Niniejszym meldujemy wykonanie 7 dni urlopu!

Jadąc po rodzinę (Warmia), nie wiedziałem, gdzie pojedziemy. Wobec powyższego pierwszy nocleg wypadł w Stańczykach.
Pole namiotowe bardzo fajne, bo jak się zapłaci za parking /2PLN/, to więcej opłat już nie ma. Obok są jakieś ruiny, podobno tak atrakcyjne, że pan sprzedający bilety jest tam cały rok i nawet żonę sprowadził. Zimą są tam głównie Rosjanie. Dla potrzeb żony, obok przyczepy kempingowej, powstaje mały domek.

W nocy lało i grzmiało, ale my wiedzieliśmy, że szaleją upały, więc pojechaliśmy nad morze. Morze było w Nidzie, znane z opowieści państwa Maronowskich. I tak się zaczęła nasza podróż do Kurlandii.

Dla mnie było to pierwsze zderzenie z krajami bałtyckimi, więc zaskoczeniom nie było końca. Na szczęście rzetelnie studiujemy jaremową listę i wiedzieliśmy, gdzie jechać. Jechaliśmy jednak dość szybko, więc mam w głowie więcej zdjęć niż filmu. Z Litwy na przykład pamiętam głównie delfinarium (nie byliśmy na Wileńszczyźnie) i pana, który po polsku nas pytał, gdzie są najwyższe w Polsce wydmy. Zupełnie jak Tuaregowie na Saharze. I to jest moje główne wrażenie z tego wypadu: małe kraje chcą być za wszelką cenę większe i w czymś najlepsze. Wodospad w Kuldidze /Łotwa/ ma 210 CENTYMETRÓW wysokości i 24900 szerokości i jest największy w swojej klasie w Europie. Litwini chwalą się cudownym klifem, który jest... zalesiony. Mają wielkie wydmy ale... w oddali widać większą Wydmę Planistów (sic!) po stronie Rosyjskiej. Jeździ się tam autostradami, ale w gruncie rzeczy są to zwykłe trasy katowickie o zredukowanym 3-krotnie ruchu. Chwalą się swoją rzeźbą, ale jest to sztuka z lat 70-tych (widać takie świeczniki w Czterdziestolatku). To ostatnie jest zresztą klasycznym robieniem kultury wysokiej z twórczości ludowej. Szwedzi też mieli ten problem, po mniej więcej 3 pokoleniach i wykształceniu inteligencji doszli do poziomu znanego ze sklepów IKEA.

