Powrót Strona głównaAgnieszka i Piotr Jagodzińscy
gościnnie na stronach JAREMY
zapraszają do relacji z pobytu w Azji Południowo-Wschodniej

O Muay Thai.

Cat, koleżanka, która trenuje Muay Thai, zgodziła się odpowiedzieć na kilka pytań związanych z tą sztuką walki. Oto przebieg rozmowy:

MY: Powiedz nam kilka rzeczy o sobie: jak się nazywasz, skąd jesteś, ile masz lat, jak długo mieszkasz w Tajlandii?

CAT: Nazywam się Catherine Bennett, pochodzę z Anglii, mam 28 lat i mieszkam tutaj od 6 lat.

MY: Przyjechałaś do Tajlandii specjalnie po to, żeby trenować Muay Thai?

CAT: Przyjechałam, żeby podróżować. Muay Thai zaczęłam trenować już wiele lat wcześniej w Anglii. Tajlandia była pierwszym krajem w Azji, który chciałam zobaczyć, i kiedy tu się znalazłam, wiedziałam od razu, że jest to miejsce, w którym chciałabym żyć. Więc skończyłam podróżowanie, wróciłam do Anglii i zaraz potem przyjechałam znowu do Tajlandii, i jestem tu aż do tej pory.

MY: Muay Thai zaczęłaś trenować jeszcze w Anglii, jak dawno temu?

CAT: Kiedy miałam 16 lat. A więc teraz to już 12 lat, z tym że miałam w tym czasie kilka przerw.

MY: Pięć dni w tygodniu poświęcasz na treningi, w pozostałe dwa, w weekendy, zarabiasz na utrzymanie, ucząc angielskiego. Opowiedz nam, jak wyglądają te dni, kiedy trenujesz.

CAT: Wstaję o szóstej lub szóstej trzydzieści, idę na siłownię, biegam pięć lub siedem kilometrów w zależności od tego, jak się czuję lub jak blisko jest moja walka, rozciągam się, co drugi dzień robię trening siłowy. Spędzam w siłowni godzinę lub dwie. Czasami po siłowni idę na saunę. Wracam do domu, jem posiłek, wykonuję jakieś czynności domowe, później śpię około dwóch godzin. Potem jadę do klubu na trzecią popołudniu.

MY: Czy możesz opisać, jak wygląda twój typowy trening?.

CAT: Na początku rozgrzewam się, później rozciągam, skaczę na skakance około 20 minut, znowu rozciąganie, 2-3 rundy walki z cieniem, kopanie w worek. Potem razem z trenerem przez trzy lub pięć rund uderzam w poduszkę, później robię dwie pięciominutowe rundy samego boksu, bez kopnięć, bez uderzania kolanami i bez łokci. Później sparinguję, klinczowanie, znowu kopię worek, rozluźniam się, znowu rozciągam. Tak to mniej więcej wygląda. Wszystko trwa dwie, trzy godziny.

MY: Wygląda na to, że wykonujesz bardzo ciężką pracę. W ten sposób spędziłaś wszystkie 6 lat w Tajlandii?

CAT: Miałam rok przerwy z powodu kontuzji i wtedy nic nie robiłam, byłam wtedy dość gruba. Od półtora roku, tyle minęło od momentu, kiedy wyleczyłam kontuzję, staram się ćwiczyć właśnie tak, ale tylko w niektóre tygodnie, nie codziennie, ponieważ już nie jestem taka młoda i czasami mój organizm mówi mi, że dzisiaj jest to niemożliwe, więc czasami już nie biegam rano, a czasami nie pójdę na salę gimnastyczną popołudniu. Ale dobry tydzień to taki, kiedy ćwiczę rano i popołudniu, taki sobie zawsze stawiam cel, a kiedy zbliża się moja walka, to wtedy już nie mam wyjścia.

MY: Jaki jest twój największy sukces i największa porażka?

CAT: Największym sukcesem, jaki osiągnęłam, jest srebrny medal dla Anglii na Mistrzostwach świata dwa lata temu. W listopadzie w zeszłym roku, również na Mistrzostwach świata, dałam się znokautować dziewczynie z Ukrainy, i to, niestety, kwalifikuje się jako moja największa porażka.

