Cześć!
Jak niektórym wiadomo od 22 do 25 czerwca przez 4 dni byliśmy na Litwie -
Poldolotem oczywiście.
W piątek dojechaliśmy do wioski Posejdele, gmina Giby, powiat Sejny, gdzie za 17 zł przespaliśmy się w agroturystyce - bardzo fajnie. W sobotę rano podjechaliśmy do granicy w Ogrodnikach, zakupiliśmy za 45 zł obowiązkowe ubezpieczenie na samochód i po 15 minutach bez problemu już jechaliśmy po drogach Litwy.
- Pierwsze wrażenie, to że jest bardzo dużo drewnianych domów, rolnicy jeżdżą
wozami ciągnionymi przez konie, oraz że samochody Litwinów to w większości
ok. 10-letnie Ople, Audi, Fordy, Mercedesy i Volkswageny, natomiast nie widuje
się samochodów wyprodukowanych przez kraje byłego obozu (Łada, Skoda,
Polonez, Moskwicz, Wołga itd.) Tylko policja jeździ czasami Ładami.
- Drugie wrażenie, to że drogi są lepsze niż w Polsce - równe, bez dziur,
zadbane, często widać roboty drogowe. Główne drogi są bardzo zadbane,
natomiast drogi drugorzędne mają przyciętą na poboczach trawkę, są dobrze
oznakowane i też są równe i bez dziur. Wszyscy trzymają się przepisów,
bardzo dużo policji z radarami. Policja nas nie zatrzymała ani razu ale też
trzymaliśmy się ograniczeń prędkości.
Kurs wymiany 1 Lit = 1,13 PLN. Wydaliśmy przez 4 dni 560 Litów w tym 100 na paliwo (tj. autogaz) 30 na pamiątki (piwo zabrane do kraju), 22 film, 120 noclegi, 20 prom, 85 za bilety wstępów, 183 jedzenie i piwo wypite na miejscu.
W sobotę zwiedzaliśmy:
Potem jechaliśmy ponad 200 km autostradą, taką z prawdziwego zdarzenia jakiej w Polsce tak długiego odcinka nie ma. To był najdłuższy odcinek w historii Poldolota bez schodzenia poniżej 100 km/h. Dojechaliśmy przed zmierzchem do Klaipedy, i jeszcze ok. 20 km na północ do Palangi -największego kurortu nadmorskiego Litwy.
Już przed wjazdem do miasta stoją ludzie z tabliczkami - "wolne pokoje" oczywiście po Litewski "Nuoma Kambariu" czy jakoś tak. My tradycyjnie sami poszukaliśmy kwatery, po obejrzeniu 6 czy 8 miejsc w zabytkowych drewnianych domach o niskiej cenie (8-15 Litów za osobę) i niskim standardzie (małe okno, ściany obite ceratą, brak prysznica itp. itd.) zakwaterowaliśmy się bardzo blisko plaży w czymś co było luksusowe (ładny pokój z balkonem z którego słychać szum morza, elegancka kuchnia i łazienka) za 20 Litów od osoby.
Wieczorkiem spacer po Palandze - molo jak w Sopocie, zachód słońca, pasaż gdzie dziesiątki restauracji, puby, night cluby, muzyka na żywo, występy, tańczące dziewczyny, nic tylko wypoczywać. W nocy nie zrobiło się ciemno, cały czas północny horyzont był różowy, a gwiazdy, choć widoczne, na jasnym niebie. Niezłe wrażenie robi patrzenie z molo na gwiazdę polarną ponad morzem a pod nią na horyzoncie dokładnie na północy różowy pasek oświetlony przez słońce.
Niedziela
Od 8 rano zaczął padać deszcz, na szczęście do 12 przeszło. W Palandze
zwiedziliśmy pałac Tyszkiewiczów w lesie ze 300 m od plaży, słychać szum
morza, wokoło park, robi niezłe wrażenie. Pojechaliśmy do Klaipedy, przepłynęliśmy
promem z Poldolotem na mierzeję Kurońską oddzielającą Zalew Kuroński
(podobny do zalewu Wiślanego ale większy). Dojechaliśmy do Muzeum Morskiego.
A tu !!!!!!! pokaz w delfinarium - 5 delfinów, grają w
koszykówkę, tańczą, skaczą nad liną, skaczą przez kółka, potem wpuścili
2 foki, tego ja nie potrafię opisać, trzeba żeby opowiedziała to Iwona.
Jeszcze na koniec występ lwa morskiego, który grał w piłkę z publicznością,
klaskał itd itp. To zapewne najlepszy punkt całego wyjazdu.
Pojechaliśmy 50 km wzdłuż mierzei Kurońskiej pod granicę obwodu
Kaliningradzkiego. Olbrzymie wydmy piaszczyste - większe od tych w Słowińskim
parku koło Łeby. Wioski rybackie, zabytkowe, pięknie odnowione,
tu czuliśmy się nie jak w byłym ZSRR lecz jak w Szwecji. Chodniczki, przycięte
trawniczki, niesłychane. A nocleg w wiosce Nida w zabytkowym rybackim domu
drewnianym w apartamencie 2 pokoje, kuchnia, łazienka, widok na Zalew Kuroński
20 Litów od osoby.
Poniedziałek
Wędrowaliśmy po plażach, wydmach i wioskach mierzei Kurońskiej. Odwiedziliśmy górę - zalesioną wydmę - z parkiem rzeźb drewnianych - kilkaset wielkich pięknych rzeźb, w plenerze, np. całe założenia jak wesele z orkiestrą i gośćmi, piekło, rycerz walczący ze smokiem i czekająca królewna itp. itd. Wspaniałe miejsce. Po południu wróciliśmy promem do Klaipedy, zwiedziliśmy starówkę (kiepska) i stwierdziliśmy, że jesteśmy zmęczeni i wracamy na nocleg do Palangi aby pospacerować po pasażu i zjeść dobre jedzonko. Zamieszkaliśmy w tej samej kwaterze co dwie noce wcześniej.
Wtorek
Z Kejdan prosto do granicy. O 21 byliśmy na przejściu w Ogrodnikach, po 3 minutach bez kolejki już pędziliśmy po drogach Suwalczczyzny. O 21.45 pierogi i żurek w Augustowie, o 1.10 w domu.
Pokonaliśmy 1100 km po drogach Litwy, (plus 600 km w Polsce), zrobiliśmy 4
filmy zdjęć. Nie zaliczyliśmy z braku czasu miejsc:
1) Wilno
2) Auksztocki Park Narodowy
3) Troki
4) Druskienniki
5) Dżukijski Park Narodowy
a więc ponieważ nasze ubezpieczenie na Poldolota na Litwę jest ważne do 6
lipca, wymyśliliśmy sobie, że jedziemy na weekend 29-30 czerwca do tych 5
miejsc wschodniej Litwy.![]()
Pozdr.
Jurek