Sami Litwini mają wyczuwalny problem tożsamości. W 1939 polski oficer przysłał z Kowna raport po wizytacji litewskiego wojska: "działa małe i przestarzałe, żołnierz posłuszny, ale smutny. Nasi są weselsi i palą na boku." /cytat z pamięci, sens uchwycony znakomicie/. No i tak się właśnie czułem. Mówią po cichu, speszeni, jak do nich po litewsku to cichną jeszcze bardziej, jak po niemiecku to się rozglądają za menu, a jak po angielsku to się zastanawiają, czy zasłużyli na taką nobilitację. Przy tym obie strony wiedzą, że moglibyśmy próbować po polsku, ale nie wypada, a o rosyjski strach pytać. Jedyny człowiek rozmawiający z nami z własnej inicjatywy, to ten pan od wydm. No ale on jeździł terenowym Fordem. Ciekawe, że Łotysze już tacy nie są. Z tym, że oni się wywodzą nie od jakichś Bałtów, tylko Kawalerów Mieczowych. Normalnie i bez ogródek piszą, że ich państwo to zrobili Krzyżacy, i to porządnie zrobili. A nie pokrętnie, że byli chłopami u panów Polaków. Na Łotwie jest też dużo Rosjan, co rozwesela atmosferę, ale jak się rozmawia z takim właścicielem pensjonatu, co mówi wszystkimi językami i oferuje pomoc w załatwianiu "różnych spraw w Łodzi", to człowiek szybko sobie przypomina, że Sylwia czeka na to piwo. W kwestii krajobrazów, to informuję, iż boczne drogi mają nawierzchnię szutrową. Natomiast większość cieków wodnych ma baaardzo małe spadki. W sumie Kurlandia jest to taka zalesiona Warmia, urocza z ogromną ilością żeremi i żurawi. Wrażenie "skandynawskości" zupełne; w Polsce mamy 116 ludzi/km2, na Litwie 55, na Łotwie 40 osób. Osoby te są życzliwe, raz dostaliśmy mleko i pole pod namiot w sadzie gratis /Łotwa/. Ciekawe podobno są zjawiska krasowe koło Birż (to zdanie Sylwii i dzieci, dla mnie to dziury w glebie z gipsem), podziemia-jaskinie koło Kuldigi, wykopane przez 3 pokolenia rodziny, która teraz oprowadza po tej atrakcji (bardzo fajne, byliśmy pierwszymi w tym roku Polakami, natychmiast odseparowano nas od Rosjan, piasek to czysty kwarc, korytarzy 3km). Klasą samą w sobie było dla mnie muzeum w Zente. Mało ludzi wie, że do końca wojny Niemcy trzymali Kurlandię, i Czerwonoarmiści nic nie mogli z tym zrobić. Niemcy zwyczajnie potrzebowali kawałka terenu, gdzie nie dolatywały alianckie bombowce, żeby mogli spokojnie szkolić U-booty. W tym kontekście nie dziwi, że bardziej się bali 30 dywizji alianckich w Normandii, niż 300 sowieckich nad Wisłą. Kapitulacja była w Zente, 8-go maja 1945 roku. Teraz na bazie jakiegoś ruskiego muzeum-molocha, jest tam świetna, prywatna kolekcja, przewyższająca wszystko, co widziałem w Polsce, i sporo z tego, co na świecie. Dosyć, że ślub z Sylwią wzięliśmy w 99-tym, a dopiero tam do niej dotarło, że Rosjanie to patałachy i szli na ilość. Wydedukowała to porównując niemieckie kieliszki do jajek z rosyjskimi walonkami. I jeszcze długo o tym mówiła!

Wbrew temu, co może wynikać z powyższego, nie miotaliśmy się bez celu. Sylwia zwodziła mnie hipisowską swobodą ruchów, a tymczasem cała eskapada była powrotem do przeszłości, a dokładniej pewnej sztormowej nocy w 90-m, kiedy płynęła wzdłuż Kurlandii jachtem z żaglami oświetlonymi z dystansu 10 kilometrów przez reflektory. Reflektory były ustawione wzdłuż całego wybrzeża. Tak dojechaliśmy na półwysep Kolka, czyli do piaszczystej łachy, gdzie z rzeczy wartych uwagi jest fajna plaża i to, że można kupić wędzone ryby. Pozatym uwagę zwraca życie zgodne z naturą - bloki mają kotłownie opalane drewnem z okolicznych lasów.

Infrastruktura turystyczna O.K., łóżka są. Z pewnego pola namiotowego pamiętam brązową wodę, którą samemu trzeba było sobie przynieść, mimo że gospodarz miał pompę elektryczną, i dialog:
- Płaciliście już?
- Nie.
- A trzeba!
Znaczy, coś z kultury radzieckiej w narodzie zostało.

I jeszcze fajne jest wybrzeże łotewskie przy granicy z Litwą. Takie Camargue, tylko bez flamingów.

Sylwia, Marek, Wojtek i Staś.
Tekst nie był autoryzowany z żoną, więc się wyłączam.

P.S.' Nikogo w "Jaremce" nie widzieliśmy. Jeden niemiecki samochód miał wybitą tylną szybę.
P.S.'' W Lipawie nie ma już rosyjskich Łodzi podwodnych. Jest tam za to niezły Rosyjski Bruklin.
P.S.''' Łotysze są zmęczeni tym, że Litwini przyjeżdżają do nich na wakacje.
P.S.''''Litwini na powyższy temat milczą.

Jeszcze tam wrócimy. Lauda była ładna.