Czerwone Bagno
Wiosenno-zimmowe ognisko w Grzędach
3-4 marca 2007
A Jurek mówił, że to Tabaki nagoniły wszystkich na to ognisko i złościł
się, że to on musi wszystkich wyganiać z dobranocki na dwór.
Dla mnie ten wyjazd to mistrzostwo świata. Flaczyńscy olali, że kończy im
się kasa, Jurek wyjechał, mimo chorej Zosi, bo się zobowiązał, Tabaki mimo
wszystko, a my mimo chorych dzieci razem z ferajną.
Na miejscu padały same rekordy:
- 2 godziny kradzenia samochodu (nawet nie wiesz Baltazarku, z jakim
napięciem czekaliśmy przy ognisku na prawdziwego właściciela tego Golfa)
- 6 godzin na pokonanie 6km na rowerach (brawo cykliści, piękny wynik.
Ciekawe ile by to trwało bez pozbycia się tej reklamówki)
- i niezliczone próby zastąpienia Pepe.
Było nam przeraźliwie smutno bez Ciebie, nasz drogi KO. Z początku była
cudowna orzechówka, ale potem szal żalu przygasił ogień, więc zaśpiewaliśmy
zielonego ogórka, potem pojawiły się żubry a kiedy odeszły szal żalu... no
i łopatka.... a potem... no i ojciec przyniósł nowe szachy... roztańczone
dziewczyny... meliniarski zaśpiew J... rozochoceni gitarzyści... Zdaje się,
ze przemawiałem, ale chyba niezbyt mądrze, bo mądre rzeczy to ja pamiętam i
później sobie zapisuję :-)
Rano jak to rano, jełosie i wildziki ale ciekawsze było inne zjawisko. NIEWOLNICTWO. Wszystkie dziewczęta grzecznie za takim J.M, nawet jeżeli ten właził w wodę po pas. Pajero to jednak piękny wóz...
Po drodze stanęliśmy w Łomży w restauracji pod Łosiem czy też Łosiowej, gdzie zobaczyliśmy pierwszego łosia naprawdę z bliska. Było to, przynajmniej dla mnie, ukoronowanie tego wyjazdu. Łoś z boczkiem i fryteczkami jest O.K.
W poniedziałek obudziliśmy się naładowani i ciągle podnieceni tym, co przeżyliśmy. I tylko nasze młodsze dziecko teatralnym szeptem śpiewało babci: ŁOPATKA, ŁOPATKA, ŁOPATKA...
Saturator
P.S. Daje się we znaki brak śpiewników. Może by tak to cudo gitarzystów połączyć ze "śpiewnikiem dla Oli"; powstałoby coś monumentalnego i bardziej po Polsku?
Relacja Radka TabakaWitajcie
Miało być inaczej, mieliśmy dotrzeć ok 11 w nocy całą rodzinką a
dotarliśmy o 11 ale w południe w niedzielę i tylko we dwóch z niezwykle
zdeterminowanym na wyjazd Krzysiem. 6 godzin w samochodzie (tam i powrót)
i 4 wędrówki to może nie jest zbyt efektywne ale po prostu musieliśmy
przyjechać i już.
W Grzędach dotychczas nie byliśmy, ale bardzo nam się podobało (zarówno okolica jak i sama leśniczówka) i chętnie tu wrócimy w bardziej sprzyjających okolicznościach najprawdopodobniej z rowerami.
Dzięki i jeszcze raz przepraszamy za spóźnienie
Radek