Witam,

ten weekend poświęciliśmy na trening mięśniowy przed wakacyjnymi wędrówkami po Wielkich Górach Naszej Planety (Ruwenzori).

W sobotę po wyspaniu się, czyli o 12.00 pojechaliśmy w Beskid Żywiecki i wykonaliśmy kółeczko: Żabnica Skałka - Romanka - Hala Rysianka - Hala Lipowska - Hala Boracza - Żabnica Skałka.

Od Hali Lipowskiej było już po ciemku przy latarce. Ciekawy jest szczyt Romanki z 250-letnim starodrzewem świerkowym. Na Lipowskiej w schronisku panowała sympatyczna atmosfera schroniskowa o zmroku. Po zejściu do samochodu dojechaliśmy ok. północy na nocleg do Szczyrku.

W niedzielę po wyspaniu się, czyli o 13.00 wpadliśmy na genialny pomysł, że co prawda nie mamy paszportów, ale przecież i Czechy i Słowacja należą do UE. Wyruszyliśmy samochodem do przejścia granicznego w Jaworzynce. Faktycznie, przejazd przez granicę do Czech na dowód osobisty (inspekcja dowodu 5 sekund). Z Jablunkowa w Czechach skręciliśmy do Cadcy na Słowację (granica CZ-SK oglądanie dowodu osobistego z daleka bez dotykania 2 sekundy), popędziliśmy więc na zachód do kolejnego przejścia (SK-CZ, oglądanie dowodu 6 sekund) i znaleźliśmy się u stóp Lysej Hory, 1324 metry, najwyższy szczyt Beskidu śląskiego (TAK TAK, to nie Skrzyczne a Czeska Lysa Hora jest najwyższa w Beskidzie Śląskim!)

Wspięliśmy się wysoko, bo na szczyt Lysej Hory było 900 metrów podejścia. O dziwo puszcza bukowa, a nie znane świerki znane z naszego Beskidu Śląskiego. Dużo cywilizacji, drogi stokowe, czasami nawet z asfaltem. Na szczycie schronisko, wieża telewizyjna. O 21.00 powróciliśmy do samochodu i przez Czeski Tesin-Cieszyn (inspekcja dowodów 10 sekund) dotarliśmy o 2 rano do domciu.
Piękna przygoda.

Pozdrawiam,
Jurek