Powrót Strona główna  Tydzień w Bułgarii
29 czerwca 2004

Zobacz również:

Jarema to jednak bardzo światowy klub. Wracam po tygodniu nieobecności a tu sprawozdania prawie na żywo z Ugandy , Meksyku i Czeremchy oczywiście. Ja ostatni tydzień spędziłam w Bułgarii i był to przedsmak wyprawy jaką szykujemy na lipiec/ sierpień. Czas i miejsce było co prawda nieco narzucone ( było to zesłanie zawodowe) ale mimo wszystko coś tam udało mi się zobaczyć.

Na początku Sofia- tylko z za szyb autobusu- przedstawia się jako lekki koszmar. Co prawda pięknie położona, otoczona ze wszystkich stron górami (na czele z ulubionym miejscem weekendowych wypadów jej mieszkańców- górami Witosza z Czarnym Wierchem) straszy ponurymi , szarymi blokowiskami pamiętającymi pewnie lata siedemdziesiąte, z rzadka ozdobionymi choćby kwiatami na balkonie. Ponure wrażenie potęgują górujące nad nimi kominy elektrociepłowni i innych cywilizacyjnych konglomeratów. Dalej droga z Sofii do Burgas- pięknie położona , właściwie przez 6 godz, jazdy rozciągające się po obu stronach masywy górskie- Stara Planina i Rodopy- teraz jeszcze gdzieniegdzie ośnieżone. Krajobraz prawie sielski- właśnie kwitnące pola słoneczników i lawendy, osiołki ciągnące wozy, wypasające się kozy i owce pilnowane przez pasterzy. Gdzieniegdzie mijaliśmy małe miasteczka i wioski- najczęściej zabudowane parterowymi, czerwono- dachowymi domkami także pamiętającymi już lata świetności. Ruchu na jednej z gł. autostard (nawierzchnia polskiego standardu) taż dużego nie było. Ale w Bułgarii jak już się jeździ to na całego- przyspieszanie i wyprzedzanie na zakrętach, przekraczanie podwójnej ciągłej to standard. Zważywszy na fakt, że głównie jeżdżą tam samochody typu trabant, tan rączy samochód w rowie jest tam prawie częścią krajobrazu ( ja widziałam trzy w ciągu jednej 2 godz. przejażdżki).

Zupełnie inaczej jawi się wybrzeże Morza Czarnego- przynajmniej w środkowej części, gdzie byłam czyli okolice Słonecznego Brzegu. Ziemie nadmorskie są masowo wykupywane i powstają tam imponujące budowle. Stylem nawiązują do monastyrów czy budowla tureckim- oryginalnością i przepychem dorównujące swoim poprzedniczką. W kurortach standardem są odkryte baseny, plaże pełne parasoli ( i nikt ich nie kradnie ani nie rozwala - rewelka). Kurorty pełne są obcokrajowców: Niemcy, Anglicy ( zważywszy na czas mistrzostw piłkarskich miało to dodatkowy smaczek) , na złotym piasku ciało przy ciele a wszyscy popijają winą piwo lub rakiye- ichsza wódka " owocowa" - najlepsza moim zdaniem brzoskwiniowa). Hotele często włączają alkohole w nieograniczonej ilości w cenę rachunku -stad panuje luźny, wesoły, nastrój.

Na szczęście plaże to 1- 2 km. piasku, dalej wzgórza Starej Planiny wciskają się w morze, tworząc przeurocze zatoczki. A ponieważ brzeg jest kamienisty- są to urocze odludzia, gdzie mieszkają stada mew, a czasem podobno można oglądać delfiny.

Nie zawiodły swoim urokiem historyczne miasteczka- Neseber- miasteczko założone ok. 500 lat p. n.e.- przepiękne , ale lekko meczące- ilość zabytków < ilość turystów< ilość ulicznych handlarzy. Oraz Sozopoł- gł. z zabudowa XIXw. Ciche, wąskie, brukowane uliczki, z murowano- drewnianymi domami maja niepowtarzalny urok i całkowicie mnie zauroczyły ( zwłaszcza , że było przed sezonem jak twierdzili tubylcy).

I jeszcze jeden ukłon- sami Bułgarzy - gościnni, z rozmachem częstujący czym się da i na każdym kroku ( o ile wcześniej nie zaczadziejesz od dymu tytoniowego, cygar). Tacy byli dla swoich gości.

Pozdrawiam
Ela Karpińska