Witajcie!
Druga część urlopu minęła nam pod znakiem Ducha Gór - Karkonosza. Nocnym kursem wyruszyliśmy 21-go września z przez jednych znienawidzonego a przez innych uwielbianego dworca PKS Warszawa Zachodnia (ja tam wolę Zachodni od PKS Stadion ;-D ) i dzięki temu mogliśmy zwiedzić kawał Polski nocą. Najbardziej piorunujące wrażenie zrobił nocny widok dworca pks w Wałbrzychu - przn nim słynne, Kazikowe "czy byłeś kiedyś na dworcu we Kutnie" to przysłowiowy mały pikuś. Niemniej o 5:00 rano byliśmy w Karpaczu gdzie wysiedliśmy przy Bachusie (zostawiając w autobusie całyu prowiant, ale odzyskaliśmy go jeszcze tego samego dnia wieczorem dzięki uprzejmości kierowców PKS Mława spotkanych na postoju przy Białym Jarze ;-D ) i chwilę potem znaleźliśmy się w zabytkowej (150 lat) willi Natalia (polecam gorąco - klimacik jak trza i gospodyni w starym, szlacheckim stylu, ordung i generalnie warunki wporządeczku). Tu zasnęliśmy kamiennym snem który trwał nieprzerwanie aż do południa.
Wkrótce też ruszyliśmy też na podbój Karpacza, byłem tu ostatnio z matką jak miałem 7 lat i zaczynałem dopiero swoją przygodę z górami, GOTem i świadomą turystyką. Mimo to część rzeczy mi się przypomniała jak rozejrzeliśmy się po mieście - a zwłaszcza wrażenie (smutne) zrobił FWP Piast, w którym nocowałem jeszcze w poprzednim systemie, a któy obecnie wygląda na pierwszy rzut oka jak hotel Polissa w Prypeci, choć jakieś niewielkie życie jeszcze się w nim tli... Przykry jest też widok nieczynnego od 2000 roku dworca pkp z czynnym jedynie zegarem dworcowym i tlącym się życiem drezynek, które niedawno uruchomili lokalni entuzjaści 1435-ciu milimetrów rozstawu. Ale to jedyne negatywy - reszta to same pozytywy ;-D Późniejszym popołudniem ruszyliśmy czerwonym, spacerowym szlakiem do schroniska Łomniczka. I tu łzy w oczach z radości! Nie zmieniło się - wciąż ma niepowatarzalny klimacik, wciąż ta sama, doskonała fasolka po bretońsku, mruczący kot na starym fotelu, wciąż nie ma prądu, kochana, stara Łomniczka!!!
(dalszą część opisu plus fotki, jeśli odzyskam z uszkodzonej karty XD made in china, mam nadzieję wkrótce umieścić w relacjach z wyjazdów Jaremy na stronce, wkrótce też pełna wersja opisu z Dziwnowa plus fotki tamże - jeśli admin wyrazi zgodę ;-D ).
Pogodę mieliśmy znakomitą, dopiero przedostatniego dnia się lekko popsuła, ale to z powodów Ducha Gór, który poproszony w Ardszpadzkich Skałach (w ramach zorganizowanej wycieczki - opiszę to w pełnej relacji) "Karkonoszu, daj nam wody" zrozumiał to zbyt dosłownie ;-D Fakt, że przedostatniego dnia przemokliśmy do suchej nitki na Tabaczanym Szlaku wiodącym z Przełęczy Okraj do Karpacza ale to bardziej dlatego, że lokalny strumyczek uznał za stosowne pokryć się w sporej części z przebiegiem szlaku ;-D co zaowocowało tym, że w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że brnę w wodzie po kostki (do dnia dzisiejszego suszę sandały ;-D ).
Podczas tych sześciu dni udało nam się naprawdę wiele zobaczyć: Wang, śnieżkę z przyległościami (w tym znakomity i arcyciekawy rezerwat glacjalny okalający czeskie schronisko Louczi Bouda - w 1986 roku było to niemożliwe, stali tam wtedy wojacy z kałachami i nie było, że boli), Małą Upę po czeskie stronie, Ardszpadzkie Skały/Trutnov/Kralovec, piękny i wręcz alpejsko-tatrzański szlak Domek Myśliwski - Samotnia - Strzecha Akademicka z Małym Stawem bijącym na głowę Morskie Oko (wiatr łeb urywał bardziej jak na śnieżce, było kilka wietrznych dni ale nam to specjalnie nie bruździło w pieszych wędrówkach), widzieliśmy Słonecznik, Pielgrzymy, ciekawy szlak na Sowią Przełęcz i dalej (i klimatyczne, czeskie schronisko Jelenka z uporem maniaka nazywane przeze mnie Jadranka ;-D ze znakomitym ciemnym piwem i knedlikami (i można za złotówki bez problemu - też w 1986 nie dało rady tam być). Poza tym kaplicę św. Anny z XII wieku (ze źródełkiem miłości, dawne pogańskie miejsce kultu) na trasie Karpacz - Miłków - Sosnówka, ruiny prewentorium tamże, wspaniałe skały Grabowca, Pogańską Dolinę i dawną poniemiecką sztolnię/kopalnię tudzież inną podziemną fabrykę. Zabrakło nam dnia na wizytę w Kowarach - ale myślę, że kiedyś to nadrobimy.
Pozdrawiamy
V.Ziutek i Ania