![]()
Z wiejskiego podwórza
19-23 czerwca 2003
"No i jak było? Udało się? Warto było
pojechać?"
Tak brzmią pierwsze pytania, jakie już od miesiąca zadają nam
spotykani Jaremowicze.
Minął miesiąc od wyjazdu, a ja właśnie siadam do spisywania wrażeń.
Ale przecież tyle się wokół dzieje ciekawego..., że kiedy tu pisać?
:)
W międzyczasie zdążyliśmy już zawędrować naszą ulubioną, znaną
Wam z pokazów w Jaremie "Litewską ścieżkę", zrobić szybki
wypad do Gdańska i odwiedzić plażę na Stogach, pokiwać się na
koncertach festiwalu "Kasztelania" w Sierpcu i poogniskować nad
jeziorkiem, na podsierpeckim "Rancho Konik"... A to
przecież jeszcze nie koniec lata.
Pomysł wyjazdu na Spotkania Folkowe "Z wiejskiego podwórza" do
Czeremchy, zrodził się jako swoisty suplement do niedawnego wyjazdu i
ogniska Jaremy w Puszczy Białowieskiej. Wtedy właśnie okazało się, że
dwa dni to zdecydowanie za mało na to, żeby odwiedzić wszystkie białowieskie
atrakcje. Nie mówiąc już o mało znanej, a urokliwej okolicy białoruskiego
pogranicza. A do tego, unikalne w stolicy występy kapel folkowych;
rodzimych i tych zza wschodniej i południowej granicy. Postanowiliśmy więc
wykorzystać okazję.
Teren, który chcieliśmy spenetrować, to najbliższe okolice Puszczy Białowieskiej,
dolina górnej Narwi na północ od puszczy oraz obszar na południe od
niej, aż do doliny Bugu w okolicach Mielnika. Jako miejsce noclegów,
wieczornych ognisk oraz bazę wypadową dla codziennych wycieczek wybraliśmy
uroczą, wiejską kwaterę "U Pani Niny" we wsi Grabowiec koło
Dubicz Cerkiewnych.
I tu trzeba napisać kilka słów o kwaterze, bo nie jest to taka
zwyczajna agroturystyka.
Do swojej dyspozycji dostaliśmy wyjęte żywcem z XIX wieku, drewniane
gospodarstwo, w samym środku podlaskiej wioski. Drewniana chałupa z
ozdobnymi okiennicami. Wewnątrz: niebieskie ściany zdobione rustykalnymi
malowidłami; na ścianach białoruskie ręczniki, ikony; na podłogach
podlaskie chodniki; ręcznie haftowane poszewki na poduszki obrusiki,
narzuty, firaneczki... Chałupa zaopatrzona w tradycyjne piece kaflowe,
kuchnię z piecem oraz ... zupełnie współczesną łazienkę z
prysznicem i toaletę (jednak z bieżącą wodą ;)). Obejście w stylu
dawnej zagrody podlaskiej - chałupa bliżej drogi, za nią podwórze z
zabudowaniami gospodarskimi (zabytkowe, drewniane: stodoła, obory, komórki
pełne porąbanego drewna, studnia...) - prawdziwy skansen !!! Po środku
podwórza miejsce na ognisko z ławeczkami. W całym gospodarstwie miejsc
noclegowych, gdzieś dla 12-15 osób. Luksusów jednak próżno szukać.
Pani Nina - mieszkająca w sąsiedniej wsi starsza kobiecina w zdobionej
chuście na głowie - pozostawia całe obejście pod opieką przybyszów,
prosząc by w czasie swojego pobytu, poczuli się prawdziwymi
gospodarzami. W niewielkim sadzie, czerwienią się na drzewkach wiśnie i
czereśnie, a uczynni sąsiedzi co ranek, podrzucają pod drzwi świeże
mleko "prosto od krowy" i truskawki "prosto z pola". W
zamian za to, nasza "folkowa" ekipa raczyła co wieczór
okolicznych gospodarzy ogniskowymi śpiewami z wiejskiego podwórza, aż
do późnej nocki. Ale w końcu świętojańskie, czerwcowe nocki to najkrótsze
noce w roku.
Jednak tak naprawdę prawdziwe muzykowanie, śpiewy, tańce i wspólna
zabawa odbywały się w te dni w Czeremsze.
Spotkania Folkowe "Z wiejskiego podwórza" ściągają co roku
do Czeremchy, osady tuż przy granicy z Białorusią, najbardziej zagorzałych
miłośników muzyki folkowej - radosnej zabawy w rytm muzyki i śpiewów,
inspirowanych wielonarodową kulturą i tradycją ludową. Na program
dwudniowej imprezy składały się: koncerty zespołów folkowych, wystawa
unikalnych, starych fotografii (Podlasie lat 20-tych i 30-tych) oraz
wioska folkowa, a w niej: drewniane wiaty z warsztatami bębniarskimi i
tanecznymi; potrawami regionalnej kuchni; pokazami garncarstwa, kowalstwa
i plecionkarstwa; stoiskami rękodzieła ludowego; wydawnictwa z muzyką
folkową i ludową, śpiewniki... Zabrakło jedynie pokazów slajdowych
(pole do popisu na przyszły rok dla Jaremy ;)
Część koncertów odbywała się w sali Ośrodka Kultury, większa część
- na dużej scenie w plenerze. Repertuar i style muzykowania bardzo
urozmaicone, tak jak i publika złożona z wszelkiej proweniencji
folkowych przybyszów; całych rodzin i grupek mieszkańców Czeremchy i
okolicznych wiosek; gminnych notabli, dziennikarzy; muzykantów;
kolorowych folkowych "dzieci kwiatów", a także roztańczonych
maluchów, radośnie pląsających pod sceną ... Prawdziwie ludowy festyn
- niezawodny browar Łomża, kiełbaski, nocne tańce w deszczu (plener)
albo pomiędzy krzesełkami (sala).
A na scenach grali i śpiewali:
* Sarakina - klimatyczna muzyczka z pogranicza folku, jazzu, muzyki poważnej
i sakralnej w aranżacjach bułgarskich i macedońskich;
* Odpust Zupełny - "zespół muzyki dawnej inaczej", nawiązujący
do czasów średniowiecznych trubadurów, tradycji pieśni rybałtowskich
i rycerskich...", w folkowych aranżach i ogniskowych klimatach (główna
nagroda na tegorocznym Festiwalu Muzyki Folkowej "Nowa
Tradycja");
* miejscowa Czeremszyna - skoczne, ludowe kawałki w "tutejszej
gwarze chechłackiej" (specyficzna mieszanka ukraińskiego, białoruskiego
i polskiego); piosenki ukraińskie, białoruskie i łemkowskie, aranżowane
na akordeon, gitarę, mandolinę, sopiłki (rodzaj fletu ukraińskiego), bębny
oraz bas-bałałajkę;
* Orkiestra Na Zdrowie - żywiołowe folk-reggae z ekologicznymi tekstami
i pod wodzą kultowego barda Jacka Kleyffa (nocny trans na świeżym
powietrzu)
* Hosadyna - młoda ekipa folkująca w tradycyjnych klimatach łemkowsko-ukraińsko-słowackich;
* białoruski Pałac - współczesny folk wykorzystujący motywy z białoruskich
pieśni i obrzędów;
* ukraińskie Haydamaky - czadowe połączenie ukraińskiego
folkloru z punk-rockiem, reggae, ska - pod sceną pogo, wężyki, szaleństwo...
* Kapela Duszana i Lubki Tumovej - tradycyjne, słowackie muzykowanie;
liryczne, ludowe przyśpiewki przy akompaniamencie cymbałów;
* na zakończenie jeszcze tylko barwne widowisko Teatru Ognia "Klan
Grus" ...
... i już spokojnie można było wracać na folkowe ognisko, granie i śpiewanie,
tym razem na prawdziwym wiejskim podwórzu w Grabowcu.
Podobno już tradycyjnie, folkowcom wszedł w paradę deszcz, a w
pierwszym dniu koncertu zbuntował się nawet prąd (nie ma to jak występy
unplugged przy świecach ;). Ale cóż to znaczy w obliczu przemożnej chęci
wspólnej zabawy? :) A zabawa była naprawdę przednia. Już teraz
szykujemy się w komplecie (a zwłaszcza "ci mniejsi") na
kolejne Spotkania w Czeremsze za rok.
No ale przecież nie samą muzyką, śpiewem i zabawą żyliśmy na tym
wyjeździe. W chwilach wolnych penetrowaliśmy okolicę i staraliśmy się
dotrzeć do miejsc, do których jeszcze żaden Jaremowicz nie dotarł :)
W puszczy, poza znanymi i lubianymi (lub też nie) miejscami i obiektami,
dotarliśmy na południowy, najbardziej dziki i niedostępny obszar, tuż
przy samej granicy. Poruszając się Trybem Olemburskim, dotarliśmy w
najdzikszą na terenie puszczy dolinkę rzeczki Leśna Prawa. Dolina jest
matecznikiem przeróżnych zwierzątek, ptaków, ostają naprawdę
zapierającej dech w piersiach roślinności: łąkowej, bagiennej i leśnej.
Naokoło same ścisłe rezerwaty, a poza nami żadnej "żywej
duszy".
Na samym południowym skraju puszczy, odnaleźliśmy też głęboko
zagubione w lesie drewniane przysiółki: Wygon i Nikiforowszczyzna - to
już na pewno Białoruś ;)
W Obrębie Ochronnym Hwoźna, w pobliżu granicznej wioski Masiewo,
natrafiliśmy na mini skansen leśnej kolejki (niemieckie wagoniki z
Fabricke Breslau z XIX wieku) służącej do wywozu drzewa z puszczy, a w
okolicach Siemianówki podziwialiśmy z wieży widokowej zachód słońca,
nad rozległą w tym miejscu doliną Narwi.
Jednakże Białostocczyzna znana jest (a jeśli nie, to być powinna)
przede wszystkim z uroczych, drewnianych cerkiewek. Są ich setki, nawet w
najmniejszych wioskach, rozrzuconych w szerokim pasie wzdłuż granicy z
Białorusią, począwszy od doliny Bugu na południu, aż po Puszczę
Knyszyńską na północy. Cerkiewki - bajkowo kolorowe (pastele: błękitne,
niebieskie, żółte, zielone, jasne brązy - jak z dawnych rosyjskich
bajek dla dzieci), koronkowe zdobienia w stylu rosyjskim, regularne kształty
i małe kopułki na szczytach, barokowe zdobienia i malowidła ścienne w
środku - usadowione są wśród drewnianych gospodarstw podlaskich
wiosek. Najładniejsze, z tych co widzieliśmy, są w: Koterce, Zubaczach,
Milejczycach, Werstoku, Szczytach, Pasynkach, Juszkowym Grodzie, Narwi i o
dziwo, aż dwie w Bielsku Podlaskim (co nas kompletnie zaskoczyło, bo
stoją w środku miasta), gdzie jest jedyna w kraju szkoła malowania
ikon.
Całą resztę naszych przygód, wrażeń z odwiedzonych miejsc opowiemy
już tylko "ciekawym", w kameralnym gronie, nastroju folkowych
nut Czeremszyny, przy slajdkach i mapach, popijając zimnego dojlidzkiego
"Żuberka" oraz tradycyjny kwas chlebowy :-)
Uroków podlaskiego, wiejskiego podwórza doznawała "folkowa"
ekipa w składzie:
ci mniejsi - Iguś, Michaś, dwie Ole i Patrycja oraz
ci więksi - Agnieszka, Kasia, Jola i Michał, Ania i Piotrek.
pozdrawiamy
Ania i Piotrek