Wolin i Drawieński Park Narodowy (17-19.09.2004)
Witam!
W weekend, idąc za podróżniczym ciosem, postanowiliśmy wybrać się samochodem w północno zachodni kraniec Polski.
Zadzwoniliśmy w piątek po południu do wybranej z internetu kwatery agro w Drawieńskim Parku Narodowym, i w piątek o 19.45 wyruszyliśmy zabierając do bagażnika także rowery.
Trwa remont mostu nad Wisłą pod Modlinem, więc trzeba było ominąć 6-kilometrowy korek gigant od Czosnowa do Modlina, jadąc starą drogą gdańską, a potem, ponieważ i ta się zakorkowała, skręcając na śladów i Wyszogród. Przez Płock, Włocławek, Toruń, Bydgoszcz, Piłę, Wałcz i Drawno dotarliśmy o 1.30 nad ranem do kwatery w wiosce Dominikowo.
Ale co to za niezwykła kwatera! W poniemieckim domu, przedwojenne olbrzymie meble, podobne do tych, co Kulczyki zbierają w swym mieszkaniu, wielkie drewniane łóżka, piec kaflowy. Transfer w czasie do czasów przedwojennych. Jakże inaczej niż na Ukrainie.
To niezwykłe, że tydzień wcześniej będąc poldolotem w Kołomyi, musieliśmy zabrać paszporty. Gdyby to wszystko działo się przed 1939 rokiem, do Kołomyi jechalibyśmy bez paszportów, zaś potrzebne by one były, aby pojechać do Drawieńskiego Parku Narodowego.
W sobotę przy pięknej pogodzie pognaliśmy przez Drawsko Pomorskie, Łobez, Gryfice do Kamienia Pomorskiego. Miejscowości średnio ciekawe, w Drawsku ciekawa katedra. W Gryficach rynek i bramy wjazdowe dawnych murów miejskich, w Kamieniu Pomorskim kilka ciekawych budynków i monumentalna katedra, lecz ogólne wrażenie przeciętne. Dotarliśmy nad morze i przez Dziwnów i most zwodzony opuściliśmy kontynentalną Europę wjeżdżając na wyspę Wolin.
Tu zahaczyliśmy o kilka ciekawych miejsc:
Już po ciemku, po ósmej, powróciliśmy na kontynent europejski poprzez most w Wolinie i dotarliśmy na kwaterę w Drawieńskim Parku Narodowym.
Niedzielę poświęciliśmy na zwiedzanie samochodem a potem rowerami Drawieńskiego Parku. To piękne lasy buczyny pomorskiej, głębokie doliny rzek Drawy i Płocicznej, które wartko płyną i szumią. Po Drawie płyną kajakarze, Płociczna to zupełnie dzika rzeka płynąca przez nieprzebyte starodrzewy. W parku jest też sporo jezior, każde inne, ma inny kolor wody i inną roślinność. Bardzo podobało nam się jezioro Czarne, które wbrew nazwie ma turkusową wodę, jak jeziora lodowcowe. Wszystko to jest totalnie bezludne. Widzieliśmy kilka jezior, a nie było tam ani jednej osoby poza nami. Ciekawe są pozostałości po Niemcach w okolicy. Drogi leśne są najczęściej wybrukowane. W małych wioseczkach są kamienne kościoły z drewnianymi, wysokimi dzwonnicami. W miejscu nieistniejącej wsi, w lesie, ruiny kościoła i zarośnięty cmentarz z przepięknymi nagrobkami z XIX wieku. Nad rzeczkami mosty solidne, zupełnie nie adekwatne do małych leśnych dróżek, które do nich prowadzą.W drogę powrotną wyruszyliśmy o 19.15, przed dziesiątą zrobiliśmy sobie spacer po pięknie oświetlonej Bydgoskiej starówce, a w domku byliśmy o 1 w nocy.
Drawieński Park Narodowy zrobił na nas bardzo dobre wrażenie i będziemy musieli tu jeszcze wrócić, może na spływ Drawą? Biwaki nad Drawą to piękne, dobrze przygotowane łąki wśród lasu, ze stolikami i drewnem na opał. Wyspa Wolin była mniej ciekawa, ale to żelazny punkt na mapie turystycznej, więc przynajmniej raz trzeba to zobaczyć.