MY: Szukając w internecie informacji o Muay Thai, odkryliśmy, że w Polsce działa duża ilość klubów, w których można trenować tajski boks. Spotykasz czasami polskie dziewczyny na zawodach?

CAT: Nigdy z żadną nie walczyłam, ale czasami spotykam. Na ostatnich mistrzostwach, jeśli dobrze pamiętam, w polskiej ekipie była jedna dziewczyna wśród trzech lub czterech facetów. W ciągu ostatnich 2-3 lat spotkałam także kilku polskich bokserów, którzy przyjechali trenować do Tajlandii, co nie zdarzało się wcześniej.

MY: Będąc w Kambodży, widzieliśmy kilka walk w telewizji, stąd wiemy, że również Khmerowie trenują tę sztukę walki. Czy rozgrywane są walki pomiędzy nimi i Tajami?

CAT: Mogą być rozgrywane, ale nie ma ich zbyt wiele. Tajowie patrzą z góry na zawodników z innych krajów i prawie zawsze wygrywają. Oni wymyślili ten styl walki wieki temu. W czasie wojen z Birmą szkolili swoich żołnierzy i to była ich broń przeciwko żołnierzom birmańskim. Tak powstało Muay Thai. W czasie każdych świąt możesz zobaczyć w telewizji Khmerów, Tajów i Birmańczyków jak walczą w starym stylu, nie zakładając rękawic. Tradycyjnie obwiązywali ręce sznurkiem konopnym i zanurzali w tłuczonym szkle. Obecnie już nie ma tłuczonego szkła, walczą tylko z obwiązanymi rękoma, ale tak czy inaczej, to jest całkiem straszne do oglądania. Wiele ze starych technik zostało porzuconych i już się ich nie używa we współczesnym Muay Thai, które można oglądać na stadionach. Były zbyt niebezpieczne i skracały karierę bokserską. Bokserzy mogli mieć zaledwie kilka walk w swoim życiu i to był koniec. Od kilkudziesięciu lat zawody są rozgrywane według nowych zasad, wprowadzono przede wszystkim rękawice bokserskie.

MY: Powiedz nam, zakładasz amulet przed walką?

CAT: Oczywiście!

MY: Jakie znaczenie mają amulety zakładane przez zawodników, a jakie znaczenie ma taniec, który wykonują na ringu?

CAT: W momencie, kiedy zawodnik wchodzi na ring, ma na sobie plecioną opaskę na głowie, opaskę z materiału przewiązaną przez biceps, która zwykle zawiera wizerunek Buddy i wieniec z kwiatów jaśminku przewieszony przez szyję. Przed walką opaska z głowy i wieniec są usuwane, do walki zawodnik może przystąpić tylko z opaską na ramieniu. Ich zadaniem jest oczywiście przyniesienie bokserowi szczęścia w walce i uchronienie go przed kontuzją. Jeśli chodzi o taniec, ram muay, to za jego pośrednictwem zawodnik przede wszystkim oddaje honor swojemu trenerowi, jak również duchowi tajskiego boksu. Taniec zaczyna się zawsze od rytualnego ukłonu i trwa około pięciu minut. Każdy z zawodników wykonuje go w sposób, w jaki został mu przekazany przez trenera i daną szkołę. Dawniej, jeśli dwaj zawodnicy wykonali ten sam taniec, nie mogli ze sobą walczyć, bo to oznaczało, że mieli tego samego trenera, dzisiaj już nie ma to znaczenia. Oprócz duchowego wymiaru ram muay ma również wymiar praktyczny. Jest to czas, kiedy rozgrzewasz swoje ciało, koncentrujesz się, starasz się myśleć o wszystkich technikach, których nauczył cię twój trener.

MY: W czasie wykonywania ram muay, jak również przez wszystkie pięć rund walki, zawodnikom towarzyszy muzyka trzyosobowego zespołu, który usadowiony jest przy ringu. Muzycy dostosowują tempo swojego grania do tego, co dzieje się na ringu. Przyśpieszają, gdy zadawanych jest dużo ciosów, zwalniają, jeśli tempo akcji spada. Słyszysz te dźwięki, kiedy walczysz?

