Klub Podróży JAREMA na Fejsie

Puszcza Białowieska - długi weekend majowy (2005)

Kiedy tylko się dowiedziałem o godz. 16 o wolnym 02.05. podjąłem szybką decyzję o wyjeździe "w poszukiwaniu wilków" do białowieskich lasów. Telefonicznie w piątek udało mi się znaleźć kwaterę w Dubiczach Cerkiewnych w przyczepie kampingowej, która, jak okazało się w sobotę, stała przy budynku mieszkalnym mieszczącym także kościół baptystów. Po przydługim obiedzie w gospodzie w Dubiczach wyruszyłem w sobotę po południu na poszukiwanie otwartego sklepu, co okazało się trudnym zadaniem. Kartki na wszystkich już zamkniętych mówiły o totalnym zamknięciu w dniach 1-3.05. Inna cechą krajobrazu były udekorowane białymi wstążkami przydrożne krzyże. Tknęło mnie dopiero w Piaskach, przy drodze do Topiła, na widok grupki odświętnie ubranych mieszkańców z pięknie przystrojonymi koszykami z pokarmem, czekających na poświęcenie przez batiuszkę. Weekend majowy wypadł w dni Prawosławnej Wielkanocy.

Zawróciłem czym prędzej do Hajnówki na zakupy. Czasu na ten dzień starczyło tylko na rezerwat Górniańskie Łąki tuż koło Hajnówki. Z wieży widokowej oglądałem polującego orlika krzykliwego, na brzegu stawu błotniaka, żurawie brodzące i latające, odlatującego ze zdobyczą kruka, bociany, potrzosa i wiele innych ptaków, lisa gonionego przez czajki i niezłego kozła. Cały ten ptasi spektakl oglądałem w towarzystwie dwóch miłośników ptaków z Hajnówki, z których jeden jest leśnikiem w nadleśnictwie Nurzec. Cały czas w zasięgu wzroku było liczące kilkanaście osobników stado psów, które o zmroku rozpoczęły polowanie na ptaki.

Następnego dnia wyruszyłem rowerem z Topiła w stronę rezerwatu Starzyna. Na Telefonnym Trybie znalazłem odcisk łapy wilka. Potem udałem się w stronę rzeki Leśnej. Spotkałem stadko jedzących łapczywie marną trawę (las był strasznie suchy) łań. Potem spotkałem myszołowy, pliszkę siwą i kaczki gągoły i dotarłem do granicy (granica jest fajnym korytarzem, kilkanaście metrów szerokości przecinką, niestety nie dla turystów). Oglądałem teren z ambony nad rzeką Leśną - po drugiej stronie byliśmy w 06.2004 rowerami z Iwoną i Jurkiem, Jurek wtedy próbował wpław forsować rzekę. Widok bardzo spektakularny ale zwierząt zero.
Tego dnia wpadłem jeszcze na Górniańskie Łąki. Było już ciemno, ale mimo wypatrzyłem jeszcze kilka saren, żurawi i bocianów.

Następnego dnia pojechałem do Krynoczki a potem kręciłem się rowerowo w okolicach rez. Dębowy Grąd - na wilgotnej ziemi odnajdywałem liczne ślady zwierząt w tym również żubrów. Polecam ten zakątek w czasie najbliższej imprezy jaremowej, ale trzeba wcześnie wstać, albo nie kłaść się wcale.

Zniechęcony brakiem zwierząt zrobiłem znowu pętlę znajomą trasą z Topiła, ale zwierząt nie spotkałem. Znajdowałem liczne ślady, które wskazywały na ich obecność, jakby tuż przede mną hasały sobie po drodze. Skręciłem więc ze znanego szlaku na boczny tryb i już po paru minutach ścigałem się z dwiema łaniami, ale szybko mnie wyprzedziły i przepadły w młodniku. Połowicznie usatysfakcjonowany dotarłem do skrzyżowania i raczej z obowiązku niż z przekonania popatrzyłem w tryby i już miałem sięgać po mapę, gdy zauważyłem, że na trybie pojawił się w oddali jakiś zwierzak i to bardzo interesujący. Trzęsącymi się rękami sięgnąłem po lornetkę, zwierz zdążył przedefilować drogę w poprzek i zaczął się oddalać koleiną a ja mocowałem się z rowerem, by mi nie upadł.

Myślałem, że musi to być poszukiwany wilk. Wskazywały na to wysokie nogi, duży tułów i spory ogon. Jako że wilki chadzają watahami czekałem na następne. Ale nie pojawiały. A ja nie byłem pewien, czy to wilk. ślepiłem lornetą wściekły, że nie zdążyłem sięgnąć wcześniej, że przybliża tylko 10X. Zwierz obwąchał okoliczne zarośla i na szczęście zaczął się przybliżać. Na nowo dopadły mnie wątpliwości bo nogi miał ciemne a głowę i tułów płową - umaszczenie charakterystyczne dla lisa. Zdążyłem się przybliżyć kilkanaście kroków, byłem na szczycie małego pagórka, siedziałem na ziemi opierając lornetkę na kolanach, czekałem. Zwierz przeszedł w poprzek drogi i wielkie było moje rozczarowanie, bo nie był to poszukiwany wilk tylko dobrze poznany ryś. Ryś obwąchiwał ścięte drzewa leżące na poboczu drogi drzewa, nawet na nie wskoczył, podrapał się tylnią łapą, dwa razy polizał się językiem po piersi. Pędzelki uszu były widoczne, krótki ogon, lekko cętkowane płowe ciało, ciemne i przesadnie wysokie łapy. Zrobiłem mu zdjęcie 300setką, czas 2 sekundy. Wyjdzie poruszone. Ale wyjęcia statywu już ryś nie wytrzymał. Spotkanie miało miejsce blisko Topiła, zainteresowanym podam nr oddziału.

Następnego dnia kręciłem się w Obrębie Ochronnym Hwoźna. Jest tam teraz nad Narewką koło Kosego Mostu specjalna zagroda do oglądania karmionych żubrów, ale dokarmianie działa zimą. Carska Tropina była pełna głośnych turystów. W rezerwacie Głuszec przekonałem się dlaczego nie tokują tam głuszce - bór, który tam jest nie ma charakteru bagiennego. W powrotnej drodze samochodowej polecam do zobaczenia kolorową stojącą na wzniesieniu cerkiew w Łosince.

Zbyszek Henning

30 kwietnia - 3 maja 2005

sitemap-5sitemap-5sitemap-9sitemap-10sitemap-3sitemap-1sitemap-1sitemap-3sitemap-2sitemap-4sitemap-4rsssitemap-8homesitemap-1sitemap-7sitemap-2sitemap-5sitemap-7rsssitemap-8sitemap-9sitemap-9homesitemap-4sitemap-5sitemap-1sitemap-5sitemap-10homesitemap-6sitemap-1sitemap-1sitemap-3homesitemap-6sitemap-9homesitemap-7sitemap-2homesitemap-6homehomesitemap-10sitemap-2sitemap-8sitemap-7sitemap-2homesitemap-6