Cześć!
Dziś nocą powróciliśmy z 9-dniowej samochodowej eskapady do Finlandii z wyskokiem jedniodniowym do północnej Norwegii.

W piątek 17 czerwca podjechaliśmy wieczorem na agroturystykę na Suwalszczyznę. Potem w sobotę przez Litwę, Łotwę i Estonię dotarliśmy pod Tallinn, gdzie spaliśmy w namiocie na leśnym biwaku. Już w Estonii nocą jest jasno, niebo ma kolor jasnogranatowy a nie czarny, latarka się przydaje, ale nie jest niezbędna. O 8.00 rano w niedzielę wsiedliśmy na prom Viking Line (51 EURO za samochód i 2 osoby) i po 3 godzinach płynięcia wyjechaliśmy na drogi Finlandii. Jeszcze w niedzielę dojechaliśmy do południowej Laponii, w rejon Oulu na północnym krańcu Bałtyku.

Kolejne 5 dni spędziliśmy na dalekiej północy, wśród tysięcy komarów które próbowały nas ugryźć i pod słońcem które świeciło całą dobę. Podobała nam się droga wzdłuż granicy ze Szwecją do Kiplisjarvi i najwyższych gór Finlandii (ok. 1300 m n.p.m.). Wielokrotnie widzieliśmy renifery, które ratują się przed komarami w taki sposób, że cały czas wędrują przed siebie, czasami po asfaltowej drodze. Sposób jest dość skuteczny, co może potwierdzić każdy rowerzysta jadący przez Laponię. Przy szybkości ok. 10 km/h już zostawia się komary w tyle i można bezpiecznie się przemieszczać nie będąc kąsanym.

We wtorek wjechaliśmy do Norwegii w rejonie wielkich gór (1800 m n.p.m.), wystających bezpośrednio nad taflę morza nad fiordem Lysen w pobliżu Tromso. Tu prawie zawsze jest pochmurno i tym razem też tak było, więc pojechaliśmy dalej, mostem na wyspę Senja, która słynie ze strzelistych skalnych turni wyrastających z oceanu na kilkaset metrów w pionie. W pobliżu miejscowości Senja Hopen znaleźliśmy przepiękne miejsce na biwak, na wzgórzu nad zatoką otwartego oceanu, z 3 stron otoczeni dzikimi górami z lodowcowymi jeziorami. Bajka. Nawet na Lofotach trudno o tak piękne miejsca.

Środa to wędrówki po okolicy, do lodowcowych jeziorek, wzdłuż oceanu, na widokowe wzgórze. Po południu zaczął padać deszcz. Wsiedliśmy do samochodu, podjechaliśmy na stację benzynową, tam zajrzeliśmy do gazety na ostatnią stronę, a tu prognoza pogody: trzy dni intensywnego deszczu. Szybko więc w samochód i powrót do Laponii. Uciekliśmy tym sposobem ze strefy deszczu w słoneczną pogodę. Nocleg nad jeziorem ze słońcem całą noc oświetlającym okolicę pomarańczowym blaskiem znad samego horyzontu.

Czwartek to dzień wędrówek po fińskim parku narodowym Ounas Pallastunturi. Góry, skaliste kopy z pięknymi lasami poniżej i połoninami na szczytach. Kolorowe mchy porastają głazy, w dolinach bagna, jeziorka, szlaki poprowadzone drewnianymi kładkami, prawie w ogóle żadnych turystów. Rozległe widoki na lasy Laponii po horyzont.

W piątek dotarliśmy do parku narodowego Oulanka we wschodniej Finlandii przy granicy z Rosją. To tereny głębokich kanionów i wodospadów wśród kilkusetletnich lasów. Wędrowaliśmy tu kilka godzin po szlakach.

W sobotę w południe wyruszyliśmy z Laponii, by dotrzeć do Helsinek. Dojechaliśmy do przystani promowej o 19.00, a już o 19.30 wypłynęliśmy szybkim katamaranem Nordic Jet Line (83 EURO za samochód + 2 osoby) by półtorej godziny później, o godz. 21:06 wyjechać na ląd w Tallinnie. Jeszcze wieczorem dotarliśmy na kemping nad Bałtyk w pobliżu granicy z Łotwą.

Niedziela to powrót do Warszawy przez Łotwę i Litwę.

W efekcie mogę powiedzieć, że dzień polarny to piękna sprawa, że drogi Finlandii są bardzo dobre i jedzie się 110 km/h prawie bez zwalniania. 9 dni to też mało czasu na taką eskapadę, bo to niemal 6000 km, czyli spędza się większość czasu w samochodzie.

Pozdrawiam,
Jurek