CAT: Słyszę i nie słyszę. Mam na myśli to, że nie zwracam na nią uwagi, tak samo, jak na okrzyki publiczności. W ringu nie ma prawa nic cię rozproszyć, bo przegrałeś. Wystarczy sekunda nieuwagi i leżysz z ciężką kontuzją.

MY: Kiedy ogląda się walkę Muay Thai, można odnieść wrażenie, że w pierwszej rundzie zawodnicy nie walczą na pełnych obrotach, jakby mieli umowę między sobą, że w pierwszej rundzie nie bijemy się zbyt mocno?

CAT: To normalne, że w pierwszej rundzie starasz się rozgryźć swojego przeciwnika, starasz się ocenić, jakimi dysponuje technikami i w jaki sposób mógłbyś go pokonać. Tak więc zwykle pierwsze dwie rundy są łagodne, a dopiero w kolejnych zawodnicy wkładają w ciosy coraz więcej siły. To jest jak gra w szachy. Muay Thai jest oczywiście bardzo brutalnym sportem, ale jednocześnie bardzo technicznym. W tajskim boksie można używać bardzo wielu technik, możesz uderzać każdą częścią swojego ciała, nogami, nie wyłączając kolan, rękoma, nie wyłączając łokci, nie możesz tylko zadawać ciosów głową. Jednocześnie, możesz uderzać w dowolne miejsce ciała swojego przeciwnika oprócz krocza. Można sobie wyobrazić, co dzieje się, gdy otrzymasz cios kolanem w twarz. Dlatego nie można się śpieszyć i trzeba być bardzo uważnym. Czasami można zobaczyć nokaut w pierwszej rundzie, ale to oznacza, że zawodnik musiał być bardzo niedoświadczony.

MY: Widzieliśmy nokaut w jednej z walk na stadionie Lumphini. To nie była pierwsza runda, a chyba trzecia lub czwarta. Facet wyglądał jak trup. Leżał i nie dawał znaku życia. Trwało to dosyć długo, więc nie czekali na niego, aż się ocknie, tylko ogłosili wynik, a potem załadowali go na nosze i gdzieś wynieśli. Za chwilę już nikt o nim nie pamiętał, bo zaczęła się kolejna walka.

CAT: No, właśnie. Inną sprawą jest to, że kiedy walczysz pięć trzyminutowych rund, to jest to niezwykle wyczerpujące dla twojego organizmu. Więc jeśli wystartujesz zbyt szybko i zbyt ciężko, może ci zabraknąć sił, żeby dotrwać do piątej rundy.

MY: Czy są jakieś różnice pomiędzy kobiecymi i męskimi zawodami Muay Thai? Czy musicie walczyć w kaskach?

CAT: Kobiety walczą w kaskach tylko w amatorskich zawodach. W Tajlandii nie ma żadnych różnic w zawodach rozgrywanymi pomiędzy kobietami i mężczyznami. Być może w innych krajach, gdzie zawody są rozgrywane pod patronatem miejscowych organizacji,  kobiety nie mogą zadawać ciosów łokciami albo rundy są krótsze, dwuminutowe zamiast trzyminutowych. To zależy od organizacji. Jeśli chodzi o Tajlandię, to jedyną różnicą pomiędzy kobietami i mężczyznami uprawiającymi ten sport jest to, że kobiety nie mają wstępu do ringu na wielu salach bokserskich. Kobiety nie mogą walczyć na stadionach Lumphini i Ratchadamnoen w Bangkoku. 30 lat temu jeszcze mogły, a potem już nie.

MY: Dlaczego?

