Wróciliśmy, choć z nutka żalu, bo zimowy krajobraz okolic Gołdapi jest przepiękny, więc piszę krótką relację z rajdu zimowego na biegun zimna w Polsce (nie taki znowu straszny ten biegun).

Wyjechaliśmy mniej więcej zgodnie z planem w II Dzień Świąt (26-12-02) niestety tylko w dwa auta, bo pomimo usilnych starań nie udało się skompletować większej ekipy - może innym razem. Załoga Red-forda wyszła na prowadzenie i mijając cudowny zimowy krajobraz (wszystkie drzewa pokryte gruba warstwa szadzi) w promieniach słońca pędziła trasą przez Ostrów Maz., Łomżę, Grajewo , Ełk, Olecko do celu. Za nami pomykał Silver-megan Kalisiaków. Trasa piękna, czarna, miejscami trochę śniegu i podmarznięta (temp ok -15 stopni) Ciekawej zaczęło się za Ełkiem, gdzie tylko koleiny były czarne i lekko podmarznięte, a poza tym śnieg. Za Oleckiem było już trochę lodu i śniegu oraz typowy mazurski profil trasy (ciasne zakręty, pagórki, wąsko i grubaśne drzewka)- prawie jak w górach. 

O zmierzchu dotarliśmy na miejsce. Ośrodek OHP jest dość komfortowy i leży nad samym jeziorem Gołdap. Prowadzi doń całkowicie biała droga, gdzie można potrenować odcinki specjalne rajdu zimowego. (temperatura -18 stopni). Podczas rozładowywania Red-forda  w oddali słychać było przeciągle wycie, poza tym dookoła pusto i biało - trochę jak na końcu świata. Ponieważ załoga zgłaszała oznaki głodu udaliśmy się na poszukiwanie jakiegoś baru. Niestety choć nazwa restauracji i hotelu JURAND była w miarę obiecująca to żarcie drogie i kiepskie. Potem odwiedzaliśmy już regularnie Bar u Jędrusia - tanio (1/2 ceny z Juranda), smacznie i zdrowo.

W piątek z samego rana temperatura -14 st. odczekaliśmy więc trochę (miało się ocieplić) , ale pomimo pięknego słońca po dwóch godzinach temperatura wzrosła tylko o 2 st. wiec pojechaliśmy na Piękną Górę (Góra Gołdapska) sprawdzić warunki narciarskie.
Góra nie jest zbyt wielka (272 m n.p.m.) przy czym różnica względna ok 60-70 m. Na stoku zbudowano dwa talerzyki ok 350 i 550 m oraz 50 m wyrwirączkę dla dzieci (nadaje się: Krzyś sprawdził) oraz krzesełka tyle że z drugiej strony góry. Trasy narciarskie pod talezykami (ok 400 i 650 m) przygotowane profesjonalnie, są armatki śnieżne i ratrak. Czynne od 10 do 20 (oświetlenie sensowne, sprawdzili: Iza i Tomek) Na trasie pod krzesłami na ściance nie było niestety wystarczająco śniegu. Ośrodek sportów alpejskich jest nadal w budowie o czym świadczą pewne niedomagania organizacyjne (brak sensownego baru pod talerzykami, miejsc parkingowych, czasami nie dowiozą karnetów na wyciągi itp.) ale ogólnie OK, obsługa sympatyczna i niezmanierowana (jak np w Szczyrku).  Centralnym obiektem jest Zajazd pod Piękną Górą wraz z restauracją, ale wobec wspomnianego niedostatku śniegu pod krzesełkami nie można było zjechać do niego na nartach - wiec nie jeździliśmy (samochodem to ok. 3,5 km dookoła góry). Próbowaliśmy tajemnicze kartacze, które stanowią osobliwość regionalnej kuchni i... mniam polecamy.

Z powodu krótkiego dnia i krótkiego pobytu nie było czasu na objazd okolicy (nad czym bardzo bolejemy, ale odrobimy zaległości za następnym razem) tym bardziej że w sobotę po południu wszystko pokryło się lodem (-5 i mżawka) i tak zostało do niedzieli. Wobec tego nadal ćwiczyliśmy narty (szlifowanie formy Krzysia) i zabawy z dziećmi - dużo śniegu na dworze oraz duże pokoje w ośrodku dają spore pole do popisu. Mały Krzyś i Asia na razie nie wykazali ambicji alpejskich, ale w przyszłości......

Okolica jest również rewelacyjna na narty biegowe, a latem na rowery (są znakowane trasy) lub konie. Do spenetrowania piękne lasy Puszczy Romnickiej i górki Mazur Garbatych pocięte wąwozami, a na południe góra Szeska i malownicze jeziorka wśród pagórków. Ponadto stare linie kolejowe i obiekty inżynierii kolejowej (perełka: wiadukt w Stańczykach - centrum skoków na bungee). Na pewno nikt nie będzie się tu nudził. 

W drodze powrotnej kierowcy na pewno się nie nudzili (dzieci chyba tak, bo zaraz poszły spać ). Wyjechaliśmy ok 15.45 a wiec w zasadzie po ciemku. Do Ełku gołoledź na przemian ze śniegiem oraz mgła (widoczność 50-150 m). Red-ford przebijał się korzystając ze świateł przeciwmgielnych i intuicji kierowcy, za nami Silver-megan. Od Ełku była już tylko mgła aż do Ostrowii potem już tylko deszcz i trochę mgły. Do domu Red-ford dotarł ok 19.45 (bez międzylądowań), druga załoga nieco później (konieczność poprawy samopoczucia najmłodszego załoganta)

Okolica warta jest zwiedzenia w  większym gronie zarówno zimą jak i latem. Mnóstwo możliwości spędzania czasu zimą: narty biegowe (dzieci muszą być chyba trochę starsze), zjazdowe (raczej dobra zabawa niż mistrzostwa świata), sanki (tor saneczkowy) kuligi, a latem: rowery, konie, jezioro (żagle, kajaki) i piesze wędrówki. A wszystko to tylko 290 km od Warszawy trasa niezbyt obciążoną (wiele kilometrów byliśmy sami na drodze) i bardzo ciekawa z wieloma atrakcjami turystycznymi.

Pozdrówka
Radek