palą się do swoich rodzimych tańców lub też są więcej stremowane tymże koncertem. Znacznie ciekawiej wypadli podlasko-warmińscy ?Grajewianie? z Grajewa, w każdym razie z większym biglem i setem podzielonym na część podlaską (bardziej słowiańską) i warmińską (bardziej, bym powiedział, pruską ;-) w klimacie). Potem powróciły młodzieżowe zespoły (pieśni i tańca) z Kurpsiów, szczerze mówiąc - takie sobie (ale dobrze, że są - bo po ogłoszeniu wyników palmowych z głośników poleciało discopolo z taśmy...).

Osobiście jestem zadowolony z wyjazdu - chociaż proporcje sztuka rzeczywiście ludowa/ chińska plastikowa tandeta przesuwają się nieubłaganie na korzyść tej drugiej, choć jeszcze psiwo jest i fanferuchy też.

W drodze powrotnej wstąpiliśmy, korzystając z okazji, do skansenu w Kadzidle - i był to strzał w 10. Byliśmy jednymi z ostatnich zwiedzających, a pracownik skansenu okazał się bardzo wporządeczku i pokazał nam i opowiedział więcej niż normalnie się pokazuje, a zbiory lokalne są bardzo ciekawe.

Potem jeszcze późny obiad w karczmie w Ostrołęce ("kurpiowskie jadło") i w drogę do domciu.

Podsumowując - sam piknik taki sobie, dużo cepeliady, ale jak się poszło w las i poszperało dokładniej między straganami, to można było skorzystać etnograficznie ;-) Niemniej nowy kościół, który tam postawiono to totalna pomyłka, koszmarek architektoniczny i zasłania ten stary, drewniany... Bez sensu, czy nie lepiej było za tą kaskę wyremontować ten stary i tym się chwalić w regionie???

A co do prezydenta - był otoczony wianuszkiem ochroniarzy, prawdopodobnie dlatego był poślizg z procesją, bo trza było na niego poczekać - mi to szczerze mówiąc rybka było, bo nie jechałem tam ani na procesję, ani po to by zajmować się polityką ;-)

Pozdrowienia!

V.Ziutek

sitemap-7sitemap-8sitemap-5sitemap-3sitemap-5sitemap-10sitemap-9sitemap-10sitemap-1sitemap-6sitemap-8sitemap-5sitemap-6sitemap-7sitemap-5sitemap-6sitemap-5sitemap-9sitemap-10sitemap-6sitemap-4sitemap-1sitemap-9homesitemap-6sitemap-6sitemap-2sitemap-6sitemap-6sitemap-5sitemap-2sitemap-10sitemap-8sitemap-3sitemap-1sitemap-8rsshomehomesitemap-10rsssitemap-8sitemap-7sitemap-3homersshomesitemap-3sitemap-3sitemap-9sitemap-4