Tegoroczny 4-dniowy Dzień Niepodległości obfitował w piękną pogodę. My zamiast zebrać się jak należy w piątkowy wieczór do szybkiej nocnej jazdy, spędziliśmy całą sobotę w samochodzie podziwiając widoki z Katowiczanki. Korków nie było i po 4,5 godzinach jazdy + 1,5 godz postojów dotarliśmy na zachód słońca do Szczyrku na OSOTT. Potem aż do poniedziałku rozmowy o podróżach i oglądanie dziesiątków 12-minutowych pokazów slajdów napełniło nasze serca przekonaniem, że należy więcej podróżować, a mniej siedzieć w domu.

W niedzielę wyskoczyliśmy na chwilkę, aby wjechać kolejką na Szyndzielnię. Nowe żółte wagoniki podobały się Zosi. Natomiast nacierpieć się musieliśmy bo trzeba było odstać: - kolejkę do parkingu 3 min. - kolejkę do kasy kolejki linowej 15 min - kolejkę do kolejki linowej 20 min - kolejkę do kasy schroniska na Szyndzielni 20 min (zakupiliśmy zupkę i herbatę) - kolejkę po odbiór zupki i herbaty 15 min - kolejkę do kolejki linowej powrotnej 10 min A więc się dłużyło w tłumie. Szyndzielnia jest taka sobie, gdyż nie ma tam szczególnie pięknych widoków, no może poza widokiem Bielska Białej w dole.

W poniedziałek zebraliśmy ekipę 10-osobową (Maronowscy, Kulczyki, Govenlocki), zarezerwowaliśmy nocleg w schronisku na Hali Rysiance w Beskidzie Żywieckim i po późnym obiadku w Ujsołach wdrapaliśmy się na górę już o zmroku. Wspaniała księżycowa noc, w dali grzebień Tatr, wokoło światła różnych wiosek. Wspaniale. Mieliśmy jeden duży pokój na całą ekipę. Było fajnie  :)

We wtorek rano po obejrzeniu panoramy tatr w świetle dnia, z uwagi na silny wiatr ruszyliśmy na zalesioną trasę przez Trzy Kopy i dalej szlakiem granicznym na Krawców Wierch. Govenlocki dotarli do schroniska na Krawcowym Wierchu na obiadek i zeszli o zmroku. Kulczyki i Maronowscy nie dotarli tak daleko, zeszli w połowie szlaku ścieżkami zwierząt i drwali do samochodów zaparkowanych w Złatnej. Kulczyki już o 20.00 byli w Warszawie. My wybraliśmy drogę przez Zwardoń, Cadcę, Jablunkov i Cieszyn. Trochę dłuższa, ale objeżdża remontowaną drogę nr 69 Żywiec-Zwardoń. Na Słowacji zjedliśmy po drodze pyszny obiadek - vyprazany syr i rybie file, a Zosia hovadi vyvar. Mniam mniam. O 23.00 w domku. Korków nie było.

Pozdrawiam, Jurek