CAT: Chodzi o przesąd. 30 lat temu pewna dziennikarka przygotowywała reportaż o Muay Thai i przyszła na Lumphini lub Ratchadamnoen, nie pamiętam, weszła w ring, żeby zrobić stamtąd zdjęcia. Tego samego wieczoru w czasie walk wszyscy bokserzy zostali wyjątkowo dotkliwie zranieni i po kolei zabierani do szpitala. Więc powiedziano, żadnych więcej kobiet w ringu. Tajowie są chyba najbardziej przesądnym narodem na świecie. 3 lata temu wybudowano w Bangkoku nowy stadion specjalnie dla kobiet, ale obecnie jest zamknięty ze względu na przypadki molestowania seksualnego dziewczyn, które tam trenowały. Ma zostać otworzony nowy w innym miejscu. Stadiony, gdzie są organizowane walki z udziałem obcokrajowców, zwykle zezwalają również na walki kobiet, walczyłam na jednym z lokalnych ringów w Tajlandii. Zawsze po walkach z udziałem kobiet na takich stadionach, organizatorzy ściągają mnichów, żeby poświęcili ring. W klubie, gdzie obecnie trenuję, kobiety są traktowane na równi z mężczyznami, ale w innym klubie, gdzie trenowałam wcześniej przez dwa lata, nigdy nie mogłam wejść do ringu. To utrudniało znacznie trenowanie, zwłaszcza, jeśli musiałam ćwiczyć na betonowej nawierzchni, gdzie kaleczyłam sobie nogi.

MY: Obejrzeliśmy niedawno film Beautiful Boxer, o słynnej Nong Toom, stąd wiemy, ze w zawodach Muay Thai biorą udział również transseksualiści. Nong Toom walczyła z mężczyznami, ale fizycznie sama była jeszcze mężczyzną. Z kim walczą zawodniczki, które przeszły już operację, z mężczyznami czy z kobietami?

CAT: Kiedy ladyboy posiada jeszcze męskie genitalia, może w dalszym ciągu walczyć z mężczyznami, nie ma problemu, ale po operacji już nie. Z drugiej strony bardzo ciężko jest znaleźć kobietę, która chciałaby walczyć z ladyboyem, ponieważ zwykle oni są bardziej doświadczeni i wciąż mają więcej siły. Nong Toom jest już po operacji i jest kobietą, więc nie ma prawa więcej walczyć na Lumphini lub Ratchadamnoen. Dzieliłam z nią pokój w czasie zawodów w Hong Kongu, fantastyczna osoba.

MY: Walczyła z kobietą?

CAT: Nie, z mężczyzną, ale to był obcokrajowiec. Żaden tajski mężczyzna by z nią teraz nie walczył, ewentualnie w walce pokazowej. To była zresztą walka pokazowa. Obecnie w Bangkoku można zobaczyć kilku innych ladyboys na zawodach, ale oni wciąż fizycznie są mężczyznami, więc walczą również z mężczyznami.

MY: W filmie widzieliśmy, że publiczność naśmiewała się z Nong Toom, kiedy wchodziła w makijażu na ring. Jaki jest stosunek publiczności i zawodników do ladyboys w Muay Thai?

CAT: Nong Toom przyszła kiedyś do naszego obozu treningowego i młodsi bokserzy nabijali się z niej, tak, to prawda, że ludzie śmiali się z niej. Tajscy bokserzy nie należą do najbardziej wykształconych i politycznie poprawnych ludzi, którzy żyją w Tajlandii. Znałam bokserów na Ko Samui, którzy wyszukiwali ladyboys, żeby z nimi walczyć i potem bawili się z nimi w ringu, żeby na koniec im porządnie dołożyć, bo to, według nich, równało się dobrej zabawie. Co gorsze, publiczności rzeczywiście się to podobało. Generalnie Tajowie tolerują ladyboys, ale jednocześnie nie marnują okazji, żeby się z nich pośmiać.

MY: Dla nas w dalszym ciągu Tajowie są nie rozwikłaną zagadką. To jest prawie niemożliwe, żeby zdenerwować kogoś na ulicy. Wydaje się, że są najłagodniejszymi ludźmi na świecie i są całkowicie pozbawieni agresji. W Bangkoku możesz chodzić po ulicy o której godzinie chcesz i którędy chcesz i nic ci się nie stanie. Jak to się ma do Muay Thai, narodowego sportu, który jest totalnie brutalny. Wchodzisz na stadion i spotykasz zupełnie innych ludzi, zarówno w ringu, jak i na trybunach?

