Rano w sobotę 9 czerwca zakupiliśmy z funduszy klubu Jarema beczkę
30 litrów piwa Kasztelan. Miał być browar Łomża, ale nie udało się go kupić.
Znaleźliśmy odpowiednia hurtownie zbyt późno - trzeba byłoby zarezerwować beczkę
3 dni wcześniej.
Pojechaliśmy na początku do Tykocina. Zjechało się tu już 10 Jaremowiczów.
Jest tam muzeum historii Żydów w doskonale zachowanej synagodze. Obok synagogi
tania, ale bardzo fajna żydowska knajpka gdzie zjedliśmy obiad. Jest tez
klasztor, ciekawy kościół podobny do katedry w Copacabanie w Boliwii oraz
resztki ruin zamku.
Z Tykocina pojechaliśmy do wieży widokowej na bagno Ławki gdzie spotkaliśmy
2 Jaremowiczów i dalej prosto do leśniczówki Barwik w Biebrzańskim Parku
Narodowym i tu ok. 16.00 spotkaliśmy kolejnych 4 Jaremowiczów którzy już
mieli zaliczony spacer szlakiem po bagnach.
Leśniczówka okazała się spartańska ale przytulna. 3 pokoje na górze, gdzie
śpi się na podłodze lub na dwóch kanadyjkach i jeden pokój na dole z dwoma
dwuosobowymi łóżkami. Woda ze studni, kibelek w lesie 50 metrów dalej.
W 16 osób udaliśmy się przed zachodem słońca na nielegalny spacer po Parku
Narodowym bez szlaku po błocku i po wysokiej trawie do punktu wśród bagien na
mapie oznaczonego jako 105 m n.p.m. Okazało się ze jest tam stara spruchniala
ambona ze świetnym widokiem na która wchodziło po 2 osoby na raz by się nie zawaliła.
Widok był świetny. Śpiewały ptaszki, widzieliśmy sarny i żurawie. Prawie widzieliśmy
łosia, ale okazało się ze to człowiek z wędka 3 km dalej.
Po powrocie do leśniczówki zastaliśmy kolejnych dwóch Jaremowiczów - zaszczycił
nas sam Prezes z żoną. A więc był już komplet - 18 uczestników. Rozpaliliśmy
ognisko jak już nastał zmierzch, zaczęliśmy rozlewać piwo, piec kiełbaski.
Maciek i Piotrek grali na gitarach. Wszyscy śpiewali, wtórowały nam ptaki
nocne np. sowa?
Potem niewiele pamiętam, ale było cudoooownie. Odliczaliśmy czas do wschodu słońca.
Piwo nie kończyło się, i nie skończyło się do końca. Pomiary już w
Warszawie wykazały, ze spożyliśmy 24 litry piwa.
O 3 nad ranem zaczęło świtać. Żebraliśmy najwytrwalszych i w 7 osób wyruszyliśmy
szlakiem na wieże widokowa na wschód słońca. Była mgła. Ptaki śpiewały obłędnie.
Wszystko pokryła rosa, było zimno. Chciało się spać. Słonce niechętnie zaczęło
przeglądać przez mgle. Jaremowicze dwójkami rozpoczęli odwrót do leśniczówki.
Drugiej dwójce drogę przebiegł los. Szybki powrót na wieże, ale nic nie było
widać.
Po 6-tej ostatni polegli w leśniczówce. Pierwszy Jaremowicz wstał o 8-smej
(jeden z tych co poszli spać ok. 3.00) i poszedł na wycieczkę okrężnym
kilkunastokilometrowym szlakiem czerwonym przez 2 wieże widokowe. W oddali ujrzał
młodego łosia. Następni wstający Jaremowicze legli na grzejącym słońcu
przed leśniczówka. Jedli śniadanie. Jeden zasnął w słońcu i potem cierpiał.
Ok. 12-tej prezes z żona wrócili do Warszawy. Po 13-tej reszta wyruszyła na sniadanio
- obiad do Karczmy Wygoda w Osiowcu. Po posiłku grupa podzielił się na pół.
Cześć zwiedziła Fort Zarzeczny w twierdzy Osowiec, pojechała na obiad do
knajpy żydowskiej w Tykocinie i była po 20-tej w Warszawie.
Druga część weszła na teren wojskowy do fortu głównego Twierdzy Osowiec i
przez 2 godziny chodząc z przewodnikiem po bunkrach labiryntach itd. zwiedziła
ten arcyciekawy obiekt carskiej architektury obronnej.
Potem zwiedziliśmy jeszcze Fort Zarzeczny, wieże widokowa na Białym Gradzie,
gdzie niestety nie ujrzeliśmy łosia i na koniec tylko w 3 osoby zwiedziliśmy
miejsce mordu i kirkut w Jedwabne, a oprowadził nas policjant
pilnujący tego miejsca.
Dziękuje wszystkim uczestnikom, a tych, którzy tym razem nie zdecydowali się jechać,
mogę pocieszyć - spróbujemy cos takiego jeszcze zrobić i wtedy tez
wszystkich zaprosimy.
Pozdrawiam,
Jurek
![]()