PARAGWAJ - NA BOCZNYM TORZE AMERYKI
pokaz z wyprawy do Ameryki Południowej
Sylwia Kulczyk
Sylwia Kulczyk jest doktorem na Wydziale Geografii i
Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego. Zawodowo poświęciła się
ekologii krajobrazu, ale interesują ją wszystkie oblicza życia na Ziemi. Od
dziesięciu lat odwiedza miejsca odległe
od głównego nurtu wydarzeń, starając się poznać świat, który być może
w niedługim czasie bezpowrotnie odejdzie w przeszłość. Swoich wrażeń nie zatrzymuje
dla siebie – dzieli się nimi podczas pokazów slajdów, na falach radiowych i
na łamach prasy. Niemal roczna wyprawa do Ameryki Południowej, była realizacją
marzeń Sylwii i jej kolegów z wydziału. Dwumiesięczny, samotny pobyt w
Paragwaju to jedno z najważniejszych doświadczeń, jakie wyniosła z tej podróży.
„(...) Głośny stukot spalinowego silnika podrywał do lotu kolorowe tukany, czarno
białe; bociany tujuju i gromady innych ptaków.
Drezyna –
drewniane pudełko na kółkach, powoli przedzierała się przez kolczaste zarośla,
hamując gwałtownie przed wyrosłymi na torach mrowiskami ziemnych mrówek.
Jedyny w paragwajskim Chaco szlak kolejowy przeżyły chwile chwały sześćdziesiąt lat wcześniej,
będąc główną drogą prowadzącą na
front krwawej wojny z Boliwią. Teraz jeździł tędy tylko jeden pojazd.
W trzęsącym się wnętrzu siedział brodaty misjonarz, Indianka otulająca
podartą szmatą maleńkie dziecko... i ja. Znowu byłam na końcu świata.
Chociaż pojechałam do Paragwaju tylko na dwa tygodnie, byłam tam
czterokrotnie dłużej. Na własnej skórze poznałam trud codziennego życia
indiańskich narodów Maskoy, Ayoreo i Chamacoco. Płynęłam rzeką Paragwaj aż
do bagien Pantanalu. Spędziłam kilka nocy w bagnie, podziwiając tysiące
gwiazd błyszczących nad zakopanym w błocie landroverem. Tańczyłam na
paragwajskim weselu w wiosce, której nie ma na mapach, gościłam w koszarach
na dalekiej północy Chaco i świętowałam
Trzeci Maja z mieszkańcami polskiej
kolonii.” (SK)
KlubPodróży JAREMA