BOLIWIA
Iwona i Jurek Maronowscy
W roku 2000 Iwona i Jurek Maronowscy wyruszyli na półroczną wyprawę do Ameryki Południowej Trasa od Patagonii do Amazonii, przemierzali indyjskie bezdroża w Chile, Argentynie, Peru i Boliwii. W trakcie całej podróży, swoje wrażenia, przygody i odkrywane miejsca opisywali w "gorących" listach do przyjaciół w kraju. A jak było w Boliwii?
"Pierwsze wrażenia z Boliwii wskazują, że jest
najbiedniejsza z dotychczas odwiedzonych krajów. Za to kobiety chodzą w pięknych
ludowych strojach, nie ma naganiaczy do hoteli, autobusów itd. Pamiątki można
kupić, lecz nikt do tego nie namawia - przeciwieństwo Peru. (...) Ludzie mieszkający
w Boliwii są zupełnie niepodobni charakterologicznie do pozostałych mieszkańców
Ameryki Południowej. W sklepach często nie ma sprzedawcy, bo za mały ruch.
Jak się za długo wybiera towar, to zamiast zachęcać do zakupu, denerwują się
i obrażają, często nawet odchodzą. Przy próbie targowania się, wolą nie sprzedać
niż obniżyć cenę. Podczas trekkingu kobiety rzadko odpowiadały na
pozdrowienia, wydawały się być obojętne. Jedynie dzieci uśmiechały się, prosiły
o długopis lub chleb."
"(...)
Autobus wysadził nas ok. 1 km przed wioska, ponieważ droga dalej była zbyt błotnista
i zakopał się inny pojazd blokując całą drogę. W strugach ulewnego deszczu
dotarliśmy do wioski, i zaczęliśmy pytać mieszkańców o nocleg. Szybko znalazła
się bardzo ludowo wyglądająca Indianka, która z radością wynajęła nam
swoją chałupę. Tak oto zasmakowaliśmy agroturystyki w wydaniu boliwijskim.
Chata była gliniana. Dach miała z murawy, przeciekała w 5 miejscach, lecz nad
łóżkiem była szczelna. Pod cieknącymi 5 miejscami były podstawione kubki i
garnki. Podłoga to klepisko. Przed budynkiem mieliśmy zagrodę z chrumchającą
świnią. Deszcz padał non stop cala noc. Nad ranem rozpogodziło się trochę.
Wiejskie dzieci przyszły nas obejrzeć o 6 rano. O 8 przyszła Indianka, zainkasowała
należność - ok. 7 złotych i poszła pracować na pole. Kiedy chmury się rozeszły,
okazało się, że bezpośrednio nad wioską stoją 2 szczyty: Illimani (6400 m)
i Mururata (5900 m npm.) Niesamowite wrażenie."
"(...) Przez kolejne dwa dni szliśmy ścieżką zbudowaną przez Inków, wśród
pięknych bezludnych hal. Nad nami krążyły kondory. Ścieżka Inków była może
mniej doskonała niż ta koło Machu Picchu, lecz tez miała schody, murki,
odprowadzenia wody, kamienne mostki i była wyłożona kamieniami. To, co
niezwykle, to fakt, że była kompletnie nie używana, miejscami zarośnięta
trawą lub krzaczkami. Zupełnie jak spacer po zaginionym świecie. W pewnym
miejscu, na rozległej hali, 3 inne ścieżki Inków krzyżowały się z
"naszą".
Każda prowadziła w inną dolinę. Kiedyś te tereny musiały być zasiedlone
przez Indian. Jeszcze jedna ścieżka, fenomenalnie zbudowana, szeroka i wyłożona
kamieniami odchodziła od "naszej", była całkowicie nie używana,
zarośnięta i niknęła niżej w dziewiczym lesie amazońskim. Byliśmy
zafascynowani."
"(...) Przez 7 godzin wędrowaliśmy zarośniętą ścieżką
Inków, która zakosami, wąwozami, pólkami skalnymi prowadziła przez dzikie ostępy
puszczy amazońskiej. Przepiękne, kolorowe ptaki, niestety nie do
sfotografowania,
śpiew ptaków, różne inne dziwne odgłosy, zatrzęsienie kwiatów, omszale
drzewa. Paprocie drzewiaste ok. 5 metrów wysokie. Najdziwniejsze rośliny.
Bambusy najbardziej nam dokuczyły, bo najszybciej zarastają ścieżkę. Musieliśmy
przejść przez setki albo i więcej pajęczyn. Atakowały nas dziwne muchy. Widzieliśmy
pijawki. Ścieżka, pomimo, że od 2 dni nie padało była wilgotna i śliska.
Kamienie Inków omszale. Robota Inków była mocno zarośnięta, ale podziwialiśmy
w wielu miejscach kamienne murki-nasypy nawet 3-metrowej wysokości, a w jednym
miejscu wykuty w pionowej skale pól tunel. Wyczerpani, choć pełni wrażeń,
bez mapy, po 7 godzinach dotarliśmy do pierwszych ludzi, a już po ciemku, po
9,5 godziny marszu dotarliśmy do Chulumani."
"(...)
W Copacabanie, w której obok katedry jest kaplica świeczek Matki Boskiej
patronki Boliwii, ku naszemu zaskoczeniu okazało się, że pielgrzymi modlą się
o sprawy bardzo materialistyczne. Na bazarze kupują modele
samochodów, domów i banknotów dolarowych i składają je w ofierze Maryi z
nadzieja, że otrzymają prawdziwe. Podobno pochodzi to od kultu pewnego boga
Inków, który tego typu prośby spełniał do końca roku kalendarzowego.
Rysunki domów i samochodów są tez na ścianach kaplicy, zrobione woskiem z
zapalanych w dużych ilościach świeczek. Nad Copacabana jest wzgórze z droga krzyżową.
Na szczycie fenomenalny widok na jezioro Titicaca z wyspą Słońca, gdzie
urodzili się pierwsi Inkowie." (IJM)
Serdecznie zapraszamy do lektury listów z podróży Iwony i Jurka Maronowskich
Klub Podróży JAREMA