Witamy,
Minęło już parę dni od zakończenia OSOTT-u i czas opisać trochę naszych wrażeń. Ponieważ przyjechaliśmy na OSOTT zwabieni głównie myślą obejrzenia ciekawych slajdów, a w sobotę o trzeciej nad ranem to właśnie nam udało się zdjąć z drzwi do sali slajdowej rozpiskę pokazów, więc przepisaliśmy ją, usunęliśmy pokazy, których nie było, zbliżyliśmy godziny do rzeczywistych i zamieszczamy poniżej. Być może w planie są jeszcze błędy, gdyż nie wszystko udało nam się zobaczyć. Czasem wychodziliśmy na kufel piwa, bądź by porozmawiać z jakimś obieżyświatem, trampem lub turystą.
| Czwartek, 11 listopada 2004: | Piątek, 12 listopada 2004: |
|
17:30 18:00 19:00 20:00 21:00 22:00 23:00 24:00 |
9:45 10:30 11:30 12:30 15:15 16:00 17:00 18:00 19:15 Kolacja "dookoła świata" 21:15 Pokazy specjalne 23:15 24:00 01:00 02:00
73) Katarzyna i Jakub Szumielewicz - Belgia |
Na wielu pokazach widzieliśmy sporo ciekawych rzeczy, większość pokazów była bardzo dobrze, starannie przygotowana. Z reguły były tylko bardzo dobre technicznie zdjęcia. To krok w przód, chyba każdy kolejny OSOTT to coraz lepsze prezentacje. Warunki do pokazów też są dużo lepsze niż kilka lat temu, duży ekran, dobry rzutnik i super nagłośnienie. Nie możemy się powstrzymać, by nie wymienić pokazów, które szczególnie utkwiły nam w pamięci. Części nie widzieliśmy, więc jest to nasze zdecydowanie subiektywne i wyrywkowe spojrzenie. Nie widzieliśmy na przykład żadnego pokazu Tomka Nogi :( Jakoś tak się składało, że zawsze w tym czasie piliśmy piwo :)
Od początku, chronologicznie:
Zbyszek Bochenek z Argentyną, to doskonale dopasowana muzyka i sekwencje tańca tanga w Buenos z podkładem muzycznym. Doskonale dopasowana muzyka królowała też na drugim pokazie Zbyszka z Chile.
Ciekawy pokaz i ładne zdjęcia Marzeny Głaszczki i Wojtka Gali z Drugiej podróży dookoła świata. Pozostałe dwa pokazy tych autorów przegapiliśmy i bardzo tego żałujemy.
Joanna i Artur Morawiec zaskoczyli nas nowym spojrzeniem na Ganges, dwa pokazy w których zobaczyliśmy Ganges w nowych miejscach, cały czas czując mistycyzm tej rzeki.
Paweł Duński i Litwa i Łotwa na rowerze, gdzie w końcu mogliśmy obejrzeć tereny jakże bliskie i ciekawe, ale wciąż dla nas tajemnicze, tereny dawnych kresów Rzeczpospolitej.
Mieciu Piechocki i Kanał to najśmieszniejsza opowieść jaką można było usłyszeć, a kanał Bałtycko Białomorski to bardzo ciekawy, niepowtarzalny koniec świata.
Marek Kulczyk opowiedział nam o Mali w taki sposób, że łezka tęsknoty zakręciła się w kąciku oka.
Marek Murawski i Mongolia to pierwszy w historii pokaz, gdy ktoś wreszcie pokazał jak wygląda Ułan Bator.
Sebastian Domżalski z Mt. Blanc to znów historia o której nigdy nie zapomnimy, historia wbitego w serce czekana.
Rumunia Beaty i Grzegorza Krainerów przypomniała nam, że bliskie też jest piękne, a Patagonia, że zapach wiatru od Pacyfiku i śnieżnych gór Ameryki Południowej zawsze nas będzie tam ciągnąć, i myślami i planami podróżniczymi.
Czwartkową noc spędziliśmy przy piwie w hotelowym barze, rozmawiając o dalekich krajach.
Piątek tradycyjnie zaczęliśmy od zaspania, a dotarliśmy na salę dopiero pod koniec trzeciego pokazu, gdyż przy śniadaniu długo rozmawialiśmy z Nomadem (Marek Lechki), który obalając stereotyp trudności technicznych kreowany przez rajd Paryż Dakar, samotnie przebył motorem wiele tysięcy kilometrów wzdłuż i wszerz Afryki Zachodniej.
Do 12.30 pokazy odbywały się techniką rzutnika multimedialnego.