CAT: Tajowie są bardzo tolerancyjni, ich religia jest bardzo tolerancyjna. Tajski boks jest dla nich tak naprawdę sposobem na zarabianie pieniędzy. Dotyczy to zarówno publiczności, jak i zawodników. Publiczność tak krzyczy i wydaje się oszalała, ponieważ oni robią zakłady. Prawdopodobnie, gdyby nie było zakładów, niewielu Tajów przychodziłoby na stadiony. Tajscy bokserzy zwykle nie są agresywni poza ringiem, czasami gdy się upiją, wiadomo, ale to nie to samo, co w przypadku zachodnich bokserów, którzy zwykle są bardzo agresywni na co dzień i wybrali ten sport, żeby dać upust swojej agresji. Tajscy bokserzy robią to wyłącznie dla pieniędzy, nie z powodu wrodzonej agresji.

MY: Można powiedzieć, że Tajowie są mniej agresywni niż ludzie w Europie?

CAT: O tak, zdecydowanie. Przypuszczam, że Muay Thai jest dla nich pewnego rodzaju odskocznią. Stadion jest miejscem, gdzie mężczyźni mogą przyjść i się wykrzyczeć, ponieważ jest to nieakceptowane na ulicy.  Chociaż z drugiej strony, podobno za zamkniętymi drzwiami jest wiele przemocy w tym kraju.

MY: Tajlandia ma bardzo wysoki odsetek ludzi siedzących w więzieniach i ogromną liczbę morderstw. W przeliczeniu na liczbę mieszkańców wychodzi im średnia prawie taka sama, jak w Stanach. Za tym stoją ci sami uśmiechnięci i grzeczni Tajowie, których widujemy na co dzień na ulicach. Są spokojni, ale słyszeliśmy od kilku osób, że ich spokój i tolerancja ma swoje granice, i jeśli przekroczysz te granice, potrafią być bardzo brutalni. Znajomy opowiadał nam, że jeśli farang zrobi coś złego w barze, zazwyczaj rzucają się na niego wszyscy obecni Tajowie i biją czym popadnie, co wpadnie im w ręce.

CAT: Tak, to jest zupełnie niewykluczone, że jeśli z kimś tutaj zadrzesz, to może do ciebie podejść ktoś z pistoletem i to jest koniec. Tu w Tajlandii jest mafia i te problemy są najczęściej z nią związane, zwykle chodzi o pieniądze i narkotyki, właściwie ten sam problem co w innych krajach. Jestem w Bangkoku od czterech lat i w przeciągu tego czasu widziałam tylko trzy incydenty z użyciem przemocy poza ringiem, ale ja jestem białą kobietą i moje życie wygląda zupełnie inaczej niż życie białych mężczyzn tutaj, ja nie chodzę do barów na dziewczyny lub miejsc, gdzie pojawiają się narkotyki, to nie mój styl życia, ale słyszałam podobne historie. Generalnie, większość Tajów nie lubi obcokrajowców i jeśli farang zrobi coś źle, mam na myśli coś naprawdę złego, na przykład zaczepianie kogoś na ulicy lub coś w tym rodzaju, może mieć do czynienia z wieloma Tajami jednocześnie, nawet jeśli oni za bardzo nie będą znali się między sobą. To jest to, co zawsze powtarzam wszystkim, nie zrób niczego głupiego w tym kraju. Poza tym każdy bar z dziewczynami jest pod opieką ludzi z mafii, bardzo często ktoś z nich jest na miejscu, i jeśli jest potrzeba, to reagują natychmiast. Jeśli nie chcesz zapłacić rachunku, to jest dosyć normalne, że ktoś wyciągnie pistolet, żeby cię do tego skłonić, tak to tutaj działa.

MY: Jak wiele wspólnego ma mafia z Muay Thai?

CAT: Nie wiem dużo na ten temat, ale jak wszystko w Tajlandii, tak też i Muay Thai ma swoje powiązania z policją i mafią. Te dwie siły idą zawsze w parze w tym kraju. Głównie chodzi o zakłady. Jeśli ludzie z mafii przyjdą na stadion i zaczną robić zakłady, to ich zawodnicy zazwyczaj wygrywają, nawet jeśli byli wyraźnie słabsi w walce.

