Klub Podróży JAREMA na Fejsie

Bułgaria: Tydzień w Bułgarii (2004)

Galeria zdjęć z Bułgarii

Relacja z wyjazdu Magdy Jackowskiej, Eli Karpińskiej i Ani Smętek do Bułgarii

 

Jarema to jednak bardzo światowy klub. Wracam po tygodniu nieobecności, a tu sprawozdania prawie na żywo z Ugandy, Meksyku i Czeremchy oczywiście. Ja ostatni tydzień spędziłam w Bułgarii i był to przedsmak wyprawy, jaką szykujemy na lipiec/ sierpień. Czas i miejsce było co prawda nieco narzucone (było to zesłanie zawodowe), ale mimo wszystko coś tam udało mi się zobaczyć.

Na początku Sofia - tylko z za szyb autobusu - przedstawia się jako lekki koszmar. Co prawda pięknie położona, otoczona ze wszystkich stron górami (na czele z ulubionym miejscem weekendowych wypadów jej mieszkańców - górami Witosza z Czarnym Wierchem). Niestety straszy ponurymi, szarymi blokowiskami pamiętającymi pewnie lata siedemdziesiąte, z rzadka ozdobionymi choćby kwiatami na balkonie. Ponure wrażenie potęgują górujące nad nimi kominy elektrociepłowni i innych cywilizacyjnych konglomeratów. Dalej droga z Sofii do Burgas - pięknie położona, właściwie przez 6 godzin jazdy można podziwiać rozciągające się po obu stronach masywy górskie - Stara Płanina i Rodopy - teraz jeszcze gdzieniegdzie ośnieżone. Krajobraz prawie sielski - właśnie kwitnące pola słoneczników i lawendy, osiołki ciągnące wozy, wypasające się kozy i owce pilnowane przez pasterzy. Gdzieniegdzie mijaliśmy małe miasteczka i wioski - najczęściej zabudowane parterowymi, czerwono-dachowymi domkami także pamiętającymi już lata świetności. Ruchu na jednej z głównych autostard (nawierzchnia polskiego standardu) taż dużego nie było. Ale w Bułgarii jak już się jeździ, to na całego - przyspieszanie i wyprzedzanie na zakrętach, przekraczanie podwójnej ciągłej to standard. Zważywszy na fakt, że głównie jeżdżą tam samochody typu trabant, ten rączy samochód w rowie jest tam prawie częścią krajobrazu (ja widziałam trzy w ciągu jednej 2-godzinnej przejażdżki).

Zupełnie inaczej jawi się wybrzeże Morza Czarnego - przynajmniej w środkowej części, gdzie byłam, czyli okolice Słonecznego Brzegu. Ziemie nadmorskie są masowo wykupywane i powstają tam imponujące budowle. Stylem nawiązują do monastyrów czy budowli tureckich - oryginalnością i przepychem dorównujące swoim poprzedniczkom. W kurortach standardem są odkryte baseny, plaże pełne parasoli (i nikt ich nie kradnie ani nie rozwala - rewelka). Kurorty pełne są obcokrajowców: Niemcy, Anglicy (zważywszy na czas mistrzostw piłkarskich miało to dodatkowy smaczek), na złotym piasku ciało przy ciele, a wszyscy popijają wino, piwo lub rakiję (ichsza wódka "owocowa" - najlepsza moim zdaniem brzoskwiniowa). Hotele często włączają alkohole w nieograniczonej ilości w cenę rachunku - stad panuje luźny, wesoły nastrój.

Na szczęście plaże to 1-2 km piasku, dalej wzgórza Starej Planiny wciskają się w morze, tworząc przeurocze zatoczki. A ponieważ brzeg jest kamienisty - są to urocze odludzia, gdzie mieszkają stada mew, a czasem podobno można oglądać delfiny.

Nie zawiodły swoim urokiem historyczne miasteczka, jak Neseber - miasteczko założone ok. 500 lat p. n.e. - przepiękne, ale lekko meczące - ilość zabytków < ilość turystów < ilość ulicznych handlarzy. Oraz Sozopoł - głównie z zabudową z XIX w. Ciche, wąskie, brukowane uliczki, z murowano-drewnianymi domami maja niepowtarzalny urok i całkowicie mnie zauroczyły (zwłaszcza, że było przed sezonem, jak twierdzili tubylcy).

I jeszcze jeden ukłon - sami Bułgarzy - gościnni, z rozmachem częstujący, czym się da i na każdym kroku (o ile wcześniej nie zaczadziejesz od dymu tytoniowego, cygar). Tacy byli dla swoich gości.

Pozdrawiam
Ela Karpińska

sitemap-8sitemap-6rsssitemap-1rsshomesitemap-9rsshomesitemap-4sitemap-3sitemap-8sitemap-7sitemap-9sitemap-10sitemap-10sitemap-8sitemap-7sitemap-2sitemap-5sitemap-4sitemap-7sitemap-3homersssitemap-10sitemap-7sitemap-5sitemap-4sitemap-10rsssitemap-10sitemap-8sitemap-6sitemap-1rsssitemap-7sitemap-2sitemap-6sitemap-1homesitemap-4sitemap-6sitemap-9sitemap-6sitemap-4sitemap-7sitemap-10sitemap-7sitemap-3sitemap-3