Podobał się nam pokaz Grzegorza Golca z Etiopii. Pomimo kłopotów technicznych z prezentacją, sporo nowego dowiedzieliśmy się o tym kraju. Żałowaliśmy, że zaspaliśmy na poranny pokaz Magdy Lipko z Etiopii Ukuligula.
Staszek Strelnik z Irlandią to pokaz z minimalnym komentarzem, a głównie z doskonałą muzyką i wspaniale dopasowanymi zdjęciami. Byliśmy pod wrażeniem, i to chyba nie tylko my.
Czesław Lakarewicz i Szczęśliwe wyspy to wesoła opowieść o Zuzi, za plecami której zobaczyliśmy całkiem ciekawą relację z Wysp Kanaryjskich.
Jacek Torbicz zaskoczył nas, że da się odwiedzić dziś Afganistan, i że jest on wciąż kolorowy, bardzo ciekawy, choć niebezpieczny.
Wojtek Dąbrowski utwierdził nas w przekonaniu, że małe wysepki Polinezji to antypody, gdzie jest piasek i palmy i niewiele więcej. A mieszkańcy łowią ryby, są uśmiechnięci i odcięci od reszty świata.
Marek Kalmus przypomniał nam, że troszkę dalej od typowej trasy turystycznej są w Indiach bardzo ciekawe miejsca. Zarówno Radżastan ze swymi zamkami i pałacami, Udaipur z pałacami na wodzie, jak i indyjskie Himalaje na pograniczu z Tybetem to miejsca które trzeba kiedyś będzie koniecznie odwiedzić.
Kolacja Dookoła świata. Tu nie mam nic do dodania. Po prostu trzeba się było przebrać. A jak się stroju nie miało to był wstyd i tyle. Dobry pomysł był z tą kolacją. Niech by tak było na każdym OSOTT-cie. Gdy siedzimy w ciemnej sali i oglądamy slajdy, brakuje nam takich chwil integracji, gdy wszyscy możemy się zobaczyć i bawić razem.
Pokazy specjalne po kolacji wszystkie były bardzo starannie przygotowane. Najwspanialsza była maszyna do diaporamy zbudowana z dwóch rzutników Diapol i z przenikarką w postaci gałki. Piękna maszyna. Marzenie.
Po pokazach specjalnych znów zaczęły królować nasze ulubione dwunastominutówki. Wojtek Dąbrowski przypomniał nam, że istnieje państwo zwane Angolą, a także, że jest ono niezwykle egzotyczne.
Następny pokaz, który nas zauroczył to multimedialny pokaz Nepal, Tybet, Chiny Jurka Pawlety. To była prawdziwa uczta dla tych co lubią artystyczne slajdy przy muzyce.
Agnieszka i Łukasz Wroczyńscy sporo nowego przekazali nam na temat Nowej Zelandii, gór fiordów i lodowców południowej wyspy.
Ostatni pokaz XX OSOTT-u, Marcin Złomski i Dach świata wart był zaczekania do tej 3 rano. Zobaczyliśmy dużo portretów Tybetańczyków, ciekawy trekking do stóp Everestu od północy i widoki najwyższej góry świata z przemieszczającymi się wokoło chmurami. Piękna końcówka pięknego cyklu 75 pokazów slajdów.
Po ostatnim pokazie kontynuowaliśmy noc przy gitarze i śpiewach, a głównym gitarzystą był Jurek Kostrzewa, którego kiedyś przypadkiem spotkaliśmy w Nepalu, i którego zawsze będziemy sławić, jako modelowego podróżnika. Smak Whiskey rozlewanej przez Krzyśka Kmiecia pozostanie w naszych ustach na długo. Wesoła zabawa trwała do szóstej rano.
Sobotę tradycyjnie zaczęliśmy od zaspania i dotarliśmy na salę dopiero w trakcie rozdania nagród za najlepsze plakaty i relacje z podróży. OSSOT-owicze szybko rozjechali się w Polskę. Jednego zdążyliśmy jeszcze złapać po drodze na autostop i zawieźć na przystanek PKS, a potem już sami podążyliśmy w Tatry, by w niedzielę zasiąść w śniegu na Rusinowej Polanie i spoglądając na świeżo zaśnieżone szczyty rozmarzyć się, że znów widzimy Himalaje....tak jak widzieliśmy na slajdach na OSOTT-cie.
To dobrze, że Andrzej Urbanik wciąż ma siłę prowadzić taką imprezę. Oby OSOTT był zawsze. Dziękujemy organizatorom i wszystkim tym, dzięki którym zamiast w nocy spać, marzymy o podróżach.
Pozdrawiamy,
Iwona i Jurek Maronowscy