Witajcie,
W sobotę, widząc nadciągającą nad Warszawę burzę szybko spakowaliśmy do bagażnika samochodu wodery, lornetkę, aparat i już byliśmy w drodze nad Biebrzę. Chcieliśmy się naocznie przekonać, czy prawdą jest, jakoby "Łoś to zwierz bardzo pospolity. Wystarczy w kwietniu spojrzeć na którąkolwiek łąkę turzycową nad Biebrzą, a będzie tam jeden lub kilka łosi. Od maja łosie chowają się w zarośla i do lasów, zwiększa się też ilość turystów, więc wtedy łosia trudniej zobaczyć".

Jadąc Carską Drogą wkrótce po wjechaniu na teren Biebrzańskiego Parku Narodowego ujrzeliśmy 3 łosie pasące się na otwartej łące 50 metrów od drogi. Obserwowaliśmy je z okna samochodu. Potem odjechaliśmy kilkaset metrów, by wyjąć z bagażnika aparat nie płosząć łosi. (TURYSTO! GDY JEDZIESZ NAD BIEBRZĘ, NIGDY NIE ZAPOMINAJ WYJĄĆ APARATU Z BAGAŻNIKA PRZED WJAZDEM DO PARKU, GDYŻ ZARAZ MOŻESZ NIE MÓC SFOTOGRAFOWAĆ ŁOSIA!) Potem wróciliśmy, ale łosie odeszły na 100 m i trudno było już zrobić dobre ujęcie.

Pojechaliśmy dalej. Po ok. 2 km, jeszcze przed Honczarowską groblą ujrzeliśmy samotnego łosia w krzakach 20 metrów od drogi. Ten wydawał się zupełnie nami nie przejmować. Pozował do zdjęć, strzygł uszami i objadał korę i młode listki z drzew. Piękne spotkanie z dzikim łosiem.

Dotarliśmy do Dolistowa, gdzie zamierzaliśmy przejechać przez Biebrzę i dotrzeć do Kopytkowa na szlak żółty ku Czerwonemu Bagnu. Ale Biebrza jest wylana że hej! Droga zalana jest wodą do kolan i zamknięta dla ruchu. Założyliśmy więc wodery i powędrowaliśmy drogą kilka kilometrów, tam, gdzie latem i jesienią jeździ się samochodem. Woda nie mieści się w korycie rzeki i wypełnia całą kilkukilometrowej szerokości dolinę tworząc wielkie rozlewisko - jezioro, z którego wystają tylko gdzieniegdzie krzaki, drzewka lub turzyce. Wystają też żeremia bobrów. Wszędzie pełno ptaków, a ich śpiew jest tak intensywny, że jest głośno. Łabędzie, gęsi, żurawie, czajki. Królestwo ptaków. Przez lornetkę widzimy 4 łosie, jakiś kilometr dalej na podmokłej łące, potem jeszcze jednego. W pewnym momencie coś je spłoszyło i widzimy, jak z wielkim rozbryzgiem wody galopują po podmokłych łąkach. Przedni widok!

Piękny zachód słońca na biebrzańskich rozlewiskach.

Wracamy już po ciemku Carską Drogą. Wtem na drodze spotykamy stojącego majestatycznie, wysokiego łosia. Dumnie odchodzi w bagno, ale zatrzymuje się kilka metrów od drogi i w światłach reflektorów spogląda na nas pociągłym wzrokiem. Z ciemności wyłania się drugi łoś i dołącza do pierwszego. Patrzą tak przez minutę, po czym odchodzą w ciemność...

Ale to jeszcze nie koniec. Zatrzymujemy się przy wieży widokowej. Wkoło rechot dopiero co budzących się po zimie żab, różne nocne odgłosy zwierząt. Świeci połówka księżyca. Nagle kilkanaście metrów dalej, bagno ożywa głośnym pluskiem wody. Stado łosi, nie wiemy jak liczne, gdyż jest za ciemno, oddala się od wieży widokowej, pod którą skubało trawkę, stado musi być duże, gdyż plusk wody jest bardzo doniosły i rozległy. Ciepła, bezwietrzna noc. Cichutko siedzimy na wieży. W dali słychać, że łosie uciekły może 200 metrów i nadal skubią trawkę. Przydał by się noktowizor. Pod samą wieżę przychodzi lis i lustruje okolicę. Pomimo, że już po 22.00, gdzieś w dali słychać żurawie. Prawdziwe królestwo zwierząt.

Wracamy nocą, pustą szosą do Warszawy. Jednodniowa wycieczka, niby daleko bo 200 km, ale warto, warto, naprawdę warto.

Pozdrawiam,
Jurek