Eskapada
rowerowa po Suwalszczyźnie
5-7 września 2003
Hej!
Wróciliśmy wczoraj z 3 dniowej eskapady rowerowej po Suwalszczyźnie.
Nocowaliśmy w kwaterze "Nad Hańczą", poleconą nam przez Mariusza,
i nie żałujemy, kwatera jest przepięknie położona na skarpie wysoko nad
jeziorem Hańcza, ma bardzo rozległy widok, zupełnie jak w górach. Wokoło
cisza, bezludzie, pasące się konie, nad Hańczą łódki, plaża, strumyk
wpływający do jeziora, rewelacyjnie. Szkoda tylko, że tak daleko od W-wy, 4
godziny b. szybkiej jazdy. Gdyby nie ta odległość, tu by trzeba zrobić
ognisko weekendowe.
Rowerkiem zjeździliśmy dolinę Szeszupy wpływającej na Litwę, skarpy, lasy,
bezludzia, jeziorka i pagóry Gór Sudawskich przy samej litewskiej granicy,
zjeździliśmy niemal cały Suwalski Park Krajobrazowy z dużymi podjazdami i
zjazdami, jeziorami, głazowiskami, tajemniczymi jarami i strumykami.
Rowerkiem najfajniej było zjechać asfaltem z Rowelskiej Góry (299m) w dolinę
Szeszupy (125m), gdzie na odcinku prawie 8 km, prócz dwóch minipagórków
pedałowanie nie jest konieczne.
Widzieliśmy 7 żurawi w 2 grupach, i udało nam się całkiem blisko do nich
podejść.
Zwyczajnie jadąc rowerem przez las zebraliśmy kilkanaście dużych prawdziwków,
w tym jeden olbrzym 20 cm wysoki.
Ostatniego dnia wróciliśmy przez Gołdapię, gdzie zahaczyliśmy w 4 miejscach
o wiadukty starej słynnej poniemieckiej kolei. Największe są pod Stańczykami,
ale najbardziej zaszokowały nas te nad rzeczką Jarką w środku lasu, blisko
już Gołdapu. Zapomniane przez wszystkich, porośnięte przez las, niemal 20
metrowej wysokości. Gorąco polecamy. Po jednym wiadukcie prowadzi leśna dróżka,
którą pokonał Poldolot (ale bal się wrócić, więc musieliśmy wynaleźć
wyjazd z lasu z drugiej strony wiaduktów). Drugi, równoległy wiadukt jest
porośnięty kilkudziesięcioletnimi drzewami! Czas apokalipsy!
Wczorajszy dzień zakończyliśmy przejazdem przez Puszczę Borecką. Zajęło
nam to tak dużo czasu, że już nie zdążyliśmy przed zmrokiem na Nietlickie
Bagna na obserwację żurawi o zachodzie słońca w ich najliczniej odwiedzanym
siedlisku, a szkoda.
Pozdrawiam,
Iwona i Jurek
PS. A jak byliśmy pod granicą Obwodu Kaliningradzkiego, to ERA wysłała nam
powitalnego SMSa "Witamy w Rosji....itd."-:)))
![]()