Cześć!
Mieliśmy wyskoczyć na długi weekend 15-17 sierpnia na Bieszczadzkie Anioły do Cisnej i Dołżycy.
W czwartek obdzwoniliśmy bieszczadzkie agroturystyki - gdzie tam, wszędzie komplety. Obraziliśmy się na Bieszczady, zadzwoniliśmy w Beskid Sądecki.
Wyjechaliśmy w czwartek o godz 20.00, aby objechać korek od Grójca do Białobrzegów poprzez dziurawe drogi powiatu Grójeckiego wśród willi i sadów jabłkowych zamożnych badylarzy z lat 80-tych. Już o 2:30 rano rozlokowaliśmy się w agroturystyce w Wierchomli Wielkiej.
Kwatera jest wielce godna polecenia, gdyż jest ukryta daleko od szosy, w połemkowskiej chyży mieszkają krowy, byki, kaczki, kury i koty. Zapach prawdziwej wsi, cykają świerszcze, szumi strumyczek i to wszystko za 20 zł od osoby. Dodatkowo gospodarze, rodzice 7-ro dzieci, są wyluzowani i pojechali sobie z dzieciakami do Częstochowy na pielgrzymkę na 2 dni zostawiając nam ten agroturystyczny dobytek :) Dobrze, że krów nie musieliśmy doić :)
Piątek był gorący i duszny jak w Indiach - zaliczyliśmy wyciąg krzesełkowy w Wierchomli i bacówkę nad Wierchomlą. Sobota to sześć godzin deszczu od 12.00 do 18.00, więc zaliczyliśmy obiekty zadaszone - klasztor w Starym Sączu i kolejkę gondolkową na Jaworzynę Krynicką - oraz po 18.00- schronisko na Jaworzynie i na wieczór koncert operowy w Krynicy. Niedziela to pogoda pochmurna, ale sympatyczna - próbowaliśmy - bez szlaku - wejść na halę Przechyba do schroniska - od przysiółka U Ogorzałych w Przysietnicy. Bardzo piękne lasy i łąki - ale (gdyż zaczęliśmy za późno), zawróciliśmy po wdrapaniu się 350 m w pionie i dojrzeniu w dali wieży GSM na polanie Przehyba. Potem o 19.45 w samochodzik i tym razem w korku do Wieliczki i katowiczanką już o 2.15 w domku.
Bardzo miły długi weekendzik, choć niestety przy ruchu drogowym długiego weekendu troszkę daleko w te góry.
Pozdrawiam,
Jurek