MY: Czy to się często zdarza?

CAT: Dosyć. Dodatkowo chłopcy dostają łapówki, żeby przegrywać walki. Z tym że w tym wypadku, jeśli to wyjdzie, są skończeni w Muay Thai. Już nikt nie będzie z nimi walczył.

MY: Co dzieje się z bokserami, gdy skończą karierę. Zaczynają trenować jako mali chłopcy, zaś przeciętnie odchodzą z boksu w wieku 25 lat. Co potem?

CAT: To jest dosyć smutny temat. Wszystko zależy od tego, do jakiego obozu treningowego trafią na początku swojej kariery. Jeśli do takiego, który nie zatroszczy się o ich edukację, będzie nimi tylko manipulował i wykorzystywał do zarabiania pieniędzy, to skończą jako niewykształceni ludzie, którzy nie umieją robić nic innego niż tylko walczyć. Jedni wpadną w alkoholizm, inni w narkotyki. Niektórzy z nich, jeśli zachowali część swoich pieniędzy, może otworzą jakiś mały interes. Ale zwykle niewielu, ponieważ nie mają pojęcia jak oszczędzać pieniądze. Znam jednego chłopaka, który sprzedaje smażone kurczaki na ulicy i robi z tego całkiem niezłe pieniądze. Są też obozy, w których promotorzy dbają o swoich zawodników i ich edukację, ale takie są mniejszością.

MY: A jak obecnie radzi sobie Nong Toom?

CAT: Ona robi już tylko filmy, nie musi więcej walczyć, już nie trenuje. Wystąpiła w tej walce pokazowej w Hong Kongu, ale nie wydaje mi się, żeby robiła inny pokaz szybko po tamtym, to było bardziej dla rozrywki. Jest bardzo zajęta robieniem filmów i ma z tego znacznie więcej pieniędzy.

MY: Jakie ty masz plany na przyszłość? Zamierzasz zostać na stałe w Bangkoku?

CAT: Nie wiem. Jadę na trzy miesiące do domu ocenić moją sytuację życiową. Robię się coraz starsza, nie mogę walczyć bez końca. Niedawno powiedziałam, że zamierzam skończyć karierę po najbliższej walce w Hong Kongu, ale byłam wtedy zła. Problem w tym kraju polega na tym, że jestem za ciężka w porównaniu do większości tajskich kobiet, więc oni usiłują wsadzić mnie do ringu z małą tajską dziewczyną, znacznie ode mnie lżejszą, a ja odmawiam walczyć z kimś, kto jest znacznie mniejszy ode mnie. Nie ma znaczenia, że ona jest dobra i być może udałoby się jej mnie pokonać, 8 kg różnicy to za dużo, wystarczy jeden udany cios i komuś o 8 kg lżejszemu taki cios mógłby wyrządzić poważną krzywdę, i ja nigdy bym tego nie zrobiła. Wielu ludzi nie dba o to, mam na myśli obcokrajowców, dla których często też trudno znaleźć rywala w ich kategorii wagowej. Przyjeżdżają na wakacje, trenują dwa miesiące, chcą walczyć, chcą wygrać, płacą pieniądze za trening i dostają swoją wygraną, ale to jest sfabrykowane, to nie jest to, co ja chciałabym robić. Trenuję ciężko i chcę walczyć poważnie, nie z małą dziewczynką, która bardzo często ma poniżej 16 lat.

MY: Powodzenia zatem w Hong Kongu. Już wiesz z kim będziesz walczyła?

CAT: Tak, to będzie tajska dziewczyna, która waży 57 kg. Ja ważę 58 kg. Walczymy o pas mistrzowski organizacji z Hong Kongu. Zamiast trzyminutowych rund będą dwuminutowe, a więc to powinno być przyjemne.

MY: Wracając do planów na dalszą przyszłość, wiemy, że myślisz o otworzeniu obozu treningowego Muay Thai dla bezdomnych dzieci?

CAT: Jeśli zdecyduję się zostać tu na stałe, chciałabym otworzyć taki obóz. W tym kraju jest wiele sierot, które nie mają żadnej przyszłości przed sobą. Szybko wpadają w alkoholizm lub narkotyki, same zaczynają handlować narkotykami albo zostają męskimi prostytutkami, zarażają się, młodo umierają. Dla wielu z nich Muay Thai mogłoby być sposobem na życie. Niektórzy z nich zresztą trafiają do obozów treningowych, ale zostają wykorzystani i w końcu znowu zostają bez niczego, to jest to, o czym mówiłam wam wcześniej. Chciałabym otworzyć obóz, który będzie zajmował się tym dzieciakami, w którym nauczą się walczyć i walczyliby na stadionach, zarabiając pieniądze wyłącznie na swoje konto. Tak naprawdę nie zgadzam się z tym, żeby dzieciaki walczyły w tak młodym wieku, ale jest to tutaj powszechne i jeśli to miałoby być jedyną drogą wyciągnięcia ich z ubóstwa, to chyba jest to lepsze, niż pozostawienie ich w sytuacji, w której obecnie się znajdują. Jednocześnie wysłałabym ich do szkół i nauczyła oszczędzać pieniądze z walk na kontach bankowych, z których nie mogliby ich ruszać dopóki nie ukończą 21 lat.

MY: Na północy Tajlandii w jednym z watów pod Chiang Rai mnisi robią coś podobnego. Przyciągają biedne dzieciaki do świątyni, gdzie oprócz tego, że zostają nowicjuszami, są również uczeni Muay Thai. Widzą w tym jedyną szansę, żeby pomóc im na przyszłość. Prawdopodobnie część dzieciaków zostanie później mnichami, a pozostali być może wybiorą karierę zawodników Muay Thai.

CAT: Rzecz polega na tym, że jest to sport związany wyłącznie z niższą klasą społeczeństwa w tym kraju, dzieciaki z klas wyższych prawie w ogóle nie trenują Muay Thai.  Ale te biedne dzieciaki mogą zarobić sporo pieniędzy, jeśli są dobre, i jeśli ktoś odpowiedzialny pokaże im co zrobić z tymi pieniędzmi, coś innego niż tylko wydać je na drinki i dziewczyny, to nie zostaną później na lodzie. Część z nich, jasne, zabaw się, ale nie wszystkie, oszczędź coś, zrób coś dla swojej przyszłości. Jest w tym szansa na to, żeby podnieść poziom życia wielu dzieciakom, które w przeciwnym wypadku skończą w slumsach.

MY: Pytanie na koniec, lubisz Bangkok?

CAT: Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Bangkoku, nienawidziłam go. Wcześniej mieszkałam przez dwa lata na wyspie, na Ko Samui, a tu musiałam iść do pracy, do tego korki, zanieczyszczenie, hałas, wszystko to wydawało się nie do wytrzymania, ale obecnie już przywykłam. Życie w Tajlandii jest dla mnie łatwiejsze niż dla wielu obcokrajowców, jestem częścią obozu i oni postrzegają mnie jako część rodziny, więc prawdopodobnie nie doświadczam wielu problemów, które spotykają innych ludzi. Korki są dalej denerwujące, ale ja nie przemieszczam się w godzinach szczytu, wstaję i jadę do klubu zanim się zaczną, wracam kiedy się skończą, więc mnie za bardzo nie dotyczą. Jest tutaj wiele rzeczy do robienia, choć będąc bokserem nie masz zbyt wiele czasu na życie towarzyskie, zwłaszcza jeśli przygotowujesz się do walki. Nie możesz iść spotkać się z przyjaciółmi, pić i tańczyć, i tak dalej. Ale ja nie mam żadnych problemów z życiem tutaj, jestem tu szczęśliwa.

MY: Dziękujemy za rozmowę.

CAT: Dziękuję.

P.S.

W momencie, kiedy wysyłamy ten tekst, Cat jest już po swojej walce w Hong Kongu. Jej nowy mistrzowski pas wisi już na ścianie w mieszkaniu na Thonburi.

Bangkok, 25 maj B.E. 2548