Cześć!
Mailuje do Was z Norwegii z kempingu w Kvikne Musze zaprotestowac - nieprawda jest, jakoby w Norwegii padaly jakies deszcze lub by na niebie byly chmury. Opowiesci Baltazara o deszczowym Fiordlandzie albo Saturatora o zimnym, wietrznym i pochmurnym parku Rondane ni jak sie maja do obecnej bezchmurnej, cieplej i slonecznej pogody.
Od 8 dni podazamy od Sztokholmu (dokladniej od promu z Gdanska ktory wysadzil nas w Nynashamn). Po zwiedzeniu zamku Gripsholm (taki Krzyztopor gdyby nie bylo potopu) oraz kopalni miedzi w Falun (bardzo ciekawa podziemna trasa), pojechalismy dalej na polnocny zachod az do zdecydowanie wartych odwiedzenia parkow narodowych pogranicza Szwecji i Norwegii. Szczegolnie zauroczyl nas Rogens Naturreservat . Wczoraj odwiedzilismy miasteczko gornicze Roros (na liscie UNESCO).
Nocujemy w namiocie troche na kempingach, troche na dziko. Jest calkiem fajnie. Dziewczyny najbardziej raduja sie z bardzo licznych i porzadnych placow zabaw.
Po pierwszym tygodniu spędzonym w Szwecji przejechaliśmy do Norwegii, najpierw Roros i potem skierowaliśmy się do fjordlandu. Nadal mieliśmy przepiękną pogodę. Zjazd do pierwszego fiordu (od Oppdal doliną Sundal) robi niesamowite wrażenie. Góry mają 1500 metrów przewyższenia z obu stron doliny, i widać sporo niewielkich wodospadów. Naszym celem był wodospad Mardalsfoss. Ten wodospad - reklamowany jako najwyższy w Europie Północnej - w poprzednich wyjazdach do Norwegii zawsze był jakoś nie po drodze. A warto go obrać jako cel główny, gdyż rzeczywiście robi niesamowite wrażenie. Warto też sprawdzić datę - gdyż woda jest tylko 2 miesiące w roku od 20 czerwca do 20 sierpnia - a potem zabierają wodę do elektrowni wodnej. My zdążyliśmy :) . Wędruje się ok. 45 minut dziką ścieżką przez las bardzo przypominający lasy Nepalu by wyjść do stóp wodospadu.
Kolejny dzień to znów ponad 20 stopni i bezchmurne niebo. Przejechaliśmy wysoką drogą, która od Mardalsfoss wznosi się na fjell na prawie 1000 metrów. Niezwykły jest kontrast tundry na górze i ciepłego morskiego klimatu z bujną roślinnością nas fjordem.
Następnym celem było odwiedzić dolinę Innerdalen - "Najpiękniejszą dolinę Norwegii". Wkrótce dowiedzieliśmy się dlaczego tak nazywają to miejsce. Najzwyczajniej - zamiast typowych norweskich gór o spłaszczonych wierzchołkach - dolinę Innerdalen otacza kilkanaście gór jak skalne zęby w tym jedna najpiękniejsza, przypominająca Matterhorn: To masyw Trollheimen - świetne miejsce na wędrówki górskie. Sama dolina Innerdalen jest prawie na poziomie morza, są w niej piękne jeziorka i schronisko, natomiast szczyty górują ponad tysiąc metrów nad nami jakbyśmy byli w olbrzymiej katedrze.
Zatęskniliśmy za oceanem. Jest takie miejsce - droga atlantycka - gdzie smak i zapach oceanu powinien być wszechobecny. Droga długości 8 km poprowadzona praktycznie po otwartym Atlantyku. http://no.wikipedia.org/wiki/Atlanterhavsveien Ale oczywiście była piękna, bezwietrzna pogoda i Atlantyk miał fale jak jezioro Śniardwy. Wrażenia mizerne. Ciekawszy był nieodległy kościół drewniany typu Stav z 14 wieku w Kvernes oraz bunkry z II Wojny Światowej w miejscowości Bud.
W końcu pogoda przypomiała sobie o tym, że to Norwegia. Od tej pory systematycznie się ochładzało i coraz więcej padało aż do końca wyjazdu.
Skierowaliśmy się w najpopularniejsze rejony fjordlandu. Droga Trolli, rejon Tafjord. Potem w deszczu Geirangerfjord. Pól dnia słońca wykorzystaliśmy na zwiedzenie doliny pod lodowcem Kjendalsbreen - zdecydowanie warto - o ile lodowiec jest taki sobie, to dolina przecudna - z wodospadami i jeziorami o turkusowej wodzie. Moim zdaniem Kjendalsbreen to najpiękniejsza dolina u stóp największego Norweskiego lodowca (Jostedalsbreen), ładniejsza od widzianych przezemnie wcześniej Briksdal, Nigards itd.
Po południowej stronie lodowca jest Muzeum Lodowców. Warto to miejsce odwiedzić - są bardzo autentyczne, multimedialne prezentacje - o zmianach klimatycznych. Jest sztuczny lodowiec pod którym można powędrować słuchając jak trzeszczy. Dziewczyny się bały strasznie - ale dały radę. Na koniec jest film szerokoekranowy - sfilmowany lodowiec i jego jęzory - filmowane głównie z helikoptera lecącego tuż nad lodowcem. Wrażenie jakby się naprawdę poleciało na helikopterową przejażdżkę.
Kolejny dzień to znów pół dnia slońca - akurat by zwiedzić najcenniejszy Norweski kociółek Stav w Urnes. To najwspanialszy norweski kościół, od 1130 roku praktycznie w niezmienionej formie. Gdy się depcze drewniany próg z drzewa ściętego 900 lat wcześniej odczuwa się jakiś magiczny szacunek do tego miejsca. Przewodnik opowiada przez godzinę przeróżne ciekawostki, które trzymają w napięciu - a kościółek jest malutki jak najmniejsza cerkiewka Beskidu Niskiego.
Z tamtąd - już w deszczu - przejechaliśmy górską drogą do Ovre Ardal i dalej najdłuższym drogowym tunelem świata (24,5 km, w środku 3 duże komory do zatrzymania się z niebieskim - kosmicznym podświetleniem) do fjordów Aurlands i Neroy - ten drugi fjord jest na liście Unesco jako najpiękniejszy - jest wyjątkowo wąski i kręty. Warto zajrzeć do doliny Undredal, kończącej się piękną osadą nad fjordem. Cisza, woda i wielkie góry a do tego małe domki malutkiej wioski i malutki kościółek.Kolejne pół dnia słońca i zwiedziliśmy dwie ciekawe doliny, przez które można przejechać samochodem po płatnych, gruntowych, prywatnych drogach i gdzie można rozbić sobie na dziko namiot.
Czas opóścić fjordy. Podążyliśmy na poludnie drogą nr 50, na której są tunele w kształcie wznoszącej się spirali. Pogoda się psuła i nocleg w okolicy Geilo był najzimniejszym naszym noclegiem (ok. zera a nocy i mokro). Dalej zajrzeliśmy jeszcze do 3 kościołów stwa - w Uppdal, Nore i Heddal. Wszystkie 3 ładne, ale już nie to samo co Urnes.
Piątkowym wieczorem Iwonka z dziewczynami wsiadły do różowego samolotu Wizzair z Oslo do Warszawy. A ja? Krótka noc na kempingu nadmorskim i o 8 rano w sobotę prom do Danii (Larvik-Hirtshals) i już tylko 1400 km szybkiej jazdy do Warszawy - wyrobiłem się w 15 godzin - czyli byłem przed 3 w nocy w domku.
A potem pogoda w Norwegii całkiem się popsuła. 3 dni po naszym powrocie w Oslo było poniżej 10 stopni w dzień, prawie zero w nocy, deszcz. Dlatego Norwegia jest piękna, ale ma wredną pogodę. Jeśli się dobrze trafi - to najwspanialsze miejsce na wakacje.
Pozdr